Tegoroczny Draft NBA obszedł się
bez większego echa w środowisku koszykarskim. Ja natomiast jestem jedną z
nielicznych osób, które mimo wszystko wieżę w tych młodzieńców. Jednakże z
biegiem kolejnych dni coraz bardziej w nich wątpię. Sprawę pogorszyły rozgrywki
ligi letniej, gdzie bardzo dobre wrażenie zrobili na mnie wyłącznie: Kelly Olynyk, Cody Zeller oraz Victor
Oladipo. Oczywiście nie miałem okazji oglądać jeszcze wszystkich zawodników,
a liga letnia – to liga letnia. Moje ogromne wątpliwości odnoście tegorocznych
wybrańców drużyn NBA sprawiły, że postanowiłem cofnąć się o dekadę i jeszcze
raz obejrzeć Draft z 2003 roku.
To właśnie 10 lat temu został
wybrany aktualnie najlepszy koszykarz NBA – Lebron James. Długo wymieniać zawodników, którym tego dnia spełniły
się największe marzenie i znaleźli się w szczęśliwej 60-tce. Liczby najlepiej o
tym świadczą, aż siedmiu graczy z pierwszej rundy miała przyjemność wystąpić w
meczu Gwiazd. Większość z nich to podstawowi zawodnicy swoich ekip. Natomiast
wcześniej wspomniany James, czy też Carmelo Anthony, Dwayne Wade, Chris Bosh, są dziś
głównymi postaciami ligi oraz gwiazdami swoich drużyn. Bardzo ciężko było
wybrać źle w tym drafcie. Większość z uczestników zrobiło większą, bądź mniejszą
karierę w NBA. Jeszcze niedawno nie było drużyny NBA, która by nie miała w
składzie co najmniej jednego zawodnika z tego draftu. Przy takim urodzaju
trudno było podjąć złą decyzję. Jednakże władze Detroit Pistons nadal sobie
plują w brodę, że z drugim wysokim numerem postawili na Darko Milicića, który okazał się całkowitym rozczarowaniem. Mimo to
uważam, że tamten dzień znacząco obił się na współczesnej NBA i był kluczowym w
rozwoju tej ligi.
W gronie tak niezwykłych
zawodników znaleźli się również Polacy. Z 30 numerem został wybrany przez New
York Knicks, wtedy ledwie 18-letni Maciej
Lampe. Natomiast pięć numerów niżej na Szymona
Szewczyka zdecydowali się włodarze Milwaukee Bucks. Niestety żaden z nich
nie zrobił wielkiej kariery w najlepszej lidze świata. Chociaż tuż przed
draftem Lampe był notowany nawet na 14 miejscu. Wprawdzie Szewczykowi zabrakło
odrobinę szczęścia by zagrać w NBA, to Lampe zdecydowanie zbyt szybko przystąpił
do draftu.
Myślę, że tamten dzień był jednym
z najlepszych, jak nie najlepszym w historii NBA. Mimo, iż nawet nie rozegrano żadnego
meczu. Współczesna NBA pomimo upływającej dekady, nadal zbiera ogromne zyski różnego
rodzaju dzięki temu draftowi. Bezsprzecznie ten dzień znacznie wpłynął na współczesną
ligę, która już nigdy nie będzie taka sama. Większość z tamtych zawodników
wchodzi decydujący moment swojej kariery, bądź nawet już ją kończą. Patrząc na
tegoroczne wybory nie można patrzeć z optymizmem w przyszłość najlepszej ligi
na świecie.
Nie wiem jak wy, ale ja strasznie tęsknie za NBA. Mimo, iż rozgrywana jest liga letnia NBA oraz rozgrywki reprezentacyjne, to dość słabo zapełnia tą pustkę po najlepszej lidze na Świecie. Możliwe, że tak wspaniały sezon jeszcze długo będę wspominał. Tymczasem przeglądając internet w poszukiwaniu wspomnień z już poprzednich rozgrywek natrafiłem na bardzo fajny filmik, a nawet można go nazwać filmem. Jest to 60 minut ze wszystkimi game-winnerami oraz decydującymi punktami w spotkaniach NBA w poprzednim sezonie. Szczerze polecam!
Wszystkie portale koszykarskie w
Polsce i nie tylko wczoraj z wielkim zadowoleniem informowały o tym, że nowym
szkoleniowcem Śląska Wrocław został Milivoje
Lazić. I czy tylko ja jestem jedyną osobą, która ma dość przesadzonej bałkańskiej
myśli trenerskiej w naszym kraju? W sumie to raczej mógł powiedzieć, że myśli
serbskiej, ponieważ jest on piątym przedstawicielem warsztatu szkoleniowego z
tego kraju w PLK.
Awans do ekstraklasy dala ekipy z Dolnego Śląska
wywalczył duet: Jarzy Chudeusz i Tomasz Jankowski, którzy wręcz
całkowicie zdominowali 1 ligę, znakomicie prowadząc swoich podopiecznych.
Oczywiście Śląsk miał zdecydowanie najsilniejszy skład, jednak to nie jest
gwarancją sukcesu. Dlaczego działaczy najbardziej utytułowanego klubu w naszym
kraju nie było stać na odrobinę odwagi i nie postanowili pozostawić parę Chudeusz –
Jankowski? Przecież ryzyko było naprawdę znikome, ponieważ zarówno jeden pan
jak i drugi posiada już doświadczenie w prowadzeniu drużyny w najwyższej klasie
rozgrywkowej. Jednakże wygodniej zatrudnić niedoświadczonego trenera z Bałkanów.
Lazić mimo swojej siwej czupryny ma 35 –lat i nie posiada praktycznie żadnego doświadczenie
na stanowisku pierwszego trenera. Wszem i wobec podkreślane jest, że przez kila
miesięcy był asystentem Svetslava
Pesicia, ale gdy on odszedł i Lazić przejął stanowisko pierwszego trenera
został zwolniony po DWÓCH meczach! Moim zdaniem większym ryzykiem jest
postawienie na Serba, niż na duet Chudeusz – Jankowski, którzy już doskonale
znają Polskie realia.
Najlepszym przykładem jak wielką
i niezrozumiałą niechęć do naszych rodzimych trenerów mają działacze klubów PLK
jest koniec sezonu 2011/12. Andrzej
Adamek w takcie sezonu przejął drużynę Asseco po Tomasie Pacesasie i pomimo problemów zdobył mistrzostwo Polski.
Jednak od kolejnego sezonu postawiono na Kestutisa
Kemzure. Przykładów takich jest mnóstwo w historii naszej kochanej ligi.
Niestety, ale statystyka jest
bezlitosna:
Stelmet Zielona Góra – Mihailo Uvalin
– Serbia
PGE Turów Zgorzelec – Midrag Rajković
– Serbia
AZS Koszalin – Zoran Svetenović –
Serbia
Anwil Włocławek – Milja Bogicević
– Serbia
Trefl Sopot – Darius Maskoliunas –
Litwa
Asseco Gdynia – David Dedek – Słowenia
Enegra Czarni Słupsk – Andrej Urlep
– Słowenia
Polpharma Starogard Gdański –
Mindaugas Budzinauskas – Litwa
Rosa Radom – Wojciech Kamiński
Kotwica Kołobrzeg – Dariusz Szczubiał
Jezioro Tarnobrzeg – Leszek Marzec
Działacze klubów PLK muszą w
końcu zrozumieć, że zagraniczny to nie zawsze dobry. Oczywiście jak najbardziej
jestem zwolennikiem takich trenerów jak: Urlep, Dedek, czy ostatnio Maskoliunas,
ponieważ wszyscy oni przez wiele lat byli związani z ekstraklasą. Reszta raczej
ma słabe, albo przeciętne pojęcie o warunkach koszykarskich jakie panują w
naszym kraju. Przyjazd do Polski jest dla nich okazją zarobienia łatwych
pieniędzy i możliwością wypromowania własnej osoby. Nie będą stawiać na naszą
młodzież, bo nie muszą. W żadnym z tych klubów nie ma wieloletniego systemu
szkolenia, który pozwalałby na wprowadzenie młodych talentów, których na co
dzień może obserwować pierwszy trener. Wydaje się, że światełkiem w tunelu jest
to, że ich asystentami są Polacy. Jednak, czy mają się od kogo uczyć? Raczej w
to wątpię. Nawet jeden z trenerów, którego osobiście bardzo szanuję – Jacek Winnicki wolał wybrać, bądź był
do tego zmuszony karierę w PLKK. Nie lepiej sytuacja wygląda z naszą kadrą
narodowa, ale to raczej temat na osobny felieton. Większość ludzi związanych z
koszykówką uważa, że mamy po prostu słabych trenerów, ale wcale tak nie jest.
Ja sam mógłbym wymienić kilka nazwisk szkoleniowców, którzy z pewnością
poradziliby sobie w PLK. Jednak żaden z nich nie dostał odpowiedniej szansy i
są zmuszeni prowadzić zespoły w 1, 2 lidze, czy kadry młodzieżowe. Przy
odpowiednich warunkach większość z nich zdołałaby osiągnąć sukces.
Pierwszy raz miałem okazje oglądać go na mistrzostwach Świata do lat 19 i już po pierwszych udanych jego zagraniach byłem wręcz przekonany, że w przyszłości zostanie wielką gwiazdą NBA. Mimo, iż reprezentacja USA skończyła ten turniej dopiero na piątym miejscu, to on został wybrany do najlepszej piątki mistrzostw, a ja ogromnym optymizmem obserwowałem jego drogę do NBA.
Niestety kariera Jeremy Lamb'a nie ułożyła się tak kolorowo jak by mogło się wydawać. Na wspomnianych mistrzostwach prezentował się rewelacyjnie. W całym turnieju notował średnie na poziomie: 16 punktów i 4 zbiórek. W jednym meczu przeciwko późniejszym mistrzom Litwinom zdobył 35 punktów i poprowadził swój zespół do zwycięstwa. W drugim i ostatnim sezonie w NCAA w barwach uczelni Uniwersytetu Connecticut notował średnio: 17 punktów i 5 zbiórki na mecz. Wszystko układało się idealnie, więc postanowił przystąpić do draftu NBA. Z 12 numerem wybrali go Houston Rockets. Pomimo dość niskiego numeru jak na jego ogromny potencjał, miał stać się od pierwszego spotkania podstawowym graczem ekipy z Teksasu. Jednak los nie sprzyjał Lamb'owi i w wymianie za Jamesa Hardena powędrował do Oklahomy City Thunder. Niestety jego nowy trener Scott Brooks znany był z tego, że korzysta z usług pierwszoroczniaków tylko i wyłącznie z konieczności i dość szybko zesłał Lamb'a do ligi D-League. Praktycznie przez cały poprzedni sezon nie otrzymał odpowiedniej szansy notując fatalnie średnie na poziomie: 3 punktów i jednej zbiórki. Możliwe, że obecne problemy Thunder na pozycji rzucającego obrońcy zmuszą trenera Brooks'a do wykorzystania umiejętności Jeremiego, który imponuje w tegorocznej lidze letniej NBA. Mimo wszystko nadal patrzę z ogromnym optymizmem w przyszłość tego niesamowicie utalentowanego młodzieńca i mam nadzieję, że w końcu otrzyma swoją szansę NBA, na którą niewątpliwie zasługuje.
Do Przemka Zamojskiego w Stelmecie Zielona Góra dołączył młody talent –
Maciej Kucharek, który związał się z
mistrzem Polski umową, aż trzyletnią. Szczerze powiedziawszy gra w Zielonej
Górze dla byłego zawodnika Startu Gdynia może okazać się zbyt dużym wyzwaniem.
Mikołaj Witliński najbardziej rozchwytywany talent na naszym rynku
wybrał Anwil Włocławek. W Anwilu ma grać również dwóch nowych Serbów: Dusan Katnić oraz Danilo Mijatović. Pierwszy ma zostać Teodosiciem PLK, natomiast
drugi to wielka niewiadoma.
Tak jak wszyscy się spodziewali ekipę
PGE Turowa Zgorzelec wzmocnił Filip
Dylewicz.
Po bardzo dobrym poprzednim
sezonie naszą ligę prawdopodobnie opuści Krzysztof
Szubarga, którego kuszą klubu z Ukrainy. Nie powiem, że mnie to nie cieszy…
Niestety PLK opuścił również
jeden z moich ulubionych zawodników w poprzednim sezonie, czyli Ben McCauley, który wzmocnił Ukraiński
BC Donieck. Ciekawostką jest, że bliski podpisania kontraktu z drużyną z
Doniecka jest wcześniej wspomniany Szubarga.
NBA
Można powiedzieć, że w końcu
Lakers pozbyli się MWP, a jak dla mnie zawsze był, jest i będzie Ronem Artestem.
Lakers opuścił również Dwight Howard, który ponoć postawił
ultimatum władzą Jeziorowców: On, albo Kobe. Chyba sam wątpił w to, że go wybiorą
i dość szybko związał się kontraktem z Rockets. Tym samym ekipa z Teksasu szuka
nowego miejsca dla Omara Asika,
który może okazać się sporym wzmocnieniem.
Bardzo dobry ruchem ze strony
L.A. Lakers było również pozyskanie Nicka
Young’a, który jest znakomitym strzelcem i w znacznym stopniu ożywi
ofensywę ekipy z Californii.
Josh Smith zadziwił wszystkich i podpisał kontrakt z Detroit Pistons.
Do których powrócił po latach Chauncey
Billups. Tłoki wzmocnił również znakomity Włoch – Gigi Datome.
Ponownie ekipą z dużymi aspiracjami
stała się drużyna Cleveland Cavaliers, która, co dopiero pozyskała Andrew Bynum’a, który w zeszłym sezonie
imponował tylko i wyłącznie coraz to ciekawszymi…fryzurami. Jednak pierwsza
piątka Cavs: Irving, Waters, Bennett,
Thompson, Bynum wygląda imponująco zwarzywszy, że w obwodzie zostają tacy
zawodnicy jak: Jack,Varejao,Gee, Clark, Zeller, Karasev.
Marco Belinelli wzmocnił San Antonio Spurs, jak by było im mało
znakomitych strzelców za trzy punkty.
Warriors pozyskali natomiast
gwiazdę - Andre Igudala, który ma
znacząco ich wzmocnić w walce o finał konferencji Zachodniej.
W moc Bobcats wieży natomiast Al Jefferson, który podpisał z nimi
wieloletni i wysoki kontrakt.
Miejsce Smith’a w Hawks ma
zastąpić Paul Millsap, który
podpisał 2 letni kontrakt wart 19 mln.
Można powiedzieć, ze kolejnym
Polakiem w NBA został – Gal Mekel.
Izraelczyk wzmocnił Mavs i ciekawostką jest, że posiada on polski paszport.
Ofensywę Bucks w przyszłym
sezonie kreować ma były już rozgrywający Hawks – Jeff Teague.
Europa
Sofo Schortsanitis po rocznej przerwie ponownie będzie występował w
Maccabi Tel Awiw.
Qyntel Woods po sezonie spędzonym w Lidze Endensa przenosi się do
Francji, gdzie będzie bronił barw ekip Le Mans.
Kandydat do gry w PLK:
Oczywiście tak jak z okazji
wcześniejszego notowania postarałem się przygotować zawodników, którzy z
powodzeniem mogą wzmocnić drużyny PLK.
Pierwszym z nich jest
rozgrywający – Casper Ware, który
mimo swoich 177 cm wzrostu jest bardzo ekspresywnym graczem. Ware to absolwent
uczelni Long Beach, której był gwiazdą. 23 – letni rozgrywający szczególnie
imponuje grą w ataku. Posiada on bardzo dobry rzut za trzy punkty oraz niezły przegląd
pola. Ma za sobą znakomity sezon w drugiej lidze włoskiej, której został MVP, a
aktualnie można go podziwiać w barwach Houston Rockets w lidze letnie.
Drugim zawodnikiem jest
podkoszowy – Grant Jerrett. Grant
mierzy 208 cm wzrostu i jest świeżo upieczonym absolwentem bardzo dobrej
uczelni Arizona, w której raczej był zawodnikiem od zadań specjalnych. Jednak z
racji tego, że nie ma za sobą występów na profesjonalnych parkietach może być
łakomym kąskiem dla klubów z naszej ligi. Jerrett to bardzo nowoczesny
podkoszowy, który dysponuje znakomitym rzutem za trzy punkty. Podobnie jak Ware
występuje on w tegorocznej lidze letniej w barwach Oklahomy City Thunder.
Sezon transferowy rozkręca się coraz bardziej, więc
postanowiłem przedstawić moim zdaniem najciekawsze transfery w pierwszym
notowaniu.
POLSKA
Informacja nie jest jeszcze
potwierdzona przez żadną ze stron, ale Przemysław
Zamojski dwa kolejne sezony spędzi w Stelmecie Zielona Góra. Nowy mistrz
Polski kontynuuje agresywną politykę transferową na naszym rynku.
Jeśli mowa już o ekipie z
Zielonej Góry to po Hodge’u, Stević’u i Borovnjaku kolejnym zawodnikiem, który
może opuścić klub to Quinton
Hosley, którego kuszą ekipy z Włoch. Jednak działaczom Zastalu udało się
już wyciągnąć ze Zgorzelca Aarona Cela,
co jest całkiem niezłym posunięciem.
Bardzo dobrze sezon ogórkowy
przepracowali działacze Rosy Radom, którzy praktycznie skompletowali skład. Wzmacniając
się takimi zawodnikami jak: Kamil
Łączyński, Łukasz Majewski, Jakub Dłoniak, Robert Witka, czy doskonale
znany w naszym kraju Kirk Archibeque.
Szczególnie podpisanie Archibeque’a i
Dłonaka wydaje się być znakomitym
posunięciem.
Niestety dla wszystkich kibiców AZS’u
Koszalin z ich drużyny odeszli: Łukasz
Wiśniewski (PGE Turów Zgorzelec) oraz Paweł
Leończyk (Trefl Sopot). Pozyskanie byłego skrzydłowego Akademików przez
Trefl, tym samym oznacza, że z klubem z Trójmiasta prawdopodobnie pożegna się –
Filip Dylewicz.
Dość niespodziewanie, ale najbardziej
rozchwytywanym zawodnikiem na naszym rynku transferowym jest junior – Mikołaj Witliński, o którego zabiegają:
Trefl Sopot, Anwil Włocławek oraz Energa Czarni Słupsk. Najbardziej
utalentowany gracz z rocznika ’95 ma ciężki orzech do zgryzienia, ponieważ w
tym wieku najważniejsze żeby spędzał na parkiecie jak najwięcej minut, a nie
wiadomo, który klub będzie wstanie mu to zapewnić.
David
Dedek, którego ogromnie cenie za zeszłoroczny sezon, kiedy prowadził beniaminka
– Start Gdynia przenosi się do „starszego brata”, czyli ekipy Asseco Gdynia.
A moją ulubioną plotką z ostatnich
tygodni jest „możliwe” pozyskanie przez Stelmet Zielona Góra Thomasa Kelatiego. Z całym szacunkiem
dla nowego mistrza Polski, ale raczej żadnego klubu z naszej Ligii nie stać na
zawodnika pokroju Kelatiego…
NBA
Moim zdaniem ekipa New York Knicks
jest królem pierwszych godzin rynku transferowego NBA. Znakomicie skorzystali z
promocji, którą wystawili Toronto Raptors i pozyskali Włocha Andrea Bargnani, który może okazać się
przysłowiowym strzałem w dziesiątkę dla drużyny z Wielkiego Jabłka. Natomiast
ekipa z Kanady w zamian za 1 numer draftu otrzymała: Markusa Cambiego, Steve
Novaka oraz dwa picki w drafcie.
Oczywiście w dzień draftu barwy
zmienili: Paul Pierce, Kevin Garnett oraz Jason Terry, którzy przenieśli się do Brooklyn Nets. Natomiast do
Bostonu powędrowali niechciani w Nets: Kris
Humphries, Gerald Wallace i Kris
Joseph oraz dwa wybory w drafcie. Dla Cetlics wymiana ta oznacza czas
przebudowy, której filarem ma być: Rajan
Rondo. Natomiast Nets w przyszłym sezonie mogą walczyć nawet w finale
konferencji.
Kilka dni, po tym spektakularnym
transferze działacze z Bostonu zdecydowani się na równie niebezpieczny i ryzykowny
ruch, a mianowicie na stanowisku pierwszego trenera zatrudnili zupełnie
anonimowego w środowisku NBA Brad’a Stevens’a. Stevens jeszcze do
niedawna osiągał sukcesy z uczelnią Butler, ale praca w najlepszej lidze na
świecie dla tego szkoleniowca jest zupełną nowością i wielką szansą.
New Orleans Pelicans to
całkowicie nowy twór NBA i już od pierwszych dni zmiany nazwy nieźle miesza na
rynku transferowym. W dniu draftu pozyskali jednego zna najlepszych
rozgrywających młodego pokolenia – Jure Holiday’a
z Sixers i nie zamierzają zwalniać tępa. Bardzo bliski podpisania z nimi
kontraktu jest Tyreke Evans.
Pozyskanie Evans’a oznacza, że Pelicans nie chcą dłużej zatrzymywać Erica Gordona, który już rok temu
chciał odejść. Ekipa z Nowego Orleanu kusi również takich zawodników jak: Andre Iguodala i Chris Copeland. Jeśli wszystkie plany działaczy Pelicans się
powiodą to ich pierwsza piątka może wyglądać imponująco: Holiday, Evans,
Iguodala, Andersen, Davis.
Słabym posunięciem było
pozyskanie przez Suns Erica Bledsoe
z Clippers, którego współpraca z Goranem
Dragiciem raczej na pewno będzie układała się fatalnie. Najwięcej na tej
wymianie zyskała ekipa z L. A., która zdobyła znakomitych strzelców: J.J. Redick’a i Jareda Dudley’a.
EUROPA
Po fatalnym sezonie ekipa FC
Regal Barcelona wietrzy swój skład pozbywając się takich zawodników jak: C.J. Wallace, Sarunas Jasikevicius, Loukas
Mavrokefalides oraz Joe Ingles.
Pierwszych trzech graczy działacze z Katalonii pozbyli się beż wahania, jednak
strata Ingles’a to ogromny cios. O wszechstronnego obwodowego pochodzącego z
Australii walczą kluby NBA: Bucks, Pacers, Grizzlies i Clippers.
Natomiast nowym zawodnikiem,
który ma wzmocnić Barcelonę ma zostać nasz rodak Maciej Lampe, o którego walczą również działacze Realu Madryt. Były
klubu Lampego już uzupełnili lukę po naszym reprezentancie pozyskując
Amerykanina – Lamonta Hamiltona z
ekipy Bilbao Basket.
Z drużyny mistrzów Euroligi –
Olympiacosu Pireus odszedł ich podstawowy podkoszowym Kyle Hince, który został skuszony lukratywną umową CSKA Moskwa.
Były kolega Olka Czyża z Acei Rzym
Luigi Datome prawdopodobnie będzie
kolejnym Włochem, który będzie miał okazję zagrać w NBA. O skrzydłowego walczą
działacze Celtics i Grizzlies.
Do klubowej koszykówki powraca również
mój trenerski guru – Zeljko Obradovic,
który związał się z Fenerbahce Ulker Stambuł. Szkoda, że żadem z klubów NBA nie
zdecydował się na zatrudnienie tego znakomitego szkoleniowca, a ponoć był
bardzo blisko kilku drużyn.
Z każdym notowaniem rynku
transferowego będę przedstawiał również chociaż jednego zawodnika, który z
powodzenie mógłby wzmocnić któryś z klubów Tauron Basket Ligii i z powodzeniem stać
się jego czołową postacią. Oczywiście, to są tylko przypuszczenia, ale dziś
chciałbym zaproponować rozgrywającego – Myck
Kabongo. Kabongo mimo rewelacyjnego sezonu (14.6 pkt, 5.5 as, 5.0 zb) w
barwach Texas Longhorns nie został wybrany w tegorocznym Drafcie. Pomimo to
nadal będzie próbował w barwach Miami Heat w Lidze Letniej. Jednak bardzo mało
prawdopodobne, że dostanie się do NBA, co daje szansę naszym klubom.
Cóż to był za dziwny draft.
Drużyny jak by się umówiły żeby wybierać bez większej logiki. Niestety z
przykrością muszę przyznać, że raczej na pewnie nie przejdzie on do historii. I
tak jak, w tym roku przypominano draft z przed dekady, tak ten za 10 lat będzie
zupełnie zapominany. Chyba nawet niezłomny David Stern, który był
systematycznie wygwizdywany przez fanów zgromadzonych w Barclays Center cieszy
się, że już nigdy nie będzie musiał uczestniczyć w takich szopkach.
Zacznijmy więc od początku.
Pierwsze wyjście komisarza i … Anthony
Bennett, czy Cavs zupełnie zwariowali? Przecież faworytami byli: Noel,
McLemore, Oladipo, a nawet Len. Wszystkie wcześniejsze nazwiska nikogo by nie
zaskoczyły. Jednak Ekipa z Cleveland zaryzykował, ale czy słusznie, to sezon
pokaże. Pomimo mojej wielkiej sympatii w stosunku do Bennett’a to raczej na
pewno nie stanie się zawodnikiem pokroju James’a, czy Irvinga. Oczywiście Cavs
mają spore braki na pozycji niskiego skrzydłowego, ale Kanadyjczyk to bardzo
ryzykowny wybór, ponieważ jest za ciężki by grać na obwodzie i za niski by grać
pod koszem. Niestety z przykrością muszę przyznać, że Anthony Bennett może okazać się najbardziej nietrafionym wyborem w
tegorocznym drafcie.
Bardzo dobrym wyborem natomiast
wydaje się mi Otto Porter, który
poszedł z trójką do Wizadrs. Ekipa ze stolicy Stanów Zjednoczonych nie mogła
lepiej trafić, ponieważ absolwent Geogetown będzie idealnym uzupełnieniem dla
takich strzelców jak Wall i Beal. Moim zadaniem Porter jest przysłowiowym
strzałem w dziesiątkę i będzie lepszym zawodnikiem niż Tayshan Prince, do
którego jest porównywany.
Sporym zaskoczeniem był dla mnie
również wybór Suns, którzy posiadają naszego rodaka Marcina Gortata i
zdecydowali się na Alex’a Len’a.
Możliwe, że Marcin wywar na działaczach klubu swoim warsztatem tak dobre wrażenie, że zapragnęli kolejnego centra z
Europy Zachodniej. Jednak dla Ukraińca oznacza to bardzo trudny początek w
zawodowej koszykówce, ponieważ reprezentant Polski łatwo miejsca w pierwszej piątce
nie odda.
Od ósmego numeru wybierając – Kentavious Caldwell-Pope znakomicie
tegoroczny draft rozpoczęli Detroit Pistons, których poczynania, są wielce
omijane przez niemal wszystkich koszykarskich ekspertów. Rzucający obrońca
uniwersytety Georgia to całkiem przyzwoity zawodnik, ze sporym potencjałem,
który w znaczącym stopniu powinien wpłynąć na grę w ataku Tłoków. Kolejne ich
wyboru mogą również w znaczącym stopniu przyczynić się do rozwoju ekipy z Detroit.
37 pick Tony Michell to prawdopodobnie
jeden z największych przechwytów tego draftu. Michell to niemal kompletny gracz
z pozycji silnego skrzydłowego i całkiem możliwe, że gdyby grał na lepszej
uczelni ujrzelibyśmy go w Top 10. 56 pick Peyton
Siva to istny majstersztyk w wykonaniu Pistons. Siva to świeżo upieczony
mistrz NCAA, który w roli rozgrywającego prowadził swój zespół do zwycięstwa.
Mimo swoich słabych warunków fizycznych przyszła rywalizacja z m.in. Calderonem
może zrobić z niego tylko lepszego zawodnika, a pozytywne skutki tej decyzji
będą zbierać Tłoki.
Kolejnym Kanadyjczykiem, który
miał szczęście zostać wybrany, w tym drafcie okazał się – Kelly Olynyk. Szczerze powiedziawszy wróże mu większą karierę niż
Bennett’owi. Z racji pochodzenia Olynyka – Gonzaga University, w którego
barwach występuje nasz rodak Przemek Karnowski miałem okazję chcąc nie chcąc
oglądać wiele meczu popularnych Buldogs. Nowy center Boston Celtics od pierwszego
meczu zrobił na mnie spore wrażenie. I mam przeczucie, że od czasów Larry Birda
w Celtics, nie było tak dobrego oraz niezwykle charakterystycznego „białas”.
Zawodników z poza USA nie było
wielu w tym drafcie, oczywiście pomijając Kanadyjczyków. Jednak jest trochę
perełek, które mogą się sprawić w warunkach NBA. Bardzo jestem ciekaw jak się
sprawdzi Niemiec – Dennis Schroeder,
który mimo swojego pochodzenia na tegorocznym Nike Hoop Summit pokazał, że
prezentuje bardzo amerykański styl gry. Ekipa Atlanty Hawks powinna mieć z
niego sporo pożytku w przyszłości. Ogromny potencjał fizyczny wykazuje również
Grek – Giannis Adetokoubo, który
jednak wydaje się być ryzykownym wyborem, ponieważ może okazać się wielkim
zawodnikiem oraz równie wielkim rozczarowaniem dla działaczy Bucks. Brazylijską
wersją Anthony Davisa ma być Lucas
Nogueria, ale moim zadaniem ma dużo mniej do zaoferowania w ataku, niż jego
Amerykański odpowiednik. Jednak w grze w defensywie już teraz tkwi w nim
ogromny potencjał. Dopiero z 19 numerem został wybrany Rosjanin – Sergey Karasev, który przypomina mi w
stylu gry Mateusza Ponitke. Jednakże Sergey dysponuje dużo lepszym rzutem. Dla
ekipy Cavs to mimo wszystko bardzo dobry przechwyt. Ciekawym wyborem może okazać
się również Rudy Gobert, który jest
bardzo wysoki (7-2), ale przy tym bardzo szczupły, co sprawia, że mam
wątpliwości, czy Francuz jest gotowy na NBA. Sporymi znakami zapytania są
również: Francuz Livo Jean-Charles (28#
Spurs) i Serb Nemanja Nedovic (30#
Warriors). Na dzień dzisiejszy raczej wielkiej kariery w NBA nie wróże takim
zawodnikom jak: Alex Abrines (32#
Thunder), Raul Neto (47# Hawks) oraz
Joffrey Lauvergne (55# Grizzlies).
Jednak spore nadzieje wiąże z numerem 59, z którym został wybrany Boja Dubjevic. Na pochodzącego z
Czarnogóry podkoszowego zdecydowali się Memphis Grizzlies. Pomimo odległego
numeru jestem ogromnym fanem jego talentu. Po rewelacyjnym sezonie w barwach
Basket Club Valencia, jeśli dostanie szansę może sprawdzić się również w NBA.