środa, 15 maja 2013

Weterani na wagę złota!



Tegoroczne play-off NBA znakomicie odzwierciedlają jak ważną rolę w swoich zespołach odgrywają doświadczeni zawodnicy. Często dość blado wyglądający w sezonie regularnym, co sprawia, że większość kibiców zastanawia się, dlaczego nadal są w zespole. Jednak w najważniejszej części sezonu okazuje się, że są nie do zastąpienia i ich wkład okazuje się być bezcenny.

Pablo Prigioni (New York Knicks) 36 lat

Pablo miał okazje, w tym sezonie zostać najstarszym debiutantem w historii NBA i szczerze powiedziawszy sam wątpiłem w jego misje. Cel jaki został postawiony przed jeszcze wtedy 35 latkiem porównałbym właśnie do hitu kinowego – „Mission: Impossible”. Jednak tym razem w główniej roli nie wystąpił przystojniak i gwiazda kina, czyli Tom Cruise, ale wydawałoby się zwykły człowiek. Na pierwszy rzut oka Prigioni niczym się nie wyróżniał. Był typowym mężczyzną w średnim wieku. Całkiem możliwe, że jako jedyny z podstawowych zawodników Knicks mógł swobodnie, o każdej porze dnia i nocy przemieszczać się po głównych ulicach Nowego Yorku nie zauważony przez żadnego z fanów. Argentyńczyk był wielką gwiazdą w Europie, ale nawet najwięksi zwolennicy jego talentu mieli obawy, czy nie za późno na NBA. Jednakże wszechstronny rozgrywający kolejnymi dobrymi występami zamykał usta wszystkim niedowiarkom. Do Stanów Zjednoczonych stawił się w rewelacyjnej formie, co pokazuje jakim jest profesjonalistą. Wbrew wszystkim przeciwnością szybko stał się zawodnikiem nawet występującym w pierwszej piątce. W pewnym stopniu wygryzł ze składu legendę NBA, czyli Jasona Kidd’a. Lecz kulminacją jego znakomitej dyspozycji są tegoroczne play-offs. Szczególnie dobrze radził sobie w serii przeciwko Boston Celtics. New York Knicks na pewno nie pokonaliby w szóstym meczu swoich rywali 88:80, gdyby nie wybitny występ 36-latka, który zdobył w tym spotkaniu 14 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty. Jego wkład w upragniony awans Knicks jest nie oceniony. Prigioni jest również doskonałym przykładem na to, że na NBA nigdy nie jest za późno i że ciężka praca oraz wiara w marzenia się opłacają.


Kenyon Martin (New York Knicks) 35 lat

Klubowy kolega Pablo jest kolejnym przykładem na to, że nigdy nie jest za późno na wielką koszykówkę. Wybrany z pierwszym numerem w drafcie przez New Jersey Nets w 2000 roku skrzydłowy, nigdy nie stał się mega gwiazdą tej ligi. Jednak przez wiele lat udowadniał wszystkim, że jest niezwykłym walczakiem. Po przygodzie z koszykówką w Chinach dostał ostatnią szansę na wielką koszykówkę w barwach New York Knicks i jak się okazało ryzyko działaczy z rejonu tzn. „Wielkiego Jabłka” się opłaciło. Martin znakomicie spłaca kredyt zaufania jakim go obdarzono. W takiej formie widzieliśmy go ostatnio dobrych parę lat temu, kiedy jeszcze grał w barwach Denver Nuggets, a co najważniejsze nie przysparza żadnych kłopotów poza boiskowych, co było jego głównym problemem. 35-latek z meczu na mecz stał się bardzo ważną postacią w rotacji trenera Mike Woodsona. W trzech ostatnich spotkaniach przeciwko Indiana Pacers notuje średnio 10 punktów i 3,7 zbiórki. Jednak jego wkład w grę Knicks nie odzwierciedlają statystyki, ponieważ Kenyon mimo podeszłego wieku niesamowicie haruje na parkiecie dając wspaniały przykład młodszym kolegom.


Derek Fisher (Oklahoma City Thunder) 38 lat

Derek Fisher już w poprzednim sezonie miał okazję grać w barwach OKC. Jednak te rozgrywki rozpoczął w barwach Dallas Mavericks, gdzie niezbyt dobrze się odnajdował i z otwartymi rękoma przyjęli go z powrotem w Thunder, a on w Oklahomie miał spore szanse na kolejne mistrzostwo. Jednakże przełomem dla niego stałą się kontuzja Russella Westbrooka, ponieważ z marszu stał się podstawowym graczem w rotacji trenera Scotta Brooksa. D-Fish wprowadza w nadal bardzo młodą drużynę Thunder ogromom doświadczenie tak potrzebnego w fazie play-off. Mimo 38 lat na karku w dalszym ciągu potrafi zdobywać niezwykle cenne punkty. Jego występy w pierwszej jak i w drugiej rundzie bardzo pomagały utrzymywać się Thunder w grze. W jednym z meczów w pierwszej rundzie zaliczył na swoim koncie, aż 19 punktów. Natomiast w aktualnej serii przeciwko Memphis Grizzlies jest drugą siłą zespołu notując średnio 9.5 punktu na mecz. Pomimo nieocenionego doświadczenia byłego gracza m.in. Los Angeles Lakers mało kto się spodziewał, że potrafi aż tyle z siebie wykrzesać, co sprawia, że Fisher nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.


Jason Terry (Boston Celtics) 35 lat

Terry, który przed sezonem postanowił przenieść się do ekipy weteranów jaką jest bez wątpienia drużyna Boston Celtics, w której miał stać się czwartą, a może nawet trzecią opcją w ataku, przez większość rozgrywek zdecydowanie zawodził. Były gracz Dallas Mavericks w niczym nie przypominał zawodnika jeszcze z przed dwóch lat. Jednak w fazie play-off jak na weterana przystało nie zawiódł. Mimo, iż Celtowie odpadli już w pierwszej rundzie to Terry był jedną z wyróżniających się postaci tego zespołu. Skazywana na szybkie odpadnięcie ekipa z Bostonu napsuła bardzo dużo krwi swoim rywalom, czyli New York Knicks, a 35-latek miał w tym duży udział. Jego występ w meczu numer cztery, który wygrali Celtics 97:90 tym samym przedłużając serię, przejdzie do historii NBA. Popularny JET przez większość meczu był niewidoczny, by w ostatniej kwarcie się przebudzić i doprowadzić do dogrywki. W dodatkowy czasie gry praktycznie w pojedynkę zapewnił zwycięstwo swojej drużynie zdobywając 9 punktów z 13 drużyny, a całe spotkanie kończąc z dorobkiem 18 „oczek”. W sześciu meczach pierwszej rundy Terry notował imponujące jak na weterana statystyki 12 punktów na mecz. Mimo odpadnięcia Celtów wkład ich rzucającego obrońcy był na wagę złota, ponieważ dzięki niemu nadal mieli szansę na awans.


Andre Miller (Denver Nuggets) 37 lat

Andre Miller był jednym z tych dwóch zawodników Nuggets, którzy robili wszystko by ich zespół nie odpadał z rywalizacji play-off. Oczywiście drugim był jego imiennik Andre Igoudala. Ekipa z Denver do najważniejszego etapu sezonu przystępowała w roli faworyta do awansu do finału Konferencji Zachodniej. Jednak presji związana z tym przerosła większość zawodników i o ile dobra forma Igoudali nikogo nie dziwi to rewelacyjna dyspozycja weterana już tak. Miller był bohaterem pierwszego meczu przeciwko Golden State Warriors, w którym zdobył 28 punktów, 5 asyst oraz 3 zbiórki oraz ostatnim rzutem zapewniając zwycięstwo 97:95. Jednakże mimo wygranej dyspozycja Nuggets pozostawała wiele do życzenia.  Kolejne spotkania tylko i wyłącznie przedłużały agonie trzeciej siły zachodu, a 37-letni rozgrywający nie wiele mógł temu zarazić. Pomimo rewelacyjnej dyspozycji Andre musiał pogodzić się z porażką. Jednak tegorocznymi występami udowodnił wszystkim, że nadal jest w znakomitej dyspozycji i może być cennym wzmocnieniem każdej drużyny z ambicjami mistrzowskimi.



Ray Allen (Miami Heat) 37 lat

Popularny Sugar Ray przed sezonem przeszedł swego rodzaju metamorfozę, ponieważ z podstawowego zawodnika i gwiazdy zespołu stał się weteranem, który musiał pogodzić się z rolą zawodnika od zadań specjalnych. Mimo lepszej oferty Celtics postanowił poszukać drugiego mistrzostwa w barwach aktualnych mistrzów NBA. Pomimo, że jego rola miała być znacznie mniejsza doskonale sobie poradził z zadaniem postawionym przed nim. Allen mimo 37 lat nie stracił swojej rewelacyjnej skuteczności zza linii trzypunktowe, co sprawia, że doskonale rozciąga obronę swoich rywali dając więcej miejsca swoim kolegom z drużyny. W barwach Heat gra znacznie mniej, co jednak nie przeszkadza mu notować bardzo dobre występy. Rewelacyjne zastępował w pierwszej rundzie będącego w gorszej dyspozycji Wade’a notując w czterech meczach średnie na poziomie: 16.5 punktu, 4.3 zbiórki i 2.3 asysty. Patrząc na to, że aktualny sezon jest jego szesnastym doskonale można zauważyć jak ważnym elementem układanki ekipy z Florydy jest Ray. Ogrom jego doświadczenia w kluczowych momentach sezonu jest nieocenionym atutem Heat. Allen ma bardzo duże szanse na sięgnięcie po drugi pierścień mistrzowski w swojej karierze i to nie w roli głębokiego rezerwowego, ale mimo podeszłego wieku w roli kluczowego zawodnika swojego zespołu. Były zawodnik Boston Celtics to idealny przykład na to, że weterani zawsze będą niezwykle cennym  oraz poszukiwanym towarem na rynku wolnych agentów. Żaden zespół chcący coś osiągnąć w fazie play-off NBA nie zyska tego bez odpowiedniego wsparcia doświadczonych zawodników, których wkład jest na wagę złota.  
         

poniedziałek, 6 maja 2013

Polskie Nadzieje: obwodowi

W kolejnym z cyklu "Polskie Nadzieje" postanowiłem skupić się na zawodnikach obwodowych. W moim rankingu występuje aż 25 zawodników z czego pierwsza dycha jest krótko opisana. Oczywiście są to gracze z pozycji rzucający obrońca oraz niski skrzydłowy z rocznika '92 i młodsi.
 
I. Mateusz Ponitka (Asseco Prokom Gdynia - PLK) rocznik: 1993, wzrost: 196 cm.
Mateusz jest jedną z największych nadziei polskiego jak i europejskiego basketu. Aktualny gracz Asseco Prokomu jest uważany za jeden z największych talentów rocznika '93 w Europie. Portal internetowy Eurohopes.com kwalifikuje go w na wysokim 4 miejscu. Taką samą lokatę zajmuje na liście największych talentów z poza USA na portalu DraftExpress.com. Ten sam portal sonduje, że Mateusz powinien zostać wybrany w drafcie NBA w roku 2014 z numerem 18 w drugiej rundzie. Kiedy w połowie poprzedniego sezonu przechodził on do Asseco Prokomu Gdynia byłem pełen obaw, ponieważ jestem wielkim fanem jego talentu. Ostatecznie bardzo dobrze wkomponował się w zespół z Trójmiasta i jak na tak młodego gracza odgrywa w nim ważną rolę. Mimo wszystko wydaje się ze podjął dobrą decyzję i pozostał w kraju odrzucając karierę za Oceanem w NCAA. Kariera w USA mogłaby znacznie przyhamować jego rozwój, ponieważ europejscy obwodowi mają tam znacznie trudniej niż np. ich europejscy koledzy grający pod koszem. Głównym powodem jest większa konkurencja i styl gry jaki tam jest prezentowany. Jednak mimo wszystko Ponitka bardziej mi przypomina grą Amerykańskiego odpowiednika niż Europejskiego. Możliwe dlatego, że gra bardziej w stylu Amerykańskim. Bazuje on bowiem głównie na swojej motoryce. Znakomicie potrafi odnaleźć się pod koszem oraz w agresywnej obronie. Bardzo chętnie biega do kontrataków, który często kończy bardzo efektownie. Jednak jak na Europejskiego gracza musi poprawić swój rzut. Szczególnie rzut po koźle z półdystansu i dystansu. Mimo wszystko Mateusz jak na swój wiek wydaje się być zawodnikiem, który ma nie wiele do poprawy. Jego tegoroczne występy w Eurolidze utwierdzają mnie w tym, że jeśli ominą go kontuzje będziemy mieli dobrego zawodnika Europejskiego, a może nawet Światowego formatu.

