piątek, 29 listopada 2013

Jak wyglądał pierwszy miesiąc nowego sezonu NBA?

Pierwszy miesiąc nowego sezonu 2013/14 NBA mamy za sobą, więc warto pochylić się nad odrobiną statystyk i sprawdzić, kto najlepiej sobie radził w tym czasie, a kto zdecydowanie zawiódł? Wielu, łącznie ze mną było ciekawych jak poradzą sobie zespoły: Brooklyn Nets, Los Angeles Cilppers, Houston Rockets oraz New Orleans Pelicans, które poczyniły znaczne wzmocnienia przed startem rozgrywek. Jak statystyki pokazują - wiodło im się z różnym szczęściem.


Szczególnie zawodzi ekipa Brooklyn Nets, którą wzmocniło trio: Paul Pierce, Kevin Garnett oraz Jason Terry. Niestety, ale wina nie stoi tylko i wyłącznie po stronie zawodników, ale także sztabu szkoleniowego. W swojej nowej roli nie sprawdza się Jason Kidd. Była gwiazda NBA, po zakończeniu kariery objął stanowisko pierwszego trenera Nets. Całkowity brak doświadczenia na tym stanowisku, w znaczącym stopniu odbił się na dyspozycji drużyny. Ponieważ zespół z Nowego Jorku notuje aktualnie bilans 4-10, który dla najdroższego klubu ligi jest nie dopuszczalny. Podobną sytuacje możemy zaobserwować u rywala Nets zza miedzy, czyli drużynie New York Knicks. Zespół z tzn. rejonu Wielkiego Jabłka otworzył pierwszy miesiąc rozgrywek bilansem 3-10, który raczej nie przystoi klubowi, który ma aspiracje mistrzowskie.

Znacznie lepiej sprawy przedstawiają się w Los Angeles i Houston. Solidnie wzmocnione zespoły Clippers i Rockets do nowego sezonu przystępowały z ogromnymi nadziejami. Pomimo, iż zajmują w konferencji zachodniej odpowiednio czwarte (10-5) i piąte (9-6) miejsce to w ich grze jest jeszcze sporo do poprawy. O ile w ataku działa wszystko poprawnie, ponieważ zdobywają one średnio najwięcej punktów na mecz, to organizacja obrony woła o pomstę do nieba. Cilippers średnio tracą 103.3 punkty, co daje odległą 24. lokatę. Natomiast Rockets to 104.3 średnio stracone punkty, a w konsekwencji dopiero 28. miejsce. Niestety, ale mistrzostwo NBA wygrywa się defensywą.

Jeśli już mowa o defensywie, to warto tu pochwalić zespoły: Indiany Pacers oraz San Antonio Spurs, które wiodą prym w tej rywalizacji. Drużyna z Indianapolis traci średnio zaledwie 87.4 punktu, co daje również znakomity bilans 13-1 i pozycję lidera konferencji wschodniej. Praktycznie identyczna sytuacja jest w ekipie z Teksasu, która traci średnio 90.1 punktu i również jest liderem konferencji zachodniej z identycznym bilansem 13-1.

Wielkim zaskoczeniem jest dyspozycja Portland Trail Blazers (13-2), która od bardzo dawna nie rozpoczęła tak rewelacyjnie nowego sezonu. Fenomenalny początek zaliczył LaMarcus Aldridge, który notuje statystyki na poziomie: 22.1 punktu, 9.6 zbiórki i 2.4 asysty. Lidera Blazers znakomicie wspiera drugoroczniak – Damien Lillard (19.9 punktu i 5.8 asysty) oraz Wesley Metthews (16.7 punktu) i Nicolas Batum (14.1 punktu). Jeśli drużyna ze stanu Oregon utrzyma swoją wysoką formę to może mocno zamieszać w czołówce NBA.
Warto nadmienić również, że dość widoczny jest podział sił w konferencjach.
Jak można było się spodziewać do końca sezonu regularnego spory ścisk będzie na Zachodzie, gdzie aż siedem zespołów ma dodatni bilans. Natomiast diametralnie inna sytuacja jest w konferencji Wschodniej, w której ledwie trzy ekipy mogą pochwalić się dodatnim wskaźnikiem. Jednak pamiętajmy, że aktualny mistrz NBA pochodzi właśnie ze wschodu.

Jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualnie to nie ma tu wielkich niespodzianek. Standardowo najlepszym strzelcem z średnią 28.6 punktów jest Kevin Durant, a najlepszym podającym Chris Paul z średnią asyst na poziomie 12.6. Ale w końcu w pełni sił jest Kevin Love, który już mocno zamieszał w statystykach. Skrzydłowy notuje aktualnie najlepszy sezon w karierze, ponieważ jest już pierwszym zbierającym (13.8) oraz czwartym strzelcem (24.8) ligi. Prowadzi również w klasyfikacji double-doubles. Spotkań z co najmniej podwójnymi zdobyczami zaliczył już 15. Niestety jego Minnesota Timberwoles nie radzi sobie już tak dobrze, ponieważ notuje aktualnie bilans 8-9.


W kategorii: „Rookie” zdecydowanym zwycięzcom jest – Michael Carter-Williams. Nowy rozgrywający drużyny Philadelphia 76ers jest objawieniem nowego sezonu NBA, a sam zawodnik notuje przeciętne na poziomie: 17.8 punktu, 7.0 asysty oraz 5.6 zbiórki. A co najważniejsze, jak na ledwie 22-latka może pochwalić się wskaźnikiem PER na poziomie 19.70.


PUNKTY

1.
Kevin DURANT (OKC)
28.6
2.
Carmelo ANTHONY (NYK)
26.5
3.
Lebron JAMES (MIA)
26.0
4.
Kevin LOVE (MIN)
24.6
5.
Paul GEORGE (IND)
24.3

ZBIÓRKI

1.
Kevin LOVE (MIN)
13.8
2.
Dwight HOWARD (HOU)
13.2
3.
DeAndre JORDAN (LAC)
12.7
4.
Andre DRUMMOND (DET)
11.9
5.
Nikola VUCEVIC (ORL)
11.0

ASYSTY

1.
Chris PAUL (LAC)
12.5
2.
John WALL (WSH)
8.9
3.
Stephen CURRY (GS)
8.9
4.
Ty LAWSON (DEN)
8.7
5.
Jeff TEAGUE (ATL)
8.6

BLOKI

1.
Roy HIBBERT (IND)
4.07
2.
Anthony DAVIS (NOP)
3.86
3.
Brook LOPEZ (BKN)
2.75
4.
Dwight HOWARD (HOU)
2.27
5.
Sergi IBAKA (OKC)
2.25

PRZECHWYTY

1.
Ricky RUBIO (MIN)
3.13
2.
Michael CARTER-WILLIAMS (PHI)
3.00
3.
Chris PAUL (LAC)
2.40
4.
Tony ALLEN (MEM)
2.15
5.
John WALL (WSH)
2.14

DOUBLE-DOUBLES

1.
Kevin LOVE (MIN)
15
2.
Chris PAUL (LAC)
14
3.
Blake GRIFFIN (LAC)
12

ŚREDNIA PUNKTÓW ZDOBYTYCH

1.
HOUSTON ROCKETS
108.7
2.
LOS ANGELES CLIPPERS
107.9
3.
MIAMI HEAT
106.6


30.
UTAH JAZZ
88.5

ŚREDNIA PUNKTÓW STRACONYCH

1.
INDIANA PACERS
87.4
2.
SAN ANTONIO SPURS
90.1
3.
CHARLOTTE BOBCATS
91.9


24.
LOS ANGELES CLIPPERS
103.3
28.
HOUSTON ROCKETS
104.3
30.
PHILADELPHIA 76ERS
109.3

KONFERENCJA WSCHODNIA

1.
INDIANA PACERS
13-1
2.
MIAMI HEAT
11-3
3.
ATLANTA HAWKS
8-7
4.
TORONTO RAPTORS
6-8
5.
CHARLOTTE BOBCATS
7-8
6.
CHICAGO BULLS
6-7
7.
DETROIT PISTONS
6-8
8.
WASHINGTON WIZARDS
6-8


13.
BROOKLYN NETS
4-10
14.
NEW YORK KNICKS
3-10
15.
MILWAUKEE BUCKS
2-11

KONFERENCJA ZACHODNIA

1.
SAN ANTONIO SPURS
13-1
2.
PORTLAND TRAIL BLAZERS
13-2
3.
OKLAHOMA CITY THUNDER
9-3
4.
LOS ANGELES CLIPPERS
10-5
5.
HOUSTON ROCKETS
9-6
6.
GOLDEN STATE WARRIORS
9-6
7.
DALLAS MAVERICKS
9-6
8.
DENVER NUGGETS
7-6


13.
NEW ORLEANS PELICANS
6-8
14.
SACRAMENTO KINGS
4-9
15.
UTAH JAZZ
2-14

środa, 20 listopada 2013

Ranking przeciętnego obcokrajowca - 6. kolejka

Ponownie w moim rankingu bryluje – Jordan Callahan autor aż 8 strat i fenomenalnego wskaźnika +/-. Oczywiście mnie mogło zabraknąć „szczęśliwych” debiutantów.

5. Danny Gibson (Śląsk Wrocław) – 8 punktów (3/9 z gry) 2 zbiórki, 1 asysta, 2 straty, eval 2, -10 +/- w 31 minut.

4. Nikola Jeftić (Polpharma Starogard Gdański) – 8 punktów (3/10 z gry) 3 zbiórki, asysta, strata, eval 5, -17 +/- w 33 minuty.

3. LaceDarius Dunn (AZS Koszalin) – 2 punkty (0/4 z gry) 5 zbiórek, 2 straty, eval 1, -21 +/- w 16 minut.

2. Deividas Dulkys (Anwil Włocławek) – 4 punkty (2/9 z gry) zbiórka, asysta, 3 straty, 2 przechwyty, eval -1, -4 +/- w 27 minut.

1. Jodran Callahan (Kotwica Kołobrzeg) – 10 punktów (3/12 z gry) 2 zbiórki, 2 asysty, 8 strat, eval -2, -28 +/- w 30 minut.

Liderzy Rankingu:

1. Jordan Callahan 10 punktów
2. Korie Loucious 7 punktów
3. Nathan Healy 5 punktów

wtorek, 19 listopada 2013

Książka: Adam Wójcik. Rzut bardzo osobisty.


Adam Wójcik już za swojego koszykarskiego życia stał się legendą Polskiej koszykówki. Podczas przygotowań do Eurobasketu w 2009 roku Marcin Gortat nadał mu przydomek – The Legend, co chyba doskonale pokazuje jak ważną postacią dla tego sportu w naszym kraju był popularny Oława. Sam zawodnik przez wiele lat był nieśmiertelny, a po koszykarskich parkietach biegał od ponad dwóch dekad. Bardzo czekałem na tą książkę i gdy w końcu trafiła w moje ręce byłem niesamowicie podekscytowany. I szczerze muszę przyznać, że się nie zawiodłem.

Osobiście dla mnie nie jest to tylko zwykła biografia wielkiego sportowca, a pewnego rodzaju książka historyczna o tematyce sportowej. Ponieważ dzięki niej w znacznym stopniu zgłębiłem swoją wiedzę na temat koszykówki w naszym kraju pod koniec lat ’80 i  początku ’90, których z racji mojego wieku nie mogłem pamiętać. W owej publikacji jest zawarte praktycznie całe sportowe i nie tylko życie Adma Wójcika.

Niezwykle zainteresowały mnie czasy gry „Oławy” w Pruszkowie, kiedy wynagrodzenie otrzymywał od mafii Pruszkowskiej w torbie sportowej. Koledzy „Masy” w znacznym stopniu wspierali drużynę pod względem finansowym oraz na spotkaniach zapewniali odpowiednią ochronę. Autor książki doskonale, również zobrazował przepaść gospodarczą, ekonomiczną, a co najważniejsze sportową jaka na początku lat ’90 istniała pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a krajami byłego bloku wschodniego. Wójcik przy okazji wyjazdów do USA na obóz przygotowawczy Los Angeles Clippers oraz tour Reprezentacji Polski – opisuje z jakim magicznym światem się spotkał i dlaczego jego „american dream” się nie ziścił.

Nie mogło zabraknąć również jego innych koszykarskich przygód po za granicami naszego kraju. Moim ulubionym fragmentem jest rozdział, w którym autor opisuje sezon, który Adam spędził w Atenach.”25 października 2001 roku, Barcelona. Pięć i pół tysiąca Hiszpanów, którzy przyszli do Palau Blaugrana, przeciera oczy ze zdumienia. FC Barcelona, koszykarska potęga z Litwinem Sarunasem Jasikeviciusem, Francuzem Alainem Digbeu czy młodym Juanem Carlosem Navarro, przegrywa u siebie z ateńskim Club Baskett Peristeri 73:77. Bohaterem i MVP meczu zostaje Adam Wójcik, który zdobywa 28 punktów, ma 10 zbiórek, 2 bloki oraz 3 asysty. Zwycięstwo Peristeri to największa sensacji tej kolejki całej Euroligi.” – Jak sam potem przyznał bohater książki, był to jego najlepszy sezon w życiu, a w Polsce zupełnie się o tym zapominało.

Jednak moim ulubionym fragmentem jest ten z czasów gry Wójcika w Turowie Zgorzelec, gdzie po raz kolejny trafił na Andreja Urlep, którego przecież doskonale znał z czasów gry w Śląsku i kadrze. „Teraz przekonał się po raz kolejny, że zawodowa koszykówka to nie tylko sport, ale i biznes, w którym nie zawsze obowiązują czyste reguły gry. Urlep po prostu nie chciał mieć w drużynie Wójcika i zaliczył go do grona zawodników do odstrzału. (…) Na treningach zaczęło dochodzić do groteskowych sytuacji, które można by określić mianem koszykarskiego mobbingu. Na przykład podczas wewnętrznych gier pięciu na pięciu Urlep nie odgwizdywał na Adamie ewidentnych fauli albo gdy Wójcik wychodził na obwód i trafiał za trzy, trener kwestionował sens takich zagrań, z których przecież Adam słynął w jego Śląsku i jego w kadrze. (…)Myślę, że Urlep chciał mnie złamać i w pewnym stopniu nawet mu się to udało. Ale mimo wszystko cieszę się, że przeszedłem przez to wszystko i coś mu, a przy okazji sobie, udowodniłem”.

Spodziewałem się naprawdę bardzo dużo po tej książce i z pełną świadomością muszę przyznać, że się nie rozczarowałem. I jestem niezwykle szczęśliwy, że dość niedawno miałem okazję osobiście poznać Adama Wójcika i uścisnąć mu dłoń. Nigdy tego nie zapomnę, jak i legendy Wójcika, a do książki będę na pewno jeszcze nie raz wracał. Serdecznie polecam wszystkim, którzy uwielbiają czytać biografie wielkich ludzi!

„(…) w tej opowieści Adam Wójcik będzie także popularnym Oławą i spasionym pogrzebaczem. Będzie Wujem, Wojem, Wójciorem, Wojcikiem, Vujacicem, Wójcikauskasem. A raz nawet Rysiem. Będzie milicjantem i więźniem, chłopakiem z zakrwawionym nosem i ofiarą mobbingu. Będzie zagubionym nastolatkiem, zakochanym chłopakiem, synem, mężem i ojcem.”



Ocena: 8.5/10     

poniedziałek, 18 listopada 2013

Jack Taylor ponownie zaszalał!


O filigranowym zawodniku uczelni Grinnell College cały koszykarski świat usłyszał rok temu, kiedy w jednym ze spotkań zdobył 138 punktów! Jego wyczyn podziwiali nie tylko kibice, ale i sami zawodnicy NBA, którzy serdecznie mu gratulowali. Jednak chyba nikt się nie spodziewał, że ponownie wzniesie się na ten niesamowity poziom. Jack Taylor we wczorajszym meczu trzeciej dywizji NCAA zdobył 109 punktów trafiając m.in. 24 na 48 rzutów za trzy w zaledwie 29 minut. Pomimo, iż występuje on na koszykarskich peryferiach i raczej ma małe szanse na zawodową karierę to taki wyczyn po raz drugi robi niesamowite wrażenie. Jak sam Taylor przyznał po spotkaniu - Bywało, że miałem lepsze mecze. I to chyba jest najlepszym podkreśleniem jego wyczynu. 

Ostatecznie jego uczelnia pokonała 173:123 Crossroads College.
 

Statystyki z meczu, w który zdobył 138 punktów.



sobota, 16 listopada 2013

Pantery zagryzą jeszcze nie jeden zespół TBL!


5-1 takim bilansem może się poszczycić zespół Energa Czarni Słupsk, który bez wątpienia zaliczył jeden z najlepszych początków ligi od kilku lat. A najlepiej przekonały się o tym chociażby takie zespoły jak: Stelmet Zielona Góra, czy Trefl Sopot. Osobiście podchodziłem do sukcesu Czarnych ze sporym dystansem, aż w końcu przy okazji meczu z Treflem miałem okazję ich obejrzeć na żywo. I z pełną świadomością muszę przyznać, że w wywarli na mnie bardzo dobre wrażenie i w obecnej formie z powodzeniem mogą zwojować Tauron Basket Ligę.

Znakomite ruchy transferowe

Głównym architektem drużyny ze Słupska został Andrej Urlep, który po raz kolejny udowodnił, że na koszykówce zna się jak mało kto. Przygotowania rozpoczął już w sierpniu, co było bardzo dobrym posunięciem. Ponieważ jego zawodnicy są w znakomitej dyspozycji fizycznej. Urlep w zeszłym sezonie był swego rodzaju ostatnim „kołem ratunkowym” działaczy ze Słupska, i jak się okazało po raz kolejny nie zawiódł. Ratując sezon Czarnych zasłużył na nowy kontrakt. Słoweniec więc szybko zabrał się do kompletowania składu. Przedłużył kontrakty z podstawowymi zawodnikami jak: Roderick Trice, Michał Nowakowski oraz Marcin Dutkiewicz. Do tego potrafił dobrać bardzo dobrych zawodników zagranicznych. Rewelacją rozgrywek już teraz jest Garrett Stutz. Mierzący 212 cm center okazał się przysłowiowym strzałem w „dziesiątkę”. Stutz to klasyczny center jakich niewiele w naszej lidze, co sprawia, że praktycznie nie posiada on konkurencji. Pomimo swojego wzrostu bardzo przyzwoicie radzi sobie w akcjach szybkościowych. Udanym transferem okazało się również pozyskanie absolwenta uczelni Harward. Keith Wright to niezwykle wszechstronny podkoszowy. Mimo, iż jest rezerwowym doskonale radzi sobie w tej roli, bardzo często dając mnóstwo pozytywnej energii z ławki. Na pierwszy rzut oka nieudanym transferem wydaje się - Jordna Hulls, który ma spore problemy z przebiciem się do pierwszej piątki. Jednak moim zdaniem jest to zawodnik, który zaprezentował jakieś 40% z tego, co tak naprawię potrafi. I gdy w pełni się zaaklimatyzuje w Polsce oraz zawodowej koszykówce, to pokaże na co tak naprawdę go stać.

Profesor Urlep

Nigdy nie byłem zwolennikiem Andreja Urlepa i miałem bardzo złe zdanie na temat jego pracy. Uważałem go za furiata, który nie ma szacunku dla żadnego zawodnika, a na ławce trenerskiej preferuje poglądy dyktatorskie. Jednak chcąc, czy nie chcąc od kilu lat byłem zmuszony obserwować go w „akcji”. I zauważyłem bardzo interesujące zjawisko, ponieważ Urlep za czasów Śląska, czy Anwilu nie jest tym samym Urlepem, co teraz. Z biegiem kolejnych lat przeszedł swego rodzaju metamorfozę. Z trenera, który najpierw robił, a potem myślał – pojawił się prawdziwy profesor, który doskonale wie jakie błędy popełniał w przeszłości. Nadal jego główną filozofią jest obrona i na niej się skupia. Katuje również swoich zawodnikach ciężkimi treningami motorycznymi. Jednak zrozumiał, że odpoczynek jest równie istotny, co ciężka praca, o czym bardzo często zapominał w przeszłości. Zaryzykuje tym samym stwierdzenie, że Czarni są najlepiej przygotowanym zespołem TBL pod względem przygotowania fizycznego. Jednak najlepsze jest to, że przy średnim budżecie zbudował coś naprawdę fajnego. Zrozumiał, że posiada jako jeden z niewielu w lidze klasycznego centra i  oparł grę na Amerykaninie. Stutz natomiast go nie zawodzi i bardzo dobrze radzi sobie w takiej taktyce. Czarni grają długie przemyślane akcje, w których jest sporo zasłon, które mają na celu wyizolować Garrett. Drugą opcją jest rzut za trzy, ponieważ w jego zespole nie brakuje dobrych strzelców zza łuku, którzy tym samym znakomicie rozciągają obronę pozostawiając więcej miejsce swoim podkoszowym oraz do ewentualnej penetracji. Taktyka Urlepa to połączenie starej szkoły, czyli długie przemyślane akcje oparte na podkoszowych z współczesną szkołą, czyli przyśpieszanie gry, gdy tylko jest to możliwe. Oparte jest to na bardzo dobrej defensywie i co najważniejsze zespołowej koszykówce, w której każdy zawodnik jest niezwykle istotnym ogniwem.

Projekt Polonia 2011 przynosi efekty

Michał Nowakowski, Jarosław Mokros, Michał Jankowski, Marcin Dutkiewicz i Tomasz Śnieg początki swojej profesjonalnej kariery zawdzięczają właśnie projektowi Polonia 2011 Warszawa. Bez wątpienia ojcem ich sukcesu jest Mladen Starcević, który wówczas znakomicie pracował z młodzieżą w stolicy Polski. Jednak schedę po Słoweńcu przejął jego rodak, czyli Andej Urlep, który w pewnym sensie pełni również rolę nauczyciela dla tych zawodników. Efekt jest taki, że większość z nich jest teraz podstawowymi postaciami Czarnych. Michał Nowakowski notuje kolejne udane występy w pierwszej piątce, a sam Urlep bardzo cenni jego grę w defensywie. Marcin Dutkiewicz już w poprzednim sezonie został mianowany kapitanem zespołu, co doskonale pokazuje jak bardzo liczą na jego grę trener oraz działacze klubu. Dobra gra Nowakowskiego i Dutkiewicza sprawiły, że klub postanowił ściągnąć kolejne talenty wywodzące się z Polonii 2011. I tak podpisano kontrakty z Tomaszem Śniegiem, Michałem Jankowski, a w późniejszym czasie również z Jarosławem Mokrosem. Myślę, że szczególnym zaskoczeniem jest postawa Tomka Śniega, którego w takiej formie nie widziałem o kilku ładnych lat. Rozgrywający, który swego czasu uznawany był za ogromny talent praktycznie od pierwszego spotkania wskoczył do pierwszej piątki zespołu. Wygryzając tym samym Amerykanina Jordana Hulls’a. Widać, że pochodzący z Jaworzna zawodnik ma wręcz bezgraniczne zaufanie u Urlepa, co jak na razie znakomicie się sprawdza. Bardzo dobrze z ławki radzi sobie również Michał Jankowski, który  już wielokrotnie udowadniał jak znakomitym jest strzelcem. A jego popis z ostatniego meczu z Treflem Sopot (22 punkty 6/9 z trzy) mówi sam za siebie. Jednak najważniejszym aspektem dla samego klubu może okazać się to, że Ci zawodnicy doskonale się znają, a nawet się przyjaźnią, co na pewno wpływa na pozytywną atmosferę w szatni, która jest niezwykle istotna.

Wygląda na to, że w Słupsku zbudowano naprawdę silny zespół, który może zwojować naszą ligę. Nie wiem na co tak naprawdę ich stać i czy na tych kilku spotkaniach się nie skończy. Jednak jak na razie Pantery prezentują się niesamowicie dobrze, a co najważniejsze z przyjemnością ich się ogląda. Adrej Urlep po raz kolejny udowodnił, że potrafi wydobyć z zawodnika jego najlepsze cechy. Drugie koszykarskie życie zyskał m.in. Tomasz Śnieg, czy Mateusz Jarmarkowicz, którego znacznie częściej widuje na parkiecie TBL, niż w Sopockich klubach. Jeśli Czarni utrzymają swoją dyspozycję to mogą zajść naprawdę wysoko!



czwartek, 14 listopada 2013

Oficjalne stroje i reklamówka na Boże Narodzenie w NBA

Niestety, ale moje koszmary się ziściły i NBA oficjalnie zaprezentował reklamówkę oraz stroje w jakich będą występować zespoły podczas Świąt Bożego Narodzenia. Myślę, że nie ma sensu więcej o tym pisać, ponieważ wszystko opisałem kilka dni temu w poście - To nie będą udane Święta Bożego Narodzenia. Jednak moim dziennikarskim obowiązkiem jest przedstawienie wam już oficjalnie tej (nieszczęsnej) informacji. Może wam przypadnie to do gustu, ale ja od kilku lat nie będę czekał na święta z NBA. Pocieszeniem jest to, że  reklamówka jest zrobiona całkiem przyzwoicie, chociaż to ewidentny fotomontaż.

W owym dniu zmierzą się:

Bulls - Nets
Thunder - Knicks
Heat - Lakers
Rockets - Spurs
Clippers - Warriors




wtorek, 12 listopada 2013

Ranking przeciętnego obcokrajowcy - 5. kolejka

Szczęśliwym wygranym rankingu w 5. kolejce Tauron Basket Ligi okazał się – Dominique Johnson ze Śląska Wrocław, który w 23 minuty uzbierał na swoim koncie imponujące 5 strat i iście niesamowity wskaźnik punktów evel. Kolejny raz w tym „chlubnym” zestawieniu zagościli Oded Brandwein oraz Korie Lucious.  

5. Filip Zekavicic (Asseco Gdynia) 1 punkt , zbiórka, 1 evel, 5 +/- w 5 minut.

4. Oded Brandwein (AZS Koszalin) 0 punktów (0/4 z gry), zbiórka, 4 asysty, strata, 0 evel, -13 +/- w 20 minut.


3. Michael Hicks (Polphrama Starogard Gdański) 7 punktów (2/9 z gry), strata, -1 evel, -9 +/- w 15 minut.


2. Korie Lucious (Rosa Radom) 4 punkty (2/10 z gry), 3 zbiórki, 2 asysty, 3 straty, przechwyt, -1 evel, -28 +/- w 23 minuty.


1. Dominique Johnson (Śląsk Wrocław) 5 punktów (2/8 z gry), asysta, 5 strat, 2 przechwyty, -4 evel, -8 +/- w 23 minuty.


Liderzy Rankingu:
1. Korie Lucious (Rosa Radom) 7 punktów

2. Nathan Healy (Polpharma) i Jordan Callahan (Kotwica) 5 punktów

poniedziałek, 11 listopada 2013

To nie będą udane Święta Bożego Narodzenia

Na Święta Bożego Narodzenia jak większość z was otrzymuję (może zasłużone, a może nie)  prezenty od najbliższych, które w większości są bardzo udane i trafiają w mój gust. Ale od kilku ładnych lat obdarowuje mnie również moja ukochana liga NBA. Oczywiście David Stern nie przysyła mi wyjątkowego upominku pod choinkę w moim domu. A mianowicie obdarowuje mnie wyjątkowymi pojedynkami najlepszych obecne zespołów w NBA i to jeszcze w bardzo przystępnych godzinach czasu Polskiego, co sprawia, że w tak wyjątkowy wieczór nie muszę zarywać nocy.

Jednak wszystko wskazuje na to, że tegoroczne święta nie będą tak udane. I to mnie niezwykle dziwi, ponieważ byłem bardzo grzeczny i starałem się systematycznie zarywać kolejne noce oglądając zmagania najlepszej ligi na Świecie. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku dostanę przysłowiowego „pstryczka w nos”, który może okazać się niezwykle bolesny dla mojej bezgranicznej miłości do koszykówki. Oczywiście mecze z najwyższej półki się odbędą, ale w jaki sposób… Liga od kilku lat usilnie stara się na siłę zmieniać swój wizerunek, po przez stroje. Moim zdaniem usilna zmiana produktu, który i tak jest już znakomity powoduje zupełnie odwrotny skutek, ponieważ zraża do siebie sympatyków NBA. Już w zeszłym roku przy okazji meczów świątecznych zespoły występowały w jednolitych strojach, które były średnio udane. Jednak w tym roku NBA zupełnie oszalała.


W piątek do sieci wypłynęło zdjęcie pokazujące w jakich strojach wystąpią zespoły podczas świąt Bożego Narodzenia. Ja osobiście jestem ogromnym tradycjonalistą i uważam, że NBA takimi zmianami pokazuje brak szacunku, dla swojej wieloletnie prawie 70 letniej historii. Tuż przed sezonem pisałem o modzie koszulek z rękawkami - Piżama party w NBA, co niezwykle mnie irytuje. Jednakże tym razem liga zupełnie nadszarpnęła moje nerwy.


Owe koszulki nie dosyć, że mają rękawki, z którymi nieskutecznie walczę, to jeszcze przypominają bardziej stroje hokeistów, czy bejsbolistów. Już nie wspominając o ich wykonaniu, któremu bliżej do standardu nieistniejącego stadionu dziesięciolecia, który był zalewany tzn. chińszczyzną. Niż do zawodowej koszykówki.  


Obawiam się, że zbliżające się święta nie będą już tak udane dla mnie, a David Stern tym razem da mi pod choinkę rózgę, a nie emocje i produkt z najwyższej światowej półki. No ale, cóż - takie życie w dobie kryzysu…

wtorek, 5 listopada 2013

Ranking przeciętnego obcokrajowca - 4. kolejka

Zwycięzcą drugiego rankingu okazał się - Jordan Callahan z Kotwicy Kołobrzeg, który zanotował m.in. "fenomenalny" wskaźnik -37 w przydatności dla swojego zespołu, kiedy przebywał na parkiecie.

5. Oded Brandwein (AZS Koszalin) - 0 punktów (0/3 z gry), asysta, 2 straty, -2 evel, -2 +/- w 16 min.

4. Ovidijus Varanauskas (Polpharma Starogard Gdański) - 0 punktów (0/2 z gry), strata -3 evel, -1 +/- w 8 minut.

3. Korie Lucious (Rosa Radom) - 8 punktów (3/11 z gry), 2 straty, przechwyt, -1 evel, -14 +/- w 25 minut.

2. Lance Jeter (Trefl Sopot) - 3 punkty (1/8 z gry), 5 zbiórek, asysta, strata, przechwyt, 1 evel, -7 +/- w 31 minut.

1. Jordan Callahan (Kotwica Kołobrzeg) - 3 punkty (1/6 z gry), 2 zbiórki, 3 straty, przechwyt, -2 evel, -37 +/- w 24 minuty.


Z takim nazwiskiem musi być wielkim zawodnikiem!

Z pełną satysfakcją muszę przyznać, że przewidziałem, a raczej spodziewałem się, że jeśli Michael Carter-Williams trafi do Philadelphii 76ers to znakomicie się tam odnajdzie. I na szczęście nie myliłem się. W moim wpisie pod tytułem: „Przed Draftem NBA 2013 – Top 14” prognozowałem, że utalentowany absolwent uczelni Syracuse właśnie trafi do Sixers - 76ers po fatalnym sezonie potrzebują zawodnika, który odmieni zespół w ataku oraz znacząco odciąży Jrue Holiday’a. Absolwent uczelni Syracuse wydaje się trafnym wyborem, ponieważ znakomicie sobie radzi na pozycji rozgrywającego jak i rzucającego obrońcy. Carter-Williams z powodzeniem może odciążyć z części zadań w ataku oraz w obronie lidera drużyny Sixers, dając mu jeszcze większą swobodę w ataku.

Oczywiście nie mogłem przewidzieć, że już w pierwszym sezonie przyjdzie my zastąpić Holiday’a. Jednak tak naprawdę nigdy w niego nie wątpiłem. Wiedziałem, że z biegiem kolejnych meczów będzie coraz lepszy. Ale nie sądziłem, że już od pierwszego! Carter-Williams już w swoim debiucie praktycznie w pojedynkę zmiótł mistrzów NBA notując: 22 punkty, 12 asyst, 9 przechwytów oraz 7 zbiórek. O takich statystykach tylko może pomarzyć Jrue Holiday, który jeszcze kilka miesięcy temu był niekwestionowaną gwiazdą 76ers. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dzięki jego grze jego drużyna zaliczyła znakomity początek sezonu (4-0), czego nie spodziewali się nawet najwięksi fani Sixers. A sam Michael został uhonorowany nagrodą dla najlepszego zawodnika mienionego tygodnia.


Pomimo ogromnych umiejętności i rzadko spotykanego talentu, który sprawia, że jest niezwykle wszechstronnym zawodnikiem jest coś, co powoduje, że tak szybko stał się taką gwiazdą. Miom zdaniem równie niespotykane nazwisko. Zawodnik z nazwiskiem Carter – Williams po prostu nie może być słaby! Pierwszemu członowi (Carter) zawdzięcza swoją wszechstronność oraz inklinacje do widowiskowej gry, niczym Vice Carter, którego chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Natomiast Williams, to chyba najbardziej popularne nazwisko w NBA. Chciałoby się powiedzieć – chcesz być koszykarzem, nazywaj się Williams. Swojemu drugiemu członowi zawdzięcza talent do zdobywania punktów. Bardzo podobnie jak: Deron Williams, czy chociażby Mo Williams. A na dodatek, rodzicie dali mu na imię Michael, po samym Bogu koszykówki. 22-letni rozgrywający po prostu jest skazany na bycie wielkim graczem!