czwartek, 28 marca 2013

Koszykarski trzeci świat



Koszykówce coraz bliżej do bycia dyscypliną globalną. Ludzie grają w nią praktycznie na całym świecie. Odbiło się to również na zawodowych ligach w coraz to bardziej egotycznych krajach. W państwach takich jak Iran, Bahrajn czy Liban grają byłe gwiazdy polskiej ligi oraz zawodnicy z przeszłością w NBA.


IRAN


W lidze irańskiej w poprzednim sezonie grało paru naprawdę dobrych zawodników. Wielu z nich z łatwością znalazłoby zatrudnienie w solidnych europejskich klubach. W ekipie mistrza kraju Patrochimi Bandar grali tacy zawodnicy jak: Ibrahim Jaaber, Sani Becirovic czy Jasmin Hukic. Rozgrywający Jaaber jeszcze niedawno grał w barwach Żalegisu Kowno, a w poprzednich latach był gwiazdą m.in. Armani Jeans Mediolan. Natomiast Becirovic to jedna z legend słoweńskiej koszykówki. Wielokrotny reprezentant kraju, w przeszłości był główną postacią takich klubów jak: CSKA Moskwa, Benetton Treviso czy Armani Jeans Mediolan. Ostatnia postać - Jasmin Hukic - to swego czasu jeden z czołowych zawodników Prokomu Trefla Sopot. W drużynie wicemistrza Mahram Teheran występowali dwaj kolejni zawodnicy z bogatą koszykarską historią: Francisco Elson i Marko Milic. Elson to prawdziwa legenda holenderskiego basketu. 8 lat gry w 6 klubach i 472 mecze rozegrane na parkietach NBA mówią same za siebie. Tymczasem Milic przez większość swojej kariery był bardzo solidnym zawodnikiem, mającym za sobą występy m.in. w Realu Madryt. Obecny sezon kończy w równie egzotycznym kraju - w Kuwejcie, w barwach Al Kuwait.
BAHRAJN


Na pewno niejeden fan naszej ekstraklasy pamięta takich podkoszowych jak Pape Sow czy Aaron Pettway. Sow swego czasu grał w barwach Prokomu Trefla Sopot, gdzie był jednym z wyróżniających się zawodników. Tegoroczny sezon rozpoczął w Libanie w barwach Amchit, ale po czasie przeniósł się do Bahrajmu, do klubu Al Mahama. Senegalczyk w ostatniej kolejce zdobył dla swojej nowej drużyny 42 punkty oraz miał 16 zbiórek, a jego zespół pokonał ekipę Samaheej 101:49. Poza karierą w naszym kraju, Sow występował m.in. w Toronto Raptors, Juventucie Badalona czy w ekipie Caja Laboral. Natomiast Amerykański center Aaron Pettway swego czasu przebojem wdarł się na polskie parkiety. Były podkoszowy Kageru Gdynia rozegrał w naszym kraju jeden z najlepszych sezonów w całej swojej bogatej karierze. Niestety, kolejne lata w barwach greckiego PAOK’u, ukraińskiego Dnipra czy chorwackiej Cedevity nie były tak udane. Obecny sezon rozgrywa w barwach Al Ahli.
Pape Sow za czasów gry w Asseco Prokomie Gdynia.

IRAK
O dziwo, liga iracka (mimo wojennych problemów, z którymi ten kraj się zmaga w ostatnich latach) stoi na całkiem przyzwoitym poziomie. Jedną z gwiazd tej ligi jest były gracz Kotwicy Kołobrzeg Kenneth Henderson. Amerykanin wielkiej kariery w naszym kraju nie zrobił, ponieważ w sezonie 2010/11 w 14 meczach notował średnio 2.9 punktów na mecz, jednak kolejne lata w klubach z Francji, Węgier i Słowacji były znacznie bardziej udane. Szczególnie dobrze wiodło mu się na Słowacji, gdzie był jedną z gwiazd tamtejszej ligi. W tym sezonie reprezentuje barwy Al Kahraba. Kolejną koszykarską gwiazdą tamtej części świata jest jego klubowy kolega Tarcy Robinson, który swego czasu był czołową postacią ligi finlandzkiej.
LIBAN
Julian Khazzouh, który rozpoczął sezon w barwach aktualnego mistrza Polski, również znalazł swój koszykarski raj. Pierwotnie, Australijczyk miał wrócić do swojego rodzimego kraju, jednak postanowił podpisać kontrakt z aktualnym wiceliderem ligi libańskiej, drużyną Sagesse–Al Hekmeh Beirut. Notuje tam średnie na poziomie 10 punktów i 9 zbiórek na mecz. Jednak zdecydowaną gwiazdą tamtejszej ligi jest Amerykanin Andre Emmett, który swego czasu miał być bardzo ważną postacią klubów NBA. Emmett w rozegranych 18 meczach w barwach Amchit notuje średnie na poziomie 35 punktów, 7 zbiórek i 3 asyst. Rozgrywki te zaszczycił również jeden z najbardziej nietrafionych wyborów draftowych w historii NBA, Gruzin Nikoloz Tskitishvili. Mierzący 212 cm wzrostu center został w 2002 roku wybrany z 5 numerem przez Denver Nuggets. Jednakże po 172 meczach rozegranych w barwach 4 klubów w najlepszej lidze świata, po równie przeciętnej karierze na starym kontynencie, obecny sezon rozpoczął w barwach Champville.
Julian Khazzouh w barwach nowego klubu.

JAPONIA
Liga Kraju Kwitnącej Wiśni może nie jest tak szybko rozwijająca się jak inne w tej części świata, ale również w niej można znaleźć interesujące nazwiska. Zdecydowanie pierwszoplanową postacią ligi japońskiej jest center Nick Fazekas. Wybrany w drafcie z numerem 34 w 2007 roku przez Dallas Mavericks, nigdy nie zrobił wielkiej kariery w NBA, ponieważ rozegrał tylko 26 meczów. Całkiem przyzwoite sezony notował za to we Francji, w barwach Asvel Villeurbanne oraz JDA Dijon.
 AUSTRALIA / NOWA ZELANDIA
W Australii i Nowej Zelandii koszykówka rozwija się prężnie. Mieszkańcy tego regionu już parę lat temu pokochali tę dyscyplinę. Zwiększająca się popularność tego sportu pozwala miejscowym klubom na ściąganie coraz lepszych zawodników. Do niedawna największą gwiazdą tego regionu był rozgrywający Jonny Flynn, który notował średnie na poziomie 17 punktów, 6 asyst i 4 zbiórek. Jednak wybrany z 6 numerem w drafcie w 2009 roku przez Minnesotę Timberwoles zawodnik ponownie znalazł zatrudnienie w NBA, tym razem w barwach Detroit Pistons. Kolejnym graczem, który robi równie wielką karierę, jest Amerykanin Cedric Jackson –gwiazda  New Zealand Breakers. Jackson, podobnie jak Flynn, ma za sobą występy w najlepszej lidze świata. W barwach Cleveland Cavaliers oraz San Antonio Spurs rozegrał łącznie 84 spotkania.
PORTORYKO


Ten malutki kraj na przepięknej wyspie to kolejny swego rodzaju koszykarski raj. Od wielu lat mieszkańcy tej wyspy są zakochani w baskecie. Może tamtejsza liga nie jest (i może też nigdy nie będzie) jedną z bogatszych, jednak mimo to przyciąga całkiem niezłe nazwiska. Jeszcze niedawno jednymi z gwiazd byli  zawodnicy Miami Heat i Boston Celtics: Josh Harrellson oraz Shavlik Randolph. Następnym wielkim zawodnikiem w historii tej ligi był 14 numer draftu NBA w 2007 roku, czyli Al Thornton, mający za sobą bogatą karierę w najlepszej lidze świata, w której rozegrał aż 296 meczów. W niedalekiej przeszłości na tamtejszych parkietach grywał również 9 numer draftu z 2005 roku, czyli podkoszowy Ike Diogu, który robi teraz karierę w Chinach. Jednak portorykańska liga to nie tylko obcokrajowcy, ale również znakomici wychowankowie. Chyba każdy fan koszykówki pamięta z polskich boisk obwodowego Christian Dalmau, który był jedną z gwiazd Prokomu Trefla Sopot. Dzięki grze w naszym kraju zrobił również karierę w takich klubach jak Beskitas Stambuł i Ural Great Perm. Aktualnie jest jedną z ważnych postaci zespołu ze swojego rodzimego kraju. W naszej lidze swego czasu byli gwiazdami tacy zawodnicy jak: Rick Apodaca (Polpak Świecie) oraz Javier Mojica (AZS Koszalin), którzy również pochodzą z tego pięknego kraju.
Christian Dalmau w barwach klubu z rodzimej ligi.

FILIPINY
Filipiny to zdecydowanie najbardziej egzotyczne miejsce w tym zestawieniu. Jednak mimo tego, do niedawna w lidze tej grał 20 numer draftu NBA z 2006 roku, czyli nie kto inny, jak Renaldo Balkman. Przez większość pobytu w tym pięknym kraju był uznawany za tamtejszego Kevina Duranta. Renaldo notował średnio 25 punktów i 13 zbiórek na mecz, dopóki w trakcie jednego ze spotkań nie pobił się z jednym z koszykarzy, którym - uwaga! - był jego kolega z zespołu. Po takim zdarzeniu nawet dla największej gwiazdy całej ligi nie było w niej miejsca. Ciekawostką jest to, że Balkman przed sezonem był łączony z ekipą Asseco Prokomu Gdynia i zważywszy na jego dość niecodzienne osiągnięcia, całe szczęście, że nie trafił do naszego kraju.

Liga chińska jest zdecydowanie najbardziej obleganą przez byłe gwiazdy NBA. Od kilku lat koszykówka w tym kraju notuje niesamowity progres, którego efektem są coraz bardziej znane nazwiska, grające w tamtejszych klubach. Chiny stały się przyjemnym krajem dla zawodników, którzy chcą sobie jeszcze co nieco dorobić przed odejściem na zasłużoną emeryturę. Jeśli liga ta nadal będzie się tak prężnie rozwijać, może już niedługo prześcignie niektóre ligi europejskie. Najlepiej potencjał tej ligi przedstawia wykaz byłych zawodników oraz ich ilość meczów rozegranych w NBA.

Tracy McGrady - 938 meczów w NBA (Qingdao)
Stephen Marbury - 846 m. (Beijing Ducks)
Gilbert Arenas - 552 m. (Shanghai Sharks)
Edd Curry - 527 m. (Zhejiang CB)
Jianlian Yi - 272 m. (Guangdong)
James Singleton - 243 m. (Xinjiang FT)
Von Wafer - 200 m. (Xinjiang FT)
Qunincy Douby - 143 m. (Zhejiang CB)
Sundiata Gaines - 113 m. (Fujion QB)
Gary Forbes - 111 m. (Guangsha)
Lester Hudson - 52 m. (DongGuan)

  
Tracy McGrady w towarzystwie nowych kolegów z drużyny.

wtorek, 26 marca 2013

Książka: Shaq bez cenzury


Książka "Shaq bez cenzury" autorstwa samego Shaquille'a O'Neal'a oraz Jackie MacMullan to obowiązkowa lektura dla każdego fana koszykówki. Cała książka jest jak sam jej autor, czyli niesamowicie zabawna, ekspresywna, kontrowersyjna oraz, co najważniejsze szczera. "Supermen" w swojej powieści nie opisuje tylko i wyłącznie swojej kariery w NBA, ale również, początkowe lata swojego życie, które były niezwykle trudne. Jednak próbuje czytelnikom udowodnić, że nie był by tym kim teraz jest, gdyby nie kochająca i czuła matka oraz twardy i wymagający ojciec. Biografia ta nie jest kolejną nudną książką, w które jest masa suchych faktów, ale pełną ciekawych wątków lekturą, co sprawia, że każda następna strona staje się dla czytelnika nową niezwykle interesującą przygodą. Shaq nie wątpliwie był i jest niezwykłą postacią i to nie tylko środowiska koszykarskiego, dlatego ta pozycja biograficzna jest dosłownie dla każdego. Moim zdaniem "Diesel" wraz z tą książką łamie pewien stereotyp Shaqa w naszym kraju, ponieważ przez szerokie grono jest uważany za zwykłego "mięśniaka". Tym wydaniem udowadnia wszystkim, jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, który ma na tytuł doktorski oraz przy tym znakomitym biznesmenem. Czytając tą książkę odnosiłem wrażenie, że jej autor pisząc ją, nie ma miał za zadania przedstawianie swojej bogatej koszykarskiej kariery, a pokazanie swojego prawdziwego oblicza przed całym światem.

Osobiście niezwykle do gustu przypadły mi jego problem z nadwagą, z którą zmagał się przez całą swoją karierę. Jednak jak on sam i ja również uważam, że poziom tkanki tłuszczowej u koszykarza nie jest najważniejszy. Najważniejsze jest to jaką grę prezentujesz na boisku. Jeden z fragmentów z czasów gry w Miami Heat: " Spójrzcie na takiego Alonzo Mourninga. Facet jest jak maszyna, naprawdę. Nie zdziwiłbym się, gdyby któregoś dnia okazał się robotem. Zawsze miał fenomenalną kondycję. Zawsze wyglądał z dziesięć razy lepiej ode mnie, ale na parkiecie go zabijałem. Co oznacza, że całe to gadanie o tkance tłuszczowej można sobie w dupę wsadzić. Chodzi o to, co masz w sercu i w głowie. Czy jesteś wystarczająco twardy? Czy naprawdę bardzo tego chcesz? Nie ma znacznie, czy masz dziesięć procent tkanki tłuszczowej czy więcej.

Jednak najbardziej rozbawił mnie ten fragment,  który udowadniał, że często Shaq był wielkim przysłowiowym słoniem w składzie porcelany. "Shaquille O'Neal wiercił się niecierpliwie, podczas gdy Doc Rivers przedstawiał na tablicy plan gry. Próbował się skoncentrować, ale miał trudności z rozluźnieniem swojego wielkiego ciała.[...] Shaq rozejrzał się po szatni w poszukiwaniu jakichś ciężarków, żeby rozgrzać bicepsy. Nic nie znalazł. Rozejrzał się raz jeszcze i zauważył Mike'a Lonabardiego, drobniutkiego asystenta trenera Celtics.
- Hej, Mike, podejdź tutaj - szepnął.
- Co? - spytał Lanabardi.
- Pozwól, że cię podniosę. Zbliży się - odpowiedział Shaq.
Nie mówiąc nic więcej, chwycił zdumionego asystenta i uniósł go, po czym z powrotem skoncetrował uwagę na Riversie, na przemian podnosząc i opuszczając Lonabardiego płynnymi ruchami.
Kevin Garnett pochylił się i próbował zdusić chichot.
- Robiłem, co mogłem, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Nie co dzień widuje się kolesia, który wyciska ciężary asystentem trenera - powiedział KG.
Rivers próbował dzielnie kontynuować, ale kiedy Shaq z kamienną twarzą wykorzystywał dorosłego faceta w roli sztangi, koledzy z drużyny nie wytrzymali i zaczęli się tarzać po podłodze ze śmiechu.
- Oj, Shaq - próbował protestować Rivers, ale w końcu sam się uśmiechnął. - Dobra, chłopaki, gramy.
- Nie martw się, trenerze. Jestem już całkiem wyluzowany - odpowiedział O'Neal, klepiąc Riversa po ramieniu.

Niesamowita książka o niesamowitym człowieku. 

   

czwartek, 21 marca 2013

Mistrzostwa Polski U20 - analiza





Przez większość ostatniego tygodnia miałem przyjemność oglądać finały mistrzostw Polski w kategorii junior starszy, które odbywały się na hali 100-lecia w Sopocie. Z racji tego postanowiłem napisać mniejsza lub większą analizę pierwszych pięciu najlepszych drużyn turnieju.

WKK Wrocław
Drużyna z Dolnego Śląska to zdecydowanie najlepszy zespół w roczniku junior straszy w naszym kraju i w pełni zasłużył na tytuł. Przez większość turnieju prezentował najwyższa formę i w drodze po złoty krążek musiał uporać się z najsilniejszymi drużynami. Trener Tomasz Niedbalski skompletował bardzo dobry zespół, którego największym atutem nie był atak, a obrona. Bardzo dobra defensywa w porównaniu z wyrównanym składem spowodowała, że praktycznie bez większych problemów sięgnęli po mistrzostwo Polski. Pod drodze eliminując takie zespoły jak GTK Gdynia, Trefl Sopot czy MKS Dąbrowa Górnicza. Ekipa WKK jest pozbawiona zdecydowanych gwiazd, co jest ich największą siłą. Większość zawodników zna swoją rolę w zespole i znakomicie się z niej wywiązuje. Jednym z liderów jest MVP turnieju filigranowy rozgrywający Jan Grzeliński. Mimo, że żaden z jego występów nie był fenomenalny, jednak prezentował bardzo stabilną formę. Praktycznie w każdym meczu notował statystyki powyżej 10 punktów i 5 asyst. Grzeliński znakomicie potrafi wykorzystać swoje warunki fizycznie, które o dziwo stały się jego atutem. Jest niezwykle szybki, szczególnie w grze z piłką. Do tego ma bardzo dobry przegląd pola, co sprawia, że jest praktycznie gotowy na grę na najwyższym poziomie. Jeśli wzmocni się fizycznie oraz popracuje nad rzutem, który i tak już jest niezły, może zostać jednym z kluczowych rozgrywających TBL. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie skrzydłowy Norman Zuber, który zrobił ogromny postęp. Jeszcze kilka lat temu miałem okazje przeciwko niemu grać. Uważany był za zawodnika z ogromnym potencjałem, którego nie potrafił wykorzystać. I można powiedzieć, ze w końcu gra na miarę swojego potencjału. Z całej drużyny WKK to właśnie jemu wróże największą karierę, ponieważ praktycznie już jest gotowy na grę na najwyższym poziomie. Jak na młodego gracza ma całkiem przyzwoity rzut, ale najważniejszym jego atutem jest jego wszechstronność. Z powodzeniem może grać zarówno pod koszem jak i na obwodzie, co go czyni zawodnikiem jakiego chciałby mieć każdy trener. Wybrany do pierwszej piątki turnieju center Jarosław Trojan to zawodnik, który najwięcej zawdzięcza swoim partnerom z drużyny. Gdyby nie jego koledzy, którzy bardzo dobrze go kreowali został by kolejnym wysokim zawodnikiem tylko i wyłącznie do zbierania piłek w obronie, jakich było wielu na tym turnieju. Jeśli Trojan marzy o poważnej zawodowej karierze, to już powinien zacząć ciężko pracować, ponieważ ma ogromnie brak, w szczególności w ataku. Największym rozczarowaniem w ekipie WKK była dla mnie postać rzucającego obrońcy Jakuba Koelnera, który był uważany za jednego z lepszych strzelców w swoim roczniku. Młodzieżowy reprezentant Polski przeplatał mecze słabe z tymi średnimi i tak naprawdę w żadnym meczu mnie nie zadziwił.

MKS Dąbrowa Górnicza
Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że ekipa z województwa śląskiego dojedzie aż do finału. Drużyna z Dąbrowy Górniczej to zespół, w której praktycznie grało trzech zawodników Grzegorz Grochowski, Jakub Karolak oraz Marcin Piechowicz. Jednak jak się później okazało „wielkiej trójce” wystarczyło sił do półfinału. Ich pojedynek w półfinale z Treflem Sopot był ozdobą całego turnieju i zdecydowanie najlepszym spotkaniem całych mistrzostw. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie Jakub Karolak, który mam mentalność prawdziwego strzelca i lidera. Nie było meczu w turnieju, w którym choć na chwilę się zawahał. Jeśli wzmocni się fizycznie to może naprawdę dużo osiągnąć. Natomiast rozgrywający Grzegorz Grochowski przekonał mnie do siebie dopiero w drugiej połowie pojedynku z Treflem Sopot. Możliwe, że wracający po kontuzji Grochowski przez większość turnieju po prostu się oszczędzał. W końcówce meczu półfinałowego oraz w czwartej kwarcie finału udowadniał, że ma mentalność prawdziwego lidera, który jest już gotowy na grę na najwyższym poziomie. Niestety dużej kariery nie wróże ostatniemu z „wielkiej trójki” Marcinowi Piechowiczowi, który w najważniejszym momentach dla swojej drużyny zajmował się dyskusjami z sędziami i trenerem.

Trefl Sopot
Oglądając finałowy pojedynek, przez większość czasu żałowałem, że nie wystąpiła w nim ekipa gospodarzy, która dość pechowo przegrała po dogrywce z MKS Dąbrową Górnicza. Jednak drużyna Trefla się nie poddał i przypieczętował turniej brązowym medalem. Zdecydowanym liderem Trefla był David Brembly, który już w przyszłym sezonie powinien być jednym z ważniejszych ogniw pierwszej drużyny, ponieważ dysponuje niesamowitym talentem. Kolejnym zawodnikiem, który zasłużył na wyróżnienie jest rozgrywający Paweł Dzierżak. Mimo dość skromnych statystyk Paweł był jednym z kluczowych postaci swojego zespoły i znacznie przyczynił się do zdobycia medalu. Jego największym atutem jest to, że jest klasycznym rozgrywającym jakich bardzo mało w dzisiejszych czasach. W pierwszym meczu turnieju przeciwko GTK Gdynia ogromne wrażenie zrobił na mnie Mikołaj Witliński oraz Cyprian Zięba. Witliński jest uważny za jeden z największych talentów w swoim roczniki w Europie. Miałem okazje kilka razy go obserwować, a nawet dwukrotnie przeciwko niemu grać i śmiało mogę stwierdzić, że największą jego wadą jest stabilizacja formy. Przeplata rewelacyjne mecze z tymi przeciętnym. Jednak nie zapomnijmy, że ten center ma niespełna 18 lat i tkwi w nim ogromny potencjał. Jeśli trenerzy w SMS’ie Władysławowo odpowiednio będą z nim pracować może wyrosnąć na etatowego reprezentanta naszego kraju. Drugi Cyprian Zięba to do meczu z GTK całkowicie anonimowa postać dla mnie. Osobiście uważam, że był cichym bohaterem tak cennego zwycięstwa nad GTK. Jednak kolejne mecze miał dużo grosze, a powracający po kontuzji Aleksander Lebiedziński mu w tym nie pomagał, ponieważ odbierał mu tak cenne minuty. Spory potencjał drzemie również w jednym z najmłodszych (rocznik 96) uczestniku mistrzostw silnym skrzydłowym Grzegorzu Kulka, który swoimi występami pokazywał, że Trefl Sopot może mieć sporo pożytku z niego w przyszłości.

KS Rosa Radom
Drużyna Rosy to dość solidny zespół z dwoma liderami, którzy mieli ich poprowadzić do medalu. Jednak jeden z nich zdecydowanie zawiódł, a był nim rozgrywający Jakub Schenk. Tak naprawdę Schenk zrobił na mnie wrażenie przez jakieś 5 minut pierwszego pojedynku z MKS Polonia Warszawa, kiedy grał po prostu rewelacyjnie. Zdobywał punkty, asystował, przechwytywał i zbierał, później jak bym oglądał całkiem innego zawodnika. Bardzo często na parkiecie zajmował się wszystkim tylko nie graniem. Dyskutował z sędziami, kłócił się z trenerem, a w najważniejszych momentach łapał bardzo głupie faule i osłabiał swój zespół. Gdybym wcześniej nie wiedział kim jest, to w ogóle bym na niego nie zwróciła uwagi. Całkiem inaczej prezentował się obwodowy Jakub Garbacz, który często w pojedynkę walczył z rywalem. Zawodnik występujący na co dzień w brawach SMS’u Władysławowo dysponuje bardzo dobrymi warunkami fizycznymi i przy tym całkiem przyzwoitym rzutem. Myślę, że większość klubów TBL już teraz chciała by mieć Garbacza w swoim składzie.

GTK Gdynia
Drużyna z Gdyni to zdecydowanie największe rozczarowanie całego turnieju. Całkiem możliwe, że wpływ na to miała zmiana trenera praktycznie przed samymi mistrzostwami. Osobiście nie mam pojęcia dlaczego zrezygnowano z Rafała Knapa, który święcił największe sukcesy z tymi chłopakami, ale ta decyzja ze strony działaczy była dość ryzykowana. I jak sam turniej pokazał zbyt pochopna. Drużyna GTK z takim zestawieniem kadrowym mogła spokojnie myśleć o medalu, a nawet finale. Ekipę z Gdyni wzmocnili młodzieżowi reprezentanci Polski i zawodnicy występujący na co dzień w barwach SMS’u Władysławowo. W barwach GTK mogliśmy zobaczyć m.in. Kacpra Borowskiego, Damiana Jeszke, Kamila Zywerta i Filipa Struskiego. Nie zapomnijmy również o takich zawodnikach jak Bartosz Wróbel, Robert Kolka, Przemysław Żołnierewicz czy Jakub Derkowski. Już pierwszy wysoko przegrany mecz 83:59 z Treflem Sopot obnażył wszystkie słabości drużyny. Przede wszystkim defensywa, która delikatnie mówiąc nie była na najwyższym poziomie. Jednak moim zdaniem największym błędem był pominięcie w składzie Jakuba Derkowskiego. Gra z jednym rozgrywającym w postaci Kamila Zywerta była dość ryzykowna. Kamil jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, ale nie zapomnijmy, że ma dopiero 17 lat i w turnieju musiał rywalizować z dużo bardziej doświadczonymi rywalami. W pierwszym meczu momentami prowadził grę Robert Kolka, jednak on jest typem strzelca, a nie kreatora gry. Dużym błędem było prowadzenie taktyki opartej tylko i wyłącznie na wysokich graczach. Na takim poziomie rozgrywek musi być bilans zdobywanych punktów przez wysokich jak i niskich zawodników nie zależnie jaką ma się przewagę pod koszem. Męczarnie w kolejnym meczu z ekipą Basket Junior Poznań, która jak się później okazało uplasowała się na ostatnim miejscu, tylko i wyłącznie utwierdziła mnie w tym, że drużyna GTK była bardzo słabo przygotowana do mistrzostw. W drugim meczu zagrał Jakub Derkowski, który zastąpił kontuzjowanego Filipa Puta. Gra wychowanka GTK, który był by w stanie oddać za klub życie utwierdziła mnie w tym, że w pojedynku z Treflem był brakującym ogniwem. Wchodzący z ławki rozgrywający znacznie przyśpieszył ofensywę swojej drużyny i przy tym bardzo dobrze kreował swoich  partnerów. Znacznie zyskał na tym Kacper Borowski, który zdobył w tym meczu 19 punktów. Jednak błędy popełnione w meczu z Treflem okazały się decydujące i GTK została tylko walka o piąte miejsce. Męczarnie z przeciętnym zespołem Wilków Morskich Szczecin tylko udowodniły, że ekipa z Gdyni do turnieju przystąpiła całkowicie nie przygotowana pod każdym względem. Osobiście bardzo jestem rozczarowany grą Filipa Struskiego i Damiana Jeszke, którzy swoją postawą nie zasługują na miano reprezentantów kraju. Cały turniej przerósł najmłodszych zawodników: Kamila Zywerta, Bartosza Wróbla i Przemysława Żołnierewicza. Na wyróżnienie zasługują tylko i wyłącznie Kacper Borowski oraz Jakub Derkowski. Obaj zawodnicy mimo średniego przygotowania do mistrzostw pokazali ogromny charakter i w żadnym spotkaniu się nie pogodzili z przegraną. Momentami całkiem przyzwoicie wyglądała gra Roberta Kolki, jednak często nie walczył z rywalami, a ze swoimi skromnymi warunkami fizycznymi, które nie pozwalały mu osiągnąć tego co by chciał.

Zawodnicy w pozostałych drużynach, którzy zasłużyli na wyróżnienie:

Mikołaj Stopierzyński, Szymon Milczyński (Wilki Morskie Szczecin)
Igor Jagiełło, Jakub Pawlak (MKS Polonia Warszawa)
Jakub Fiszer (Basket Junior Poznań)

Pierwsza piątka MP: David Brembly (Trefl Sopot), Jakub Karolak, Grzegorz Grochowski (obaj MKS Dąbrowa Górnicza), Jarosław Trojan (WKK Wrocław), Jakub Garbacz (Rosa Radom).



czwartek, 14 marca 2013

Koszykarskie Harlem Shake

Po koreańskim Gangnam Syle kolejny utwór o niczym zdobył i nadal zdobywa popularność na całym świecie. Oczywiście mowa tu o Harlem Shake. Jednak w tym wypadku nie jest tu najważniejsza sama piosenka, a jej taneczne wykonanie. Owy Harlem Shake tańczy aktualnie cały świat, czyli również koszykarze, którzy prześcigają się ze sobą w coraz to oryginalniejszych wykonaniach.

Osobiście najbardziej przypadło mi do gustu wykonanie Miami Heat, ale również inne kluby NBA się w tym specjalizują m.in. Toronto Raptors, Dallas Mavericks oraz Denver Nuggets. Jednak taniec Drika Nowitzkiego delikatnie mówiąc nie przypadł mi do gustu, ale sami oceńcie.

 

 



Harlem Shake jednak w znacznie większym stopniu opanowało ligę akademicką NCAA. W filmikach występują zawodnicy oraz fani takich zespołów jak: Kansas, Florida, North Carolina, Maryland, Louisville.





Jeśli mowa o lidze NCAA to nie mogło zabraknąć zespołu naszego rodaka Przemka Karnowskiego Gonzaga tuż po wygraniu turnieju West Coast Conference.


Oczywiście Harlem Shake opanował również polskie parkiety. W tym niezwykłym tańcu: Stelmet Zielona Góra oraz uczestnicy tegorocznego Meczu Gwiazd.



Na koniec nasi zachodni sąsiedzi, czyli Harlem Shake w wykonaniu koszykarskiego Bayernu Monachium.


środa, 6 marca 2013

Kadra nie potrzebuje Ketatiego i Logana!



W ostatnich miesiącach dość często w mediach zajmujących się koszykówką i nie tylko występuje temat kadry narodowej. Zdecydowanie główną przyczyną takiej postaci rzeczy jest zmiana selekcjonera. Dotychczasowego szkoleniowca Słoweńca Alesa Pipana zastąpił Niemiec Dirk Bauermann, ale nie zmiana trenera będzie tematem tego postu. W raz z objęciem nowej pozycji dziennikarze bombardowali Bauermanna pytaniami o wstępny skład. Oczywiście musiało paść pytanie o Davida Logana i Thomasa Kelatiego oraz którego z nich wybierze. Naturalnie nowy selekcjoner reprezentacji szybko uciekł od tematu i dobrze. Szczerze rozbawiło mnie to pytanie, bo dlaczego miał by wybierać? Wiem, że może występować tylko jeden naturalizowany zawodnik w reprezentacji narodowej, ale nie w tym problem. Dlaczego od razu zakładamy, że któryś z nich jest potrzebny w kadrze? Moim skromnym zdaniem nie potrzebujemy zagranicznych wzmocnień na pozycjach, na których oni wstępują. Jeśli musiałbym wybierać z tej dwójki to dość pewnie wskazał bym na Kelatiego. Pomimo, że po kontuzji jakiej doznał prezentuje się delikatnie mówiąc po niżej oczekiwań. Dlaczego zawodnik Basket Club Valencia? Z jednego prostego powodu: Kelati nie przypomina sobie o kadrze tylko i wyłącznie by się promować. Zyskał u mnie ogromny szacunek występując w reprezentacji na ostatnim Eurobaskiecie na Litwie, kiedy mało kto chciał grać w tym zespole, a dla Thomasa było to ogromne wyróżnienie i był skłonny oddać życie za tą drużynę. Możliwe, że duży wpływ na takie zachowanie Kelatiego miała jego małżonka, która jest Polką. Jeśli chodzi o Logana to jestem jednym z największych wrogów występowania tego zawodnika w polskiej reprezentacji. Nie zważając na to, że jest to już uznana marka w Europie, ale nie mam wątpliwości, że ostatnie pogłoski o chęci gry Davida nie są spowodowane instynktem obywatelskim tylko promocją własnej osoby. Były gracz m.in. Asseco Prokomu Gdynia notuje bardzo przeciętny sezon w barwach Maccabi Tel Awiw i właśnie to mu przypomniało o tym, że posiada również polski paszport.  Agent Logana jak i sam zawodnik doskonale wiedzą jak dobrze wartość zawodnika może podbić taka impreza jak Eurobasket, w końcu sami to przerabiali w 2009 roku, kiedy mistrzostwa odbywały się w naszym kraju. Jednak tak jak wcześniej pisałem kadra nie potrzebuje ani jednego ani drugiego, a najlepszym na to przykładem są tegorocznie rozgrywki Tauron Basket Ligi.

Większość zawodników występujących na naszych parkietach z pozycji rzucającego obrońcy oraz niskiego skrzydłowego to Polacy i duża część ich prezentuje się znacznie lepiej niż ich zagraniczni koledzy. Zacznę od zawodnika Trefla Sopot Adama Waczyńskiego, który już przy pierwszej wizycie nowego selekcjonera podczas finałów Pucharu Polski go zachwycił. Tymi dwoma wstępami zwieńczonymi tytułem MVP turnieju Adam praktycznie zapewnił sobie miejsce w składzie reprezentacji narodowej. 23-letni zawodnik od zawsze uznawany był za wielki talent i śmiało można przyznać, że nie zawodzi ludzi, którzy pokładali w nim takie nadzieje. Wdaje się, że aktualny sezon może być przełomowy dla tego zawodnika, a możliwe dobre występy na Słowenii mogą sprawić, że zachwyci się nim cała Europa. Sam ostatnio miałem okazję go podziwiać w meczu przeciwko Anwilowi Włocławek, który Trefl wygrał, a pochodzący z Torunia zawodnik był gwiazdą meczu zdobywając 23 punkty, 4 zbiórki oraz 4 asysty. Kolejnym zawodnikiem, który wskoczył na kolejny poziom w stosunku do poprzednich sezonów jest podstawowy rzucający obrońca PGE Turowa Zgorzelec- Michał Chyliński.

 Szczerze powiedziawszy Michał imponuje mi swoją formą od początku sezonu. Z solidnego zawodnika stał się jedną z głównych postaci naszej ligi i jednym z liderów Turowa w tym sezonie. A występ 23 grudnia przeciwko Energii Czarnych Słupsk, w którym zdobył 28 punktów i miał 6 asysty oraz 4 zbiórki mówi sam za siebie. Jednak pochodzący z Bydgoszczy gracz nie imponuje mi pojedynczymi meczami, a raczej stabilnością. Będę ogromnie zawiedzony, jeśli zabraknie go w kadrze, ponieważ aktualnymi osiągnięciami zdecydowanie zasłużył na powołanie. Moim zdaniem w kadrze nie powinno zabraknąć dwóch graczy aktualnych mistrzów Polski, czyli Przemysława Zamojskiego oraz Matusza Ponitki. Przemek już w poprzednich eliminacjach pokazywał, że reprezentacja po prostu go potrzebuje, a przemawia za nim również całkiem dobry sezon. O ile Mateusz miał w zeszłym roku swego rodzaju taryfę ulgową, to uważam, że w tym roku cały sztab powinien do niego podejść jak do wieloletniego ligowca. Mimo iż jest nadal bardzo młody i utalentowany to sam musi wywalczyć sobie miejsce w meczowej 12 reprezentacji. Trener Bauermann powinien sprawdzić również największe personalne zaskoczenie tego sezonu, czyli lidera Jeziora Tarnobrzeg Jakuba Dłoniaka. Były gracz m.in. Zastalu Zielona Góra jest aktualnie najlepszym Polskim strzelcem Tauron Basket Ligi. Mimo iż, występuje w zespole nie walczącym o najwyższe cele to średnia punktowa 20,1 na 21 meczy rozegranych jest najlepszą wizytówką. Kolejnym aspektem, który przemawia za 29-latkiem jest to, że ma charakter prawdziwego lidera i nie boi się oddawać rzutów w najważniejszych momentach meczu, a to jest niezwykle cenna umiejętność we współczesnej koszykówce. W obwodzie jest również Łukasz Wiśniewski, który już na ostatnim Eurobaskecie przydawał się reprezentacji. Rzucający obrońca jest jedynym jasnym punktem przeciętnie spisującego się AZS’u Koszalin. Jednak bardzo prawdopodobne, że zabraknie dla niego miejsca w ostatecznym składzie, aczkolwiek z powodzeniem może zostać graczem zadaniowym, ponieważ jest bardzo dobrym obrońcom, szczególnie broniąc rozgrywających oraz w razie konieczności może grać na pozycji rozgrywającego. Niestety bohater boju z Turcją na ostatnim Eurobaskecie  Dardan Berisha praktycznie sam wykluczył się z uczestniczenia w tegorocznych zgrupowaniach kadry, ponieważ bardzo mało prawdopodobne jest by otrzymał powołanie. Przed sezonem po wielu perturbacja na linii Anwil Włocławek – Asseco Prokom Gdynia okazało się, że zawodnik nie zagra w żadnym z tych klubów. Ostatecznie z różnych powodów Berisha nie znalazł dla siebie miejsca w żadnym z klubów TBL. Dość niespodziewanie zawodnik postanowił powrócić do swojej prawowitej ojczyzny, czyli Kosowa i podpisał kontrakt z KB Peja. Mimo iż, Berisha jest zdecydowanie największą gwiazdą ligi ze średnimi sięgającymi 27,2 punktu na mecz, to poziom ligi kosowskiej delikatnie mówiąc nie jest zbyt wysoki. Sytuację Dardana może uratować tylko i wyłącznie kontuzja jednego z wyżej wymienionych zawodników.

Po wielu latach oglądania zawodników innych narodowości niż nasza na pozycjach: rzucający obrońca i niski skrzydłowy nastał swego rodzaju przełom. Szczerze nie wiem czym bardziej jest to spowodowane, czy wymogiem przebywania jednocześnie dwóch zawodników z polskim paszportem na boisku, czy kryzysem finansowym, który znacząco odbił się na budżetach ekip Tauron Basket Ligi. Na szczęście większość klubów znakomicie sobie z tym poradziła i po prostu postanowiły dać szansę rodzimym zawodnikom. Dzięki takiej sytuacji większość z nich zalicza ogromy progres w porównaniu z poprzednimi latami, co daje nowemu trenerowi reprezentacji spory problem bogactwa. Postanowiłem więc stworzyć własny ranking, który ma za zadanie udowodnić, że naszej reprezentacji nie są potrzebni Thomas Kelati oraz Dawid Logan.
Ranking rzucających obrońców oraz niskich skrzydłowych: 

  1.  Michał Chyliński (PGE Turów Zgorzelec) 14.8 pkt, 3.3 zb, 3.6 as.
  2. Adam Waczyński (Trefl Sopot) 12.7 pkt, 3.7 zb, 2.5 as.
  3. Przemysław Zamojski (Asseco Prokom Gdynia) 13.5 pkt, 2.2 zb.
  4. Jakub Dłoniak (Jezioro Tarnobrzeg) 20.1 pkt, 2.8 zb, 1.5 as.
  5. Łukasz Wiśniewski (AZS Koszalin) 13.7 pkt, 2.8 zb, 2.5 as.
  6. Mateusz Ponitka (Asseco Prokom Gdynia) 8.3 pkt, 4.0 zb.
  7. Dardan Berisha (KB Peja – Kosowo) 27.2 pkt.
  8. Michał Jankowski (Start Gdynia) 10.9 pkt, 2.9 zb.
  9. Kamil Chanas (Stelmet Zielona Góra) 8.1 pkt, 2.3 zb, 1.2 as.
  10. Mateusz Kostrzewski (Energia Czarni Słupsk) 7.9 pkt, 2.9 zb.
  11. Michał Michalak (Trefl Sopot) 5.6 pkt, 1.4 zb.
  12. Marcin Sroka (Stelmet Zielona Góra) 7.8 pkt, 4.1 zb, 1.3 as.
  13. Jakub Zalewski (Rosa Radom) 8.4 pkt, 1.5 zb, 1.5 as.
  14. Piotr Szczotka (Asseco Prokom Gdynia) 4.8 pkt, 3.6 zb.
  15. Piotr Pamuła (Asseco Prokom Gdynia) 3.6 pkt.