Statystyki: TBL 8.7 pkt. 4.2 zb./Euroliga 8.8 pkt. 3.5 zb.

II. Michał Michalak (Trefl Sopot - PLK) rocznik: 1993, wzrost: 196 cm.
Pochodzący z Pabianic rzucający obrońca aktualnego wicemistrza Polski jest uznawany za jeden z większych talentów w Polsce. Niestety od paru lat jest w cieniu Mateusza Ponitki, co jednak nie wpływa jakoś znacząco na jego formę, raczej na notowania u skautów z całego świata. Jednak gównie dzięki swoim poprzednim sukcesom z kadrą do lat 17, czy sezonie w Politechnice Warszawskiej i ŁKS’ie Łódź sprawiły, że na pewno jest w notesie nie jednego z nich. Najlepiej o tym świadczą udziały w bardzo prestiżowych campach takich jak Nike Hoop Summit w Portland, czy Adidas Eurocamp w Treviso, gdzie nie trafiają przypadkowi gracze. Postać Michała jest brana pod uwagę także w różnych portalach zajmującymi się przyszłymi graczami mogącymi zostać wybrani w Drafcie NBA, np. w najbardziej prestiżowym portalu DraftExpress.com Michalak jest sklasyfikowany na 28 miejscu, jeśli chodzi o zawodników z rocznika ’93 i występujących poza USA. Niestety mimo to aktualny rzucający obrońca ekipy z Trójmiasta ma bardzo małe szanse na wybór w Drafcie, a co za tym idzie na grę w najlepszej lidze na świecie. Zawodnicy obwodowi z poza Stanów Zjednoczonych muszą być od najmłodszych lat gwiazdami swoich zespołów i całej ligi, a Michał jak na razie jest solidnym ligowcem. Całkiem możliwe, że gdyby grał w słabszym klubie notował by lepsze statystyki, jednak na pewno nie wyszło by mu to na dobre, jeśli chodzi o jego rozwój koszykarski. Jednak wydaje się, że sam zawodnik stąpa twardo po ziemie i sam już wykluczył marzenia o karierze w NBA podpisując poprzedniego lata 3-letni kontrakt z Treflem Sopot oraz tym samym przekreślił swoją możliwą karierę w lidze akademickiej NCAA.  Aktualny sezon ma bardzo przyzwoity, a znacznie lepiej gra gdy szeregi drużyny z Sopotu opuścił jego główny rywal do miejsca w składzie, czyli Przemysław Zamojski. Może jego aktualne statystyki nie powalają na kolana, jednakże nie oddają one tego jak ciężko na parkiecie haruje Michalak. Jego największą zaletą jest wszechstronność i o ile nadal będzie tak mocno pracował to z powodzeniem może stać się gwiazdą Trefla i całej ligi.

Statystyki TBL: 5.4 pkt. 1.4 zb. 0.9 as.

III. Jarosław Zyskowski (Kotwica Kołobrzeg –TBL) rocznik: 1992, wzrost: 201 cm
Na karierę obwodowego Kotwicy Kołobrzeg chcąc nie chcąc znacząco wpłynęły kariery wyżej wymienionych młodszych kolegów z parkietu. Bardzo prawdopodobne, że gdyby nie ogromny wysyp zawodników z rocznika ’93 to przygoda Zyskowskiego z koszykówką rozwinęłaby się znacznie bardziej. Całkiem możliwe, że to teraz o niego by się biły takie zespoły jak Asseco Prokom Gdynia, czy Trefl Sopot. Jednak wydaje się, że taka sytuacja nie wpływa znacząco na syna słynnego koszykarza, który stara się ciężko pracować i grać z meczu na mecz coraz lepiej. Zyskowski junior odziedziczył po ojcu bardzo dobre warunki fizyczne, jednak w porównaniu do sławnego taty gra na obwodzie, co sprawia, że jest niezwykle wszechstronnym zawodnikiem i bardzo nowoczesnym skrzydłowym. Wychowanek Śląska Wrocław podjął znakomitą decyzje podpisując kontrakt z ekipą z Kołobrzegu, ponieważ w tym klubie może regularnie grać na poziomie Tauron Basket Ligi, co znacząco wpływa na jego rozwój. 20-letni skrzydłowy notuje bardzo przyzwoity sezon będąc ważną postacią swojej drużyny. Jak na młodego zawodnika dysponuje przyzwoitym rzutem oraz równie dobrze radzi sobie w grze 1 na 1. Jednakże  by móc nadal się rozwijać musi zdecydowanie popracować na motoryką oraz zwiększyć swoją masę mięśniową, ponieważ dość często przegrywa pojedynki z bardziej fizycznymi zawodnikami w lidze. Mimo to przed kolejnym sezonem nie powinien mieć problemów ze znalezieniem sobie lepszego klubu, w którym nadal by sporo grał. Możliwe, że w przyszłości ujrzymy go w koszulce z orzełkiem na piersi.

Statystyki TBL: 7.1 pkt. 1.9 zb. 0.8 as.

VI. Maciej Kucharek (Start Gdynia – TBL) rocznik: 1993, wzrost: 204 cm
Maciej przed obecnym sezonem stanął przed ogromną szansą, ponieważ podpisał kontrakt w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce i to jeszcze w zespole, w którym miał szanse dużo grać. Mimo, iż w poprzednim sezonie debiutował w PLK w barwach Politechniki Warszawskiej to przyszłe występy w barwach drużyny z Trójmiasta miały być prawdziwym sprawdzianem dla tego zawodnika. Miałem okazje oglądać praktycznie wszystkie mecze na własnym parkiecie Startu Gdynia i momentami Kucharek robił na mnie bardzo dobre wrażenie. W końcu to on był autorem słynnego game winnera w meczu przeciwko aktualnemu mistrzowi Polski, czyli drużynie Asseco Prokomu Gdynia. Jak na zawodnika mierzącego 204 cm wzrostu jest niezwykle mobilnym graczem, co z powodzeniem pozwala grać mu na obwodzie. Jednak ogromne braki ma, jeśli chodzi o masę mięśniową. Pochodzący z Łowicza zawodnik jest niezwykle szczupły, co często ogranicza jego poczynania w ataku i w obronie co często jest powodem drobnych urazów, które znacznie stopują jego rozwój. Kucharek, jeśli chce myśleć o poważnej karierze to tego lata powinien porządnie popracować na siłowni, by wzmocnić swoje ciało przed kolejnym trudnym sezonem. Wiele od życzenia pozostawia również jego decyzyjność. Bardzo często oddaje rzuty z nie przygotowanych pozycji i to jeszcze w pierwszych sekundach akcji, co sprawia, że nie raz na parkiecie wygląda jak przysłowiowy „jeździec bez głowy” i jeśli nadal chce się rozwijać musi pozbyć się nawyków z parkietów młodzieżowych. Mimo sporych zaległości Kucharka jest on tak wysoko w tym rankingu, ponieważ posiada on ogromny potencjał i jeśli odpowiednio będzie prowadzony może okazać się czołową postacią naszej ligi.

Statystyki TBL: 5.4 pkt. 1.8 zb. 0.7 as.


V. David Brembly (Trefl Sopot – TBL/2 Liga) rocznik: 1993, wzrost: 197 cm
Miałem przyjemność wiele razy oglądać w grze Davida i nadal nie pojmuję, dlaczego dostaje tak mało szans na grę w pierwszym zespole. Szczególnie, że naprawdę poczynił ogromny postęp donośnie jego gry jeszcze z przed roku. W rozgrywkach 2 ligi jest zdecydowanie jednym z najbardziej wyróżniających się zawodników ze swojej pozycji, a nawet pokusił bym się o opinię, że jest jedną z gwiazd na tym poziomie. Mimo, iż dysponuje podobnym potencjałem, co Michał Michalak nadal z jakiegoś powodu nie potrafi przekonać do siebie trenera oraz włodarzy Trefla Sopot. Możliwe, że najlepszym rozwiązaniem dla tego zawodnika była by zmiana otoczenia, ponieważ w barwach rezerw jego talent zaczyna się marnować. W niedawno zakończonych mistrzostwach Polski U-20 w Sopocie Brembly był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem turnieju ze swojej pozycji. Dzięki jego wysokiej formie o mały włos Trefl Sopot nie wystąpiłby w finale całej imprezy. Na potwierdzenie moich słów najlepiej świadczy fakt, że obwodowy z Trójmiasta został wybrany do pierwszej piątki całych mistrzostw. Mierzący 197 cm wzrostu zawodnik to idealny przykład gracza, który jest znacznie lepszy w ataku niż w obronie. Defensywa to bezsprzecznie największa jego wada i jeśli chce myśleć poważnie o koszykówce to zdecydowanie musi poprawić się w tym aspekcie. Kluczową sprawą jest również to, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie. Jeśli nadal chce się rozwijać nie może sobie pozwolić na kolejny sezon w drugim zespole Trefla oraz w roli głębokiego rezerwowego w Tauron Basket Lidze. Myślę, że najlepiej zrobiła by mu gra na zapleczu TBL, gdzie nabrał by pewności siebie.

Statystyki TBL: 1.1 pkt.  2Liga: 18.4 pkt. 5.4 zb. 1.7 as.

VI. Michał Sokołowski (Anwil Włocławek – TBL) rocznik: 1992, wzrost: 196 cm
Jeszcze kilka lat temu Sokołowski uznawany był za jeden z większych (jak nie największy) talent w swoim roczniku. Jednak popełnił najgorszy możliwy błąd, jaki popełniają młodzi utalentowani zawodnicy. Mianowicie zbyt szybko zdecydował się na grę na najwyższym poziomie. Bardzo często młodzi sportowy namawiani przez swoich agentów oraz sam klub popełniają taki błąd. Michał jest najlepszym tego przykładem, ponieważ jego poprzedni sezon można spisać na straty. Wychowanek MKS’u Pruszków równie dobrze mógł zostać w rodzimym mieście i ogrywać się w barwach 1 ligowego Znicza. Mimo to wielokrotnie w tym sezonie udowadniał, że nadal jest ogromnie ambitnym oraz co najważniejsze utalentowanym zawodnikiem. W porównaniu do poprzedniego sezonu w aktualnych rozgrywkach Sokołowski jest już solidnym zmiennikiem. Nie pojawia się na parkiecie tylko i wyłącznie od święta, ale w każdym meczu, jednak nadal z różnym skutkiem. Niski skrzydłowy Anwilu również posturą nie przypomina zawodnika z przed kilku lat. Pamiętam jak kiedyś miałem okazje przeciwko niemu grać. Był niezwykle szczupły i w swojej grze bazował głównie na swojej szybkości i solidnym rzucie. We Włocławku znacznie przybrał na masie mięśniowej, co sprawiło, że dobrze radzi sobie na pozycji skrzydłowego, zarówno w ataku jak i w obronie. Jednak znacznie stracił na swojej szybkości i ekspresywności jaką imponował wszystkim. Raczej idzie w kierunku zawodnika bardziej fizycznego typu – Marcin Sroka ze Stelmetu Zielona Góra. Moim zdaniem lepszy dla jego kariery był by kierunek jaki kilka lat temu obrali: Michał Chyliński z PGE Turów Zgorzelec, czy Adam Waczyński z Trefla Sopot. Jednakże pomimo jaki kierunek obierze Michał ten sezon udowadnia, że nic nie stoi na przeszkodzie by pochodzący z Pruszkowa zawodnik stał się w przyszłości solidnym ligowcem, a może nawet reprezentantem kraju.

Statystyki TBL: 3.6 pkt. 2.8 zb. 0.8 as.

VII. Kacper Radwański (Polpharma Starogard Gdański –TBL) rocznik: 1994, wzrost: 193 cm
Kacper jest pewnym wyjątkiem od reguł, ponieważ jemu bardzo dobrze zrobiła zmiana klubu na ekstraklasowy. Niezwykle rzadko zdarza się by tak młody zawodnik stał się pewnym punktem w rotacji, a nie tylko uzupełnieniem w składzie. Niespełna 19-letni obwodowy jeszcze rok temu był mało wyróżniającą się postacią 2 ligowego SMS’u Władysławowo. Pomimo to przed sezonem znalazł zatrudnienie w ekipie – Polpharmy Starogard Gdański, gdzie początkowo miał zostać właśnie wcześnie wspomnianym uzupełnieniem składu. Jednakże z miesiąca na miesiąc Radwański coraz bardziej przekonywał do siebie trenerów popularnych „Kociewskich Diabłów”. Wywalczenie miejsca na stał w rotacji drużyny znacznie bardziej ułatwiły mu kontuzje kolegów z zespołu. Jednak mimo młodego wieku przez większość sezonu grał bez kompleksów, a jeden występ przeciwko AZS’owi Koszalin, w którym zdobył 15 punktów i miał 3 zbiórki w 27 minut spędzonych na parkiecie mówi sam za siebie. Możliwe, że jego statystyki nie powalają na kolana, ale pamiętajmy, że to dopiero jego pierwszy sezon w Tauron Basket Lidze i w większości meczów spełniał role typowego zawodnika od zadań specjalnych w obronie. Kacper Radwański tymi rozgrywkami udowodnił sobie oraz działaczom Polpharmy, że warto w przyszłości inwestować w jego osobę. Jeśli nie osiądzie na laurach i nadal będzie niezwykle ambitnym chłopakiem jakiego zapamiętałem z tego sezonu to w przyszłości może stać się niezwykle solidnym ligowcem, a nawet reprezentantem kraju.

Statystyki TBL: 2.5 pkt. 1.1 zb.

VIII. Jakub Karolak (MKS Dąbrowa Górnicza -1 Liga) rocznik: 1993, wzrost: 196 cm
Wiele dobrego słyszałem o młodszym bracie Karolaku, jednak nigdy nie miałem okazji dłużej przyjrzeć się jego talentowi. Dzięki mistrzostwom Polski do lat 20, które były rozgrywane w Sopocie, mogłem podziwiać m.in. Karolaka w akcji. I szczerze powiedziawszy zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Szczególnie zaimponowało mi jego podejście do meczu. Niezależnie z kim grał jego zespół Jakub wyglądał na niezwykle skoncentrowanego, co szybko odbijało się na jego dobrej grze. Taka postawa sprawia, że przeszedł już metamorfozę z młodzieżowca do profesjonalnego zawodnika, dla którego koszykówka jest nie tylko pasją, ale i sposobem na zarabianie pieniędzy. Był jednym z najlepszych graczy jacy zawitali tego roku do Sopotu i w pełni zasłużenie został wybrany do najlepszej piątki turnieju. 20 –letni obwodowy jest niezwykle skutecznym strzelcem. Jednak z racji skromnych warunków fizycznych dość przeciętnie radzi sobie w obronie. Jednakże mimo to bardzo dobrze daje  sobie rade w ataku. Znakomicie gra na koźle jak i równie dobrze potrafi poradzić sobie w grze po zasłonach. Jakub już teraz jest kluczowym zawodnikiem silnego MKS’u Dąbrowa Górnicza i uważam, że bez problemów znalazł by również zatrudnienie w Tauron Basket Lidze. Jednak wydaje mi się, że jeszcze jeden dobry sezon na zapleczy ekstraklasy tylko i wyłącznie wzmocni jego pozycję na rynku.

Statystyki 1 Liga: 10.5 pkt. 2.9 zb. 0.9 as.

IX. Jakub Garbacz (SMS Władysławowo – 2 Liga) rocznik: 1994, wzrost: 196 cm
Jakuba Grabacza miałem również okazje oglądać m.in. przy wcześniej wspomnianych MP U-20, ale też miałem szczęście przeciwko niemu grać i szczerze powiedziawszy wyrwał na mnie dobre wrażenie. Jak na wysokiego zawodnika grającego na obwodzie posiada niesamowitą zwinność. Doskonale sobie radzi w szybkich atakach jak i statycznej kontrolowanej koszykówce. Mimo to wychowanek Rosy Radom nadal posiada nawyki z koszykówki młodzieżowej i dlatego jest tak nisko w tym rankingu. W trakcie meczy rozgrywanych w ramach Mistrzostw Polski U-20 często oddawał rzuty  z nieprzygotowanych pozycji i na dodatek w pierwszych sekundach akcji. Aktualny zawodnik SMS’u ma za sobą również występy w kadrze Polski do lat 18 na Mistrzostwach Europy dywizji A zeszłego lata. Na tym turnieju Garbacz był jednym z podstawowych zawodników swojego zespołu notując średnio: 5.7 punktu i 2.0 zbiórki na mecz. Jednak ogromną jego zaletą jest motoryka. Dzięki niej jest to niezwykle efektownym i efektywnym zawodnikiem, który sprawia sporo problemów swoim rywalom. Jakub podjął bardzo dobrą decyzje rozpoczynając sezon i naukę we Władysławowie, gdzie ma do swojej dyspozycji znakomity sztab szkoleniowy. Pobyt w Szkole Mistrzostwa Sportowego może sprawić, że już niedługo wychowanka Rosy Radom ujrzymy na parkietach Tauron Basket Ligi. Jak na razie jest na najlepszej drodze by osiągnąć ten cel.

Statystyki 2 liga: 10.1 pkt 2.6 zb 1.1 as
X. Bartosz Wróbel (GTK Gdynia – 2 liga) rocznik: 1995, wzrost: 188 cm
Od kilku sezonów Bartosz Wróbel jest jednym z największych Trójmiejskich i nie tylko nadziei. Mimo, iż jest najmłodszym zawodnikiem jak dotąd w tym rankingu to większość wyżej wymienionych postaci mogła by pozazdrościć mu jego ofensywnych możliwości, które są praktycznie nieograniczone. Wróbel to niezwykle wszechstronny gracz jeśli chodzi o atak, jednak pod drugim koszem radzi sobie zdecydowanie gorzej. Dość przeciętnie radzi sobie w obronie 1 na 1, a jeszcze gorzej w agresywnym pressingu na całym boisku. Przez swoje braki bardzo często łapie głupie faule, co zbyt wcześniej eliminuje go z meczu. Duży problem jest również, jeśli chodzi o jego agresywność na deskach. Średnio 1.8 zbiórki na mecz to zdecydowanie za mało jak na obwodowego zawodnika. Przed rzucającym obrońcą GTK ogrom pracy w tym aspekcie. Możliwe, że jestem zbyt surowy dla jednego z najmłodszych graczy mojego rankingu, jednakże doskonale sobie zdaje sprawę jaki w nim drzemie potencjał i bardzo bym nie chciał by został zaprzepaszczony. Jednak w tym aspekcie nic nie zależy ode mnie tylko i wyłącznie od samego Bartka oraz trenerów, którzy będą go prowadzić. Jeśli nadal będzie ciężko pracował i odpowiednio podchodził do koszykówki to jestem spokojny o jego przyszłość. Możliwe, że już niedługo będę miał przyjemność go oglądać na wyższym poziomie niż 2 liga. 

Statystyki 2 liga: 9.7 pkt 1.8 zb 0.6 as
Pozostałe miejsca:
XI. Leszek Kaczmarski (SMS Władysławowo) ‘94
XII. Filip Małgorzaciak (Astoria Bydgoszcz) ‘93
XIII. Marek Zywert (SMS Władysławowo) ‘96
XIV. Robert Kolka (GTK Gdynia) ‘93
XV. Jakub Fiszer (Basket Junior Poznań) ‘95
XVI. Aleksander Lebiedziński (Trefl Sopot) ‘93
XVII. Marcel Ponitka (GTK Gdynia) ‘97
XVIII. Igor Wadowski (WKK Wrocław) ‘96
XIX. Jakub Potoka (Jezioro Tarnobrzeg) ‘94
XX. Sunny Stanferd (SMS Władysławowo) ‘94
XXI. Kacper Młynarski (Sokół Łańcut) ‘92
XXII. Dawid Morawiec (Trefl Sopot) ‘94
XXIII. Mateusz Dziemba (MKS Dąbrowa Górnicza) ‘92
XXIV. Norman Zuber (WKK Wrocław) ‘94
XXV. Mikołaj Stopierzyński (Wilki Morskie Szczecin) ‘94
   
   

      

piątek, 19 kwietnia 2013

Przed Playoffs NBA - Zachód




ZACHÓD


Oklahoma City Thunder – Houston Rockets
W ostatnich tygodniach jestem pod ogromnym wrażeniem gry Thunder. Stąpają od zwycięstwa do zwycięstwa, tylko jeszcze do niedawna się zastanawiałem, czy to do końca rozważna taktyka, ponieważ będąc pierwszą siła konferencji Zachodniej narażali siebie na ewentualną potyczkę w pierwszej rundzie z Los Angeles Lakers. Mimo to nieustępliwie ścigali San Antonio Spurs, którzy chyba sami chcieli spaść na drugie miejsce, właśnie by uniknąć Lakers. I po raz kolejny uczciwa rywalizacja się opłaciła, ponieważ Rockets przegrali swój ostatni mecz w sezonie regularnym właśnie z ekipą z L.A. i spadli na ósme miejsce, tym samym dużo bardziej ułatwiając drużynie Scotta Brooksa ewentualny awans do kolejnej fazy play-offs. Jednak dla jednego z zawodników Rakiet będzie to szczególnie ważna rywalizacja. Oczywiście mowa tu o James’e Hardenie, który na pewno już specjalnie się mobilizuje przed tą serią. Popularny Broda po niezwykle udanym poprzednim sezonie (mimo, iż przegrali finał z Heat) musiał opuścić Oklahomę, ponieważ w klubowej kasie zabrakło pieniędzy na jego nowy wysoki kontrakt. Z otwartym rękoma przyjęła go ekipa z Teksasu, w której stał się super gwiazdą niemal od pierwszego meczu. Pod względem indywidualnym Harden notuje najlepszy sezon od kiedy pojawił się w NBA ze średnimi 25.9 punktów, 4.9 zbiórek, 5.8 asysty oraz 1.8 przechwytu w 78 meczach stał się mega gwiazdą nie tylko Rockets, ale i całej ligi. Niestety pomimo, że gra w jednym zespole z takimi zawodnikami jak: Jeremy Lin (13.4 pkt. 6.1 as), Chandler Parsons (15.5 pkt. 5.3 zb.) oraz Omer Asik (10.1 pkt. 11.7 zb.) to ich forma jest wielką niewiadomą, ponieważ żaden z nich nie ma wielkiego doświadczenia w play-offs, co wydaje się być decydującym aspektem w tej rywalizacji. W Thunder w porównaniu do poprzedniego sezonu niewiele się zmieniło. Liderami zespołu nadal są: Kavin Durant (28.1 pkt.) i Russell Westbrook (23.2 pkt.). Jednak to nie oni poczynili największy postęp, bowiem rewelacyjne rozgrywki notuje ich kolega - Sergi Ibaka, który średnio zapisuje na swoim koncie 13.2 punktu i 7.7 zbiórek oraz ponad 3 bloki, co sprawia, że jest liderem w tej klasyfikacji w całej NBA. Serię tą opisał bym jako pojedynek Thunder vs. James Harden, w której prawdopodobnie lepsi okażą się ci pierwsi.

Typ – 4:2 Thunder. W sezonie zasadniczym 2:1 dla Thunder.


San Antonio Spurs – Los Angeles Lakers
Gdyby nie fatalna kontuzja Kobe Bryanta, który przez większość sezonu samotnie walczył z przeciwnikami, niczym Michael Jordan to każdy fan koszykówki dostawał by palpitacji serca na samą myśl o rywalizacji Spurs – Lakers. Niestety tak się nie stanie i obawiam się, że cała seria pozostanie bez większej historii. Oczywiście w barwach Jeziorowców nadal grają tacy zawodnicy jak: Dwight Howard (17.1 pkt. 12.4 zb), Pau Gasol (13.7 pkt.) oraz Steve Nash (12.7 pkt.) to ich postawa nadal pozostawia wiele do życzenia. Może statystyki Howarda wyglądają nadal bardzo przyzwoicie to pamiętajmy, że ogromna w tym zasługa Bryanta. Przez większość sezonu zasadniczego po za Black Mambą najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem była postać – Earla Clarka, który w wielu meczach był drugim, a nawet czasem pierwszym strzelcem swojego zespołu. Natomiast San Antonio Spurs tradycyjnie już odpuścili końcówkę sezonu regularnego nie zważając na utratę pierwszego miejsca. Ekipa Gregga Popovicha to zdecydowanie najbardziej doświadczona i zbilansowana drużyna w tegorocznych play-offs. Zespół z Teksasu po tylu latach nadal potrafi prezentować niezwykle zespołową koszykówkę, dzięki czemu są liderem całej ligi pod względem asyst. Kolejną młodość przeżywa - Tim Duncan, który jak do tej pory notuje średnie na poziomie 17.8 punktów, 9.9 zbiórek i 2.7 asysty w każdym meczu. Przez większość sezonu regularnego kandydatem do nagrody MVP był Francus – Tony Parker (20.3 pkt. 7.6 as.), którego z wyścigu po tą nagrodę wyeliminował kontuzja. Jednak na najważniejszą część sezonu filigranowy rozgrywający jest w pełni gotowy. Dodając do tej dwójki takich zawodników jak: Leonard, Ginobili, Green, Splitter, Neal, sprawia to, że Spurs są murowanym kandydatem do awansu do kolejnej rundy.

Typ – 4:1 dla Spurs. W sezonie zasadniczym 2:1 dla Spurs.


Denver Nuggets – Golden State Warriors
Dość niespodziewanie, ale para Nuggets – Warriors może okazać się najbardziej wyrównana ze wszystkich par play-offs. Mimo, iż zdecydowanym faworytem jest drużyna z Denver to ich rywale z pierwszej rudzie już nie raz pokazywali, że są bardzo nie przyjemnym rywalem dla każdego. Trzecia drużyna konferencji Zachodniej ma za sobą niesamowity sezon zasadniczy, o czym świadczą takie fakty jak: są pierwszą drużyną ligi pod względem ilości zdobywanych punktów w meczu, drugą siłą jeśli chodzi o zbiórki oraz trzecią jeśli chodzi o asysty. Szczególnie ten ostatni aspekt odzwierciedla jak zespołową drużyną jest ekipa George’a Karla. O dziwo zespół ten jest pozbawiony liderów, ponieważ aż dziewięciu zawodników notuje średnie punktowe powyżej ośmiu punktów na mecz. Wyrównany i szeroki skład Nuggets jest ich największym atutem. Ich rywale to również bardzo interesujący zestaw nazwisk. Jednak tu już jest zdecydowany lider grupy, którym jest młody, ale niesamowicie utalentowany – Sthephen Curry. Absolwent uczelni Davidson to talenty czystej krwi, który w tym sezonie notuje przeciętne na poziomie 22.9 punktów, 6.9 asysty oraz 4.0 zbiórki. O tym jaki sezon zasadniczy ma za sobą najlepiej świadczy fakt, że pobił rekord samego Raya Allen’a w celnych „trójkach” w jednym sezonie, ponieważ zaliczył ich aż 272 przy 269 Sugar Raya. Rozgrywający może liczyć również na wsparcie doświadczonych zawodników takich jak: David Lee (18.5 pkt. 11.2 as.) oraz Jarrett Jack (12.9 pkt.). Zarówno jeden jak i drugi zespół prezentuje niezwykle efektowną i co za tym idzie widowiskową koszykówkę. Tym samym każdy fan NBA nie powinien przegapić żadnego meczu z tej serii. Uważam, że dojdzie tu do boju siedmio meczowego i górą z tej rywalizacji wyjdzie ekipa Nuggets, która ma w swoim składzie zawodników obytych z  play-off.

Typ – 4:3 dla Nuggets. W sezonie zasadniczym 3:1 dla Nuggets.


Los Angeles Clippers – Memphis Grizzlies
Teoretycznie pojedynek czwartej z piątą siłą konferencji Zachodniej powinien być tym najbardziej wyrównanym. Całkiem możliwe, że jeszcze rok temu by tak było, jednak po utracie Rudy Gay’a Niedźwiadki nie są już tym samym zespołem. Ekipa z Memphis ma raczej znikome szanse na awans do kolejnej rundy, ponieważ trafiają na zespół o ogromnym potencjale ofensywnym. Drużyna Clippers nie raz w tym sezonie udowadniała, że stać ich na finał konferencji, a może nawet na finał całych rozgrywek. Zespół Vinny Del Negro to swego rodzaju Dream Team. Postaciami pierwszoplanowymi oczywiście są: Chris Paul (16.9 pkt. 9.7 as.), Blake Griffin (18.8 pkt. 8.3 zb.) oraz kandydat do nagrody Sixth Player of the Year – Jamal Crawford (16.5 pkt.). Zważywszy, że skład drużyny ze słonecznej Kalifornii uzupełniają tacy zawodnicy jak: Lamar Odom, Caron Butler, Matt Barnes, DeAndre Jordan, czy Chauncey Billups sprawia, że są zdecydowanym faworytem nie tylko tej rywalizacji, ale i całej konferencji. Jednak jest jeden istotny atrybut po stronie Grizzlies, który może przysporzyć ich rywalom sporo problemów. Jest to obrona, która jest najlepsza w całej lidze, a nie od dziś wiadomo, że mecze w play-offs wygrywa się defensywą. Istotnym aspektem całej rywalizacji będzie forma liderów ekipy z Memphis, czyli takich zawodników jak: Zach Randolph (15.4 pkt. 11.2 as.), Marc Gasol (14.1 pkt.) oraz niezwykle istotnego w układance trenera Lionela Hollinsa rozgrywającego - Mike Conley’a (14.6 pkt.). Słabsza dyspozycja któregoś z tej trójki może oznaczać przy tak wąskim składzie sromotną porażkę Niedźwiadków.

Typ – 4:1 dla Clippers. W sezonie zasadniczym 3:1 dla Clippers.
            

czwartek, 18 kwietnia 2013

Przed Playoffs NBA - Wschód




Już w sobotę do rywalizacji w fazie Playoffs stanie 16 najlepszych drużyn ligi NBA i z tego powodu postanowiłem napisać krótką analizę wszystkich par pierwszej rundy oraz przedstawić moje końcowe typy.

 WSCHÓD


Miami Heat – Milwaukee Bucks
Para Heat – Bucks może okazać się najbardziej jednostronną parą całych play-offs. Obrońcy tytułu to zdecydowanie najlepsza drużyna po sezonie zasadniczym i powinni dość gładko rozprawić się z dużo słabszym rywalem. Jednak za Bucks nie przemawia zbyt wiele atutów. Drużyna Jimi Boylana jest jedynym zespołem w tych play-offs, który przystępuje z ujemnym bilansem (38-44), co niezwykle rzadko się zdarza. Mimo to kozły nie pozostają całkowicie bez szans, ich ogromną siłą jest walka na tablicach oraz bardzo przyzwoita obrona. Dzięki swoim podkoszowym zostali piątym najlepiej zbierającym zespołem całej ligi. Duża w tym zasługa Larry Sandersa, który notuje średnio 9.8 punktów, 9.5 zbiórek oraz 2.8 bloków na mecz, co stawia go w gronie kandydatów do nagrody Defensive Player of the Year. Niestety atak ósmej drużyny wschodu oparty jest tylko i wyłącznie na dwóch zawodnikach. Monte Ellis (19.2 pkt.) i Brandon Jennings (17.5) to zdecydowanie za mało dla tak znakomicie zbilansowanej drużyny jaką jest Heat. Dlatego uważam, że Lebron James, Dwayne Wade oraz Chris Bosh  i spółka nie oddadzą nawet meczu.

Typ - 4:0. W sezonie zasadniczym 3:1 dla Heat.

New York Knicks – Boston Celtics
Mimo, iż spotykają się druga z siódmą siłą konferencji wschodniej to wydaje mi się, że właśnie ta para będzie najbardziej zacięta i wyrównana po tej stronie Stanów Zjednoczonych. Knicks mają za sobą rewelacyjny sezon i duża w tym zasługa pierwszego strzelca NBA – Carmelo Anthonego (28.7 pkt.) , który również może spodziewać się nominacji do nagrody MVP sezonu zasadniczego. Bardzo dobrze swojego lidera wspiera rodzimy nowojorczyk J.R. Smith (18.1 pkt.), który jest głównym faworytem w wyścigu po nagrodę - Sixth Men of the Year. O dziwo ekipa z „wielkiego jabłka” prezentowała się nad zwyczaj dobrze bez jednego ze swoich liderów, czyli wiecznie kontuzjowanego – Amr’e Stoudemire. Jak do tej pory zaskoczeniem dla swoich rywali były zawodnicy: Chris Copeland oraz Pablo Prigioni, którzy są jednymi z ważniejszych postaci w tali trenera Mike Woodson’a. Pomimo to Knicks mogą mieć bardzo trudną przeprawę w pierwszej rundzie play-off, ponieważ trafiają na zeszłorocznych finalistów konferencji. Drużyna Celtics to niezwykle wyrównany i doświadczony zespół. Dla takich weteranów jak Paul Pierce oraz Kavin Garnett to być może ostatnia szansa na zaistnienie i na pewno tej szansy nie zaprzepaszczą. Już rok temu w serii z Heat pokazali, że mimo upływu lat nadal ich na wiele stać. Jednak do najważniejszego etapu sezonu przystępują bez swojego rozgrywającego – Rajona Rondo, który nadal jest kontuzjowany. Mimo to tercet: Terry – Bradley – Crawford powinien w znaczącym stopniu zniwelować brak lidera ekipy z Bostonu, co sprawi, że ta seria może być niezwykle wyrównana. Celtics szczególnie groźni są we własnej hali, gdzie w fazie play-off nie zwykli przegrywać. Tak naprawdę awans do drugiej rundy  Celtics nie będzie wielkim  zaskoczeniem.

Typ – 4:3 dla Knicks. W sezonie zasadniczym 3:1 dla Knicks


Indiana Pacers – Atlanta Hawks
Wielu ekspertów uważa, że w tej serii dojdzie do co najmniej sześciu meczów, a ja osobiście uważam, że Hawks stać na co najwyżej jedno zwycięstwo w tej rywalizacji. Głównym powodem jest defensywa zespołu z Indianapolis, która jest drugą siłą całej ligi. Drugim aspektem są zbiórki, a w tym zakresie Pacers jest pierwszą siłą NBA. Potencjał jaki drzemie w zespole Franka Vogela jest olbrzymi, zarówno w obronie jak i w ataku. Liderem Pacers pod nieobecność Danny Granger’a został niezwykle utalentowany – Paul George (17.4 pkt), który również jest kandydatem do nagrody MIP. Po za 22 – latkiem, aż trzech jego kolegów z zespołu notuje średnio podwójne zdobycze punktowe w tym sezonie, są nimi: David West (17.1), George Hill (14.2) oraz Roy Hibbert (11.9). Natomiast ich rywale w pierwszej rundzie ekipa Hawks to również bardzo dobrze zbilansowany zespół. Drużyna Larry Drew prezentuje w tym sezonie niezwykle zespołową koszykówkę, dzięki czemu jest drugim zespołem w lidze pod względem ilości asyst. Jednak pomimo to Josh Smith, Al Horford i spółka maja znikome szanse na awans do drugiej rundy. Po utracie przed sezonem Joe Johnsona na rzecz Brooklyn Nets stracili ogromną siłę rażenia z obwodu, a przy tak dobrej defensywie jaką prezentuje ekipa Pacers może być to istotny aspekt tej rywalizacji.

Typ - 4:2 dla Pacers. W sezonie zasadniczym 2:2.


Brooklyn Nets – Chicago Bulls
Drużyna Brooklyn Nets do  pierwszej rundy play-offs przystępuje w roli wyżej rozstawionej drużyny i jako teoretyczny faworyt do awansu. Jednak myślę, że minimalnym faworytem tej rywalizacji jest drużyna Chicago Bulls. Ekipa z wietrznego miasta do tegorocznych play-offs przystępuje w całkiem  innych nastrojach w porównaniu do poprzedniego sezonu. Po 82 meczach sezonu zasadniczego bez swojego lidera bezsprzecznie są gotowi na grę w najważniejszej fazie rozgrywek bez Rose’a. Utrata swojej gwiazdy rok temu wcale nie osłabiła ekipy byków, wręcz przeciwnie. Sprawiło, że teraz są dużo bardziej wszechstronnym i co najważniejsze bardziej zbilansowanym zespołem. Głowna zasługa takiej postaci rzeczy to geniusz trenera Tom’a Thibodeau, który znalazł zastępstwo w innych zawodnikach. Niewątpliwie swego rodzaju odrodzenie zanotował w tym sezonie: Nate Robinson (13.1 pkt. 4.4 as.) oraz Kirk Hinrich (7.7 pkt. 5.2 as.). Nie zapominajmy również o młodym niezwykle wszechstronnym - Jimmy Butler (8.6 pkt. 4.0 zb) oraz znakomitym strzelcy Włochu – Marco Belinelli (9.6 pkt.). Ci wszyscy zawodnicy rewelacyjnie uzupełniają lukę po Derrick’u, a nawet dają nowe wcześniej nieznane rozwiązania dla drużyny Bulls. Natomiast nad ekipą Nets po przeprowadzce do Brooklyn’u wisi ogromna presja, zarówno właściciela jak i kibiców. Z taką sytuacją średnio radzą sobie skrzydłowi: Gerald Wallace oraz Kris Humphries, którzy zdecydowanie zawodzą. Awans do play-offs to głównie zasługa duetu: Brook Lopez (19.4 pkt. 6.9 zb) i Deron Williams (18.9 pkt. 7.7 as). Szczególnie ten pierwszy notuje rewelacyjny sezon i dość niespodziewanie jest pierwszym strzelcem swojego zespołu. Ogromne wyzwanie stoi również przed trenerem - P.J. Carlesimo dla którego są to pierwsze play-offs w roli pierwszego szkoleniowca. Kolejne wątpliwości po stronie Nets mimo, iż będą dysponować przewagą parkiety sprawiają, że to jednak Bulls są faworytem tej rywalizacji.

Typ – 4:3 dla Bulls. W sezonie zasadniczym 3:1 dla Bulls.