czwartek, 26 czerwca 2014

Przed NBA Draft 2014 - TOP 15




1. Cleveland Cavaliers– Andrew Wiggins SF wzrost: 6-8 uczelnia: Kansas rocznik: ‘95


Cavs mieli ledwie 1,7% szans na wylosowanie pierwszego numeru w tegorocznym drafcie, a jednak szczęście ponownie się do nich uśmiechnęło. Jeszcze do niedawna głównym faworytem Kawalerzystów był Joel Embiid, jednak jego kontuzja stopy praktycznie zaprzepaściła szanse Kameruńczyka. Więc ich głównym celem wydaje się być ktoś z dwójki: Jabari Parker – Andrew Wiggins. Parker ponoć bardzo słabo zaprezentował się na indywidualnych treningach w Cleveland, co może okazać się decydujące. W obecnej sytuacji faworytem Cavs wydaje się być Andrew Wiggins. Były skrzydłowy uczelni Kansas Jayhawks ma za sobą bardzo dobry sezon, a swoją grą na parkietach NCAA udowodnił, że jest niecodzienne utalentowanym zawodnikiem. Tymczasem w barwach Cavaliers może już od przyszłego sezonu z Kyrie Irvingiem stworzyć zabójczy duet ofensywny.

2. Milwaukee Bucks – Jabari Parker SF/PF wzrost: 6-8 uczelnia: Duke rocznik: ‘95

Jedna z plotek twierdzi, że Parker tak bardzo chce trafić do Bucks, że specjalnie bardzo słabo zaprezentował się na treningach w Cleveland. Absolwent renomowanej uczelni Duke posiada rodzinę niedaleko Milwaukee, więc jego wymarzonym klubem wydają się być Kozły. Wszystko na to wskazuje, że marzenie Parkera się ziści. Ponieważ władze Bucks bardzo są nim zainteresowani i prawdopodobnie się na niego zdecydują. Jabari to niezwykle wszechstronny zawodnik. Na parkietach NCAA z powodzeniem grał wymiennie na pozycji niskiego i silnego skrzydłowego. W swojej grze momentami łudząco przypomina Kevina Duranta. Jednak w przeciwieństwie od lidera Thunder Parker dużo lepiej odnajduje się w tłoku podkoszowym, co powoduje, że może być idealnym uzupełnieniem strefy podkoszowej Kozłów.

3. Philadelphia 76ers – Dante Exum PG wzrost: 6-6 Australia rocznik: ‘95

Wymarzonym wyborem Sixers w tym roku jest Dante Exum. Natomiast miejsce w składzie dla utalentowanego Australijczyka miałby zwolnić sam Michael Carter-Williams, który miałby zostać oddany do innego klubu. Działacze ekipy z Philadelphii wręcz zakochali się w umiejętnościach oraz potencjale tego rozgrywającego. Na tyle, że są gotowi wręcz za bezcen oddać swojego Rookie of the Year. W przypadku braku chętnych na MCW, opcją rezerwową dla Sixers wydaje się być Joel Embiid, który znacząco wzmocniłby szeregi podkoszowe 76ers. Jednak nadal faworytem działaczy jest Dante Exum, który uważany jest za największy australijski koszykarski talent od czasów Andrew Boguta.  

4. Orlando Magic – Joel Embiid C wzrost: 7-0 uczelnia: Kansas rocznik: ‘94

Drużyna z Florydy zdecydowanie potrzebuje wszechstronnego rozgrywającego, który odciążyłby Victora Oladipo. Idealnym rozwiązaniem dla nich wydaje się być Dante Exum, oczywiście jeśli nie zostanie wcześniej wybrany. W takim wypadku działacze Magic prawdopodobnie podejmą ryzyko i wybiorą centra - Joela Embiida. A z kolejnym 12. numerem będą szukać odpowiedniego wzmocnienia na pozycji rozgrywającego. W obwodzie jest również Marcus Smart, ale on raczej niezbyt odnalazłby się w duecie z Oladipo. Tymczasem w pełni sił Embiid jest zdecydowanie najlepszym centrem w całym zestawieniu. Oczywiście ostatnio zmagał się z kontuzją pleców, a tuż przed draftem z urazem stopy. Jednak mimo, to potencjał ofensywny, jak i defensywny tkwi w nim ogromy. I przy odpowiedniej rehabilitacji, w przyszłości może okazać się prawdziwą bestią w polu trzech sekund Magic.

5. Utah Jazz – Noah Vonleh PF wzrost: 6-9 uczelnia: Indiana rocznik: ‘95

Po tym jak Salt Lake City opuścił Paul Millsap, który postanowił przenieść się do Atlanty, to Jazz mają ogromny wakat na pozycji silnego skrzydłowego. Więc ich piąty numer w drafcie wydaje się być idealną szansą na uzupełnienie tych braków. Zdecydowanym faworytem Jazz wydaje się absolwent uczelni Indiana – Noah Vonleh, który wywarł bardzo dobrze wrażenie na działaczach klubu. Volnah swoich przyszłych pracodawców szczególnie zachwycił swoimi świetnymi warunkami fizycznymi oraz jak na ledwie 18-letniego zawodnika bardzo dojrzałym podejściem do sportu. Noah nie jest typem gwiazdora, a raczej gracza, który ciężko haruje pod oboma koszami. A swoim usposobieniem idealnie pasuje do ekipy Jazz. Drugim kandydatem do gry w Salt Lake City jest Julius Randle, ale priorytetem nadal wydaje się być Vonleh.

6. Boston Celtics – Marcus Smart PG/SG wzrost: 6-3 uczelnia: Oklahoma St. rocznik: ‘94

Drużyna z Bostonu nadal liczy na transfer Kevina Love do Celtics, więc całkiem możliwe, że tegoroczne wybory w drafcie powędrują do Minnesoty Timberwolvers. Jednakże zarówno ekipa Celtów, jak i Wilków z chęcią przygarnęłaby do swojego zespołu Marcusa Smarta. Absolwent uczelni Oklahoma State, to bardzo fizyczny rozgrywający/rzucający obrońca, który idealnie mógłby uzupełniać się z Rondo, czy Rubio. Smart w swoje grze łudząco przypomina Victora Oladipo, czy Dwayne’a Wade’a. Z powodzeniem może grać zarówno na pozycji rozgrywającego lub rzucającego obrońcy, a co najważniejsze - fizycznie jest już gotowy na niezwykle wymagające warunki NBA. Natomiast jego sporym atutem nie jest tylko ofensywa, ale również defensywa, szczególnie w sytuacjach jeden na jeden. Jednakże jego ogromną wadą jest psychika, która często zawodzi go w najważniejszych momentach spotkania. W przyszłości może sprawiać również problemy natury wychowawczej.

7. Los Angeles Lakers – Julius Randle PF wzrost: 6-9 uczelnia: Kentucky rocznik: ‘95

Poprzedni sezon Los Angeles Lakers udowodnił, że drużyna z Miasta Aniołów posiada braki kadrowe praktycznie na każdej pozycji. Prawdopodobnie zespół opuści silny skrzydłowy – Paul Gasol oraz rozgrywający – Steve Nash. Obaj zawodnicy są już łączeni z kilkoma klubami. Tym samym Lakers powinni skupić się na jak najlepszym zapełnieniu luk po swoich byłych graczach. Priorytetem dla ekipy z L.A. wydaje się być podkoszowy - Julius Randle, który ma za sobą świetny sezon na uczelni Kentucky Wildcats. Randle jak na ledwie 19-letniego zawodnika bardzo dobrze odnajduje się w kombinacyjnej koszykówce. Świetnie wykorzystuje swoje znakomite warunki fizyczne oraz niecodzienną siłę, a przy tym jest bardzo przyzwoicie wyszkolony technicznie. Na parkietach NCAA był wręcz nie do zatrzymania, w grze zarówno przodem, jak i tyłem do kosza. Bez wątpienia może okazać się bardzo przyzwoitym wzmocnieniem „nowych” Lakers.

8. Sacramento Kings – Doug McDermott SF/PF wzrost: 6-8 uczelnia: Creighton rocznik: ‘92

Zespół z Sacramento pomimo wzmocnień w postaci Rudy Gay’a ma z sobą fatalny sezon. Kings potrzebują zawodnika, który może grać wymiennie zarówno pod koszem, jak i na obwodzie, a przy tym jest całkiem przyzwoitym strzelcem. Idealnym rozwiązaniem problemów kadrowych Królów jest – Doug McDermott. McDermott po czterech latach spędzonych na uczelni Creighton w końcu zdecydował się na karierę w NBA. Doug jest synem trenera, który prowadził jego uczelnianą drużynę i bez wątpienia najlepszym strzelcem w tegorocznym drafcie. W zeszłym sezonie na niezbyt prestiżowej uczelni Creighton, McDermott junior notował średnie punktowe na poziomie: 26.7 punktu, 7.0 zbiórki, przy rewelacyjnej skuteczności (45%) zza łuku. Jednak nie wiadomo jak świetnie technicznie i psychicznie ułożony McDermott odnajdzie się w szaleńczej koszykówce Kings. Jeśli to się uda, to może okazać się idealnym uzupełnieniem Gay’a i Cousins’a.  

9. Charlotte Hornets – Aaron Gordon PF wzrost: 6-9 uczelnia: Arizona St. rocznik: ‘95

Idealnym rozwiązaniem dla Hornets byłyby Chorwat – Dario Saric, ale największy talent chorwackiej koszykówki zdecydował się karierę w Europie i dwa kolejne sezonu spędzi w Anadolu Efes Stambuł. Oczywiście ekipa z Charlotte może zaryzykować i go wybrać. Jednak wtedy muszą przygotować się na to, że co najmniej dwa lata będą musieli radzić sobie bez niego. W takim wypadku idealnym uzupełnieniem dla Hornets na pozycji silnego skrzydłowego wydaje się być – Aaron Gordon. Na byłego gwiazdora uczelni Arizona chrapkę mają również działacze Sixers, lecz klub Michaela Jordana może ich w tym ubiec. Gordon, to zdecydowanie najbardziej ekspresywny silny skrzydłowy w ty zestawieniu. W swojej grze bardzo przypomina Blake’a Griffina, lecz od gwiazdora Clippers jest dużo gorzej wyszkolony technicznie. Mimo to, z rozgrywającym Hornets – Kembą Walkerem może stworzyć niezwykle efektowny i skuteczny duet.

10. Philadelphia 76ers – Jusuf Nurkić C wzrost: 6-11 BiH rocznik: ‘94

Drugi wybór włodarzy Sixers jest mocno uzależniony od tego, na kogo zdecydują się „trójką”. Jeśli będzie to, Dante Exum, to będą potrzebować podkoszowego. Natomiast jeśli wybór padnie na Joela Embiida, to będą szukać strzelca, bądź rozgrywającego. W tym zestawieniu wybrali Australijczyka, więc w swojej rotacji brakuje im centra. Dość nieoczekiwanie ekipa z Filadelfii może zdecydować się na Bośniaka – Jusufa Nukica. Nurkic ma za sobą bardzo dobry sezon w barwach drużyny Cedevita Zagrzeb, gdzie był prawdziwą gwiazdą zespołu. Jusuf może nie jest typowym nowoczesnym środkowym, ale jest niezwykle przydatny zarówno w obronie, jak i w ataku. Jego największym atutem jest to, że przy swojej „toporności” świetnie potrafi odnaleźć się tłoku podkoszowym oraz w grze pick and roll.

11. Denver Nuggets – Nik Stauskas SG wzrost: 6-6 uczelnia: Michigan rocznik: ‘94

Baryłki w swoim składzie zdecydowanie potrzebują obwodowego strzelca, a najlepszym tego typu zawodnikiem w całym zestawieniu jest Nik Stauskas. Kanadyjczyk, który ma swoje korzenie na Litwie rewelacyjnie odnalazł się w zeszłym sezonie w roli lidera uczelni Michigan, notując średnie na poziomie: 17.5 punktu (44% za trzy), 3.3 asysty oraz 2.9 zbiórki. Poza świetnym rzutem dysponuje on bardzo dobrym przeglądem pola w grze na koźle oraz czymś niezwykle istotnym, czyli koszykarskim IQ. Nik bez wątpienia będzie łakomym kąskiem nie tylko dla Nuggets, ale i dla całej ligi, ponieważ każdy trener chciałby mieć takiego zawodnika w swoim zespole. W razie niepowodzenie opcją rezerwową ekipy Denver jest Gary Harris.

12. Orlando Magic – Elfrid Payton PG wzrost: 6-4 uczelnia: La Lafayette rocznik: ‘94

Magic mają olbrzymi wakat na pozycji rozgrywającego, więc jeśli z numerem czwartym nie uda im się pozyskać Dante Exuma, to kolejną okazją będzie właśnie ich 12. numer. W zależności od koncepcji trenera oraz generalnego menadżera będzie to ktoś z trójki: Elfrid Payton, Tyler Ennis oraz Shabazz Napier. Największe szanse ma ten pierwszy, który na przed draftowych treningach wykazywał zdecydowanie największy potencjał w ofensywie i defensywie. Jego boiskowym odpowiednikiem wydaje się być Rajon Rondo, ale przed Paytonem jeszcze sporo pracy, by osiągnąć podobny poziom co gwiazdor Boston Celtics. Mimo to w przyszłości może okazać się czołowym rozgrywającym ligi. Jednakże działacze Magic decydując się na niego podejmują spore ryzyko, ponieważ jest on absolwentem małej i nieznanej uczelni – La Lafayette. Dużo bezpieczniejszą opcją jest ktoś dwójki Ennis – Napier.

13. Minnesota Timberwolvers – Zach LaVine PG/SG wzrost: 6-6 uczelnia: UCLA rocznik: ‘95

Przyszłość Timberwolvers jest mocno uzależniona od tego, do jakiego klubu i za co powędruje Kevin Love. Mimo to wymarzonym wyborem Wilków jest Nik Stauskas, lecz on prawdopodobnie zostanie wybrany dużo wcześniej. W takiej sytuacji włodarze klubu z Minnesoty będą szukać zawodnika, który z powodzeniem może grać zarówno na pozycji rozgrywającego, jak i rzucającego obrońcy. Więc wydaje się, że rozsądnym wyborem byłby Zach LaVine z uczelni UCLA. Zach to niezwykle wszechstronny zawodnik, który w swoje grze bazuje głównie na swojej motoryce. 19-letni obrońca w swoich parkietowych poczynaniach przypomina innego absolwenta uczelni UCLA – Russella Westbrooka. Jednak w przeciwieństwie do swojego starszego i bardziej sławnego kolegi, LaVine jest dużo słaby fizycznie oraz niezwykle szczupły, co jak na warunki NBA może być sporym problemem.

14. Phoenix Suns – Gary Harris SG wzrost: 6-4 uczelnia: Michigan St. rocznik: ‘94

Dla Słońc kluczowym wyborem w tegorocznym drafcie powinno być pozyskanie świetnego strzelca obwodowego, którego zadaniem byłoby rozciąganie obrony rywala. Oczywiście idealnie w tej roli odnajdywałby się Nik Stauskas, jednak o nim włodarze Suns raczej mogą zapomnieć. W takim wypadku najrozsądniejszym wyborem wydaje się być Gary Harris, który w poprzednim sezonie był jednym z liderów silnej uczelni Michigan State. Po za dobrym rzutem, Harris może zaskoczyć swoich rywali również bardzo dobrym minięciem, celnym rzutem z półdystansu, błyskawicznym wyjściem po zasłonie, czy skuteczną akcją w obronie zwieńczoną przechwytem. Jedyną jego wadą jak na rzucającego obrońcę, są bardzo skromne warunki fizyczne.

15. Atlanta Hawks – Rodney Hood SF wzrost: 6-8 uczelnia: Duke rocznik: ‘92

Hawks na gwałt potrzebują zawodnika z pozycji niskiego skrzydłowego, który będzie mógł z powodzeniem kryć największe obwodowe gwiazdy przeciwnika oraz w trudnych momentach odblokuje zespół w ataku. Wręcz idealnym dla nich rozwiązaniem jest Rodney Hood, który jest całkiem przyzwoitym obrońcom, a w ofensywie potrafi zagrozić przeciwnikowi praktycznie w każdym aspekcie gry. Na dodatek jest absolwentem renomowanej uczelni Duke, co powoduje, że odnajdzie się w nawet najbardziej skomplikowanej taktyce. Możliwe również, ze władze Jastrzębi zdecydują się na bardziej wszechstronnego - T.J. Warrena. Jednak dużo bezpieczniejszą i przewidywalną opcją wydaje się być Hood.

Inni zawodnicy, na których warto zwrócić uwagę:

Tyler Ennis - PG, 6-2, Syracuse
Clint Capela - PF/C, 6-11, Szwajcaria
P.J. Hairston - SG, 6-5, NBDL
Shabazz Napier - PG, 6-1, UConn
James Young - SG/SF, 6-6, Kentucky
Bogdan Bogdanović - SG, 6-6, Serbia
Glen Robinson III - SF, 6-7, Michigan
Vasilije Micic - PG, 6-4, Serbia
Patric Young - PG, 6-10, Floryda
James McAdoo - PF, 6-9, North Carolina 

wtorek, 17 czerwca 2014

Przyczyny klęski Miami Heat


Pięć przyczyn klęski Miami Heat:

- Tragiczna defensywa

We wcześniejszych zwycięskich finałach Heat ich największą siłą nie była „Wielka Trójka”, a bardzo dobra defensywa. Niestety, ale chyba do tegorocznych finałów nie podeszli równie mocno zmobilizowani, co było widać już od pierwszego pojedynku. Gracze Żaru przegrywali większość pojedynków jeden na jeden (nawet James), co powodowało, że kolejne czyste pozycje na obwodzie mięli Spurs. Na domiar złego nie radzili sobie z kolejnymi „ekstra pasami” oraz siłą podkoszową rywala.

- Lebron James to za mało!

Jedynym zawodnikiem, który nie zawiódł w zespole z Florydy był Lebron James, który notował średnie na poziomie 28.2 punktu, 7.8 zbiórki i 4.0 asysty. Natomiast poza liderem Heat wszyscy inni zawiedli. Szczególnie blado na tle LBJ’a wyglądali Dwayne Wade ledwie 15.2 punktu, 3.8 zbiórki i 2.6 asysty oraz Chris Bosh, który notował średnio 14.0 punktu i 5.2 zbiórki. Tymczasem obaj panowie w cuglach przegrali rywalizację z zawodnikami Ostróg ze swojej pozycji. Duet Duncan – Ginobili, po prostu ich upokorzył. Jednakże słaba dyspozycja Wade’a i Bosha, to tylko wierzchołek góry lodowej. Zawiedli praktycznie wszyscy. No może poza Rayem Allenem, który całkiem nieźle się zaprezentował notując średnie na poziomie 9.8 punktu, 3.0 zbiórki i 1.8 asysty. Bardzo słabo grali podkoszowi: Chris Andersen oraz Udonis Haslem, którzy mieli ogromne problemy z szybkościowa koszykówką Spurs. Do tego grona można również zaliczyć innych z Norris’em Cole’m na czele.


- Brak klasowego rozgrywającego

Gdy cztery lata temu do klubu przychodził Lebron James oraz Chris Bosh wszyscy sceptycy tego projektu podkreślali, że największą wadą „nowych Heat”, będzie brak klasowego rozgrywającego. Przez cztery sezony ekipa z Florydy jakoś sobie z tym radziła. Ciężar rozgrywania wziął na siebie m. in. Lebron James. Jednakże z kolejnymi meczami gra Heat wydawała się być coraz bardziej przewidywalna. Natomiast aktualne finały całkowicie obnażyły braki drużyny Żaru na tej pozycji. Mario Chalmers zakończył finały ze średnimi na poziomie 4.4 punktu, 2.8 asysty oraz 1.4 zbiórki, natomiast Norris Cole 3.2 punktu i 1.8 asysty. Ich marne osiągnięcia, chyba najlepiej pokazują to, że głównym celem transferowym Heat przed najbliższym sezonem powinno być zakontraktowanie klasowego rozgrywającego.

- Niezrozumiała rotacja

Tegoroczne finały, jak i cała faza Playoffs NBA mocno zaburzyły – wcześniej pewną – pozycję Erika Spoelstry w klubie z Florydy. W poprzednich latach (mimo finałowej porażki z Mavs) potrafił wydobyć ze swoich zawodników to co najlepsze. Jednakże tym razem zupełnie się pogubił. Nagle w pierwszej piątce pojawił się Rashard Lewis, który wcześniej był raczej zawodnikiem od zadań specjalnych. Były zawodnik m. in. Orlando Magic może w ataku nie zawodził (8.6 punktu), ale w obronie był zupełnie bezproduktywny (1.6 zbiórki). Tymczasem na ławce większość czasu spędzali ci, którzy w poprzednim sezonie byli czołowymi zawodnikami Heat, czyli Shane Battier oraz Udonis Haslem.

- Brak mentalności zwycięzcy

Na kolejnych konferencjach prasowych, po kolejnych porażkach James i reszta przekonywali dziennikarzy, że mają wszystko pod kontrolą. Lecz szybko się okazało, że była to tylko niezbyt przekonująca zasłona dymna. Ponieważ Heat nie potrafili podnieść się po kolejnych porażkach, nawet we własnej hali. Wydaje się, że gdzieś w tym wszystkim zbrakło po prostu mentalności zwycięzcy. Zwykłego głodu zwycięstwa, czego od takich sportowców powinniśmy wymagać. Natomiast Lebron James, który wcześniej już kilka razy przegrał w wielkim finale wydawał się być tym zupełnie nie przejęty. I niestety taka jest różnica pomiędzy Jamsem, a Jordanem. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Przyczyny sukcesu San Antonio Spurs


Pięć przyczyn sukcesu San Antonio Spurs:

- Skrajnie zespołowa koszykówka oraz rewelacyjna defensywa

Bez wątpienia największą siłą San Antonio Spurs w tych finałach nie były indywidualności, a skrajnie zespołowa koszykówka, którą świetnie napędzała skuteczna defensywa. Ostrogi swoim zwycięstwem udowodnili, że taktyka obrana 18-lat temu przez Gregga Popovicha jest ponad czasowa i żadne „wielkie trio” nie jest wstanie tego zburzyć. Spurs doskonale zagęszczali pole trzech sekund, tym samym ograniczając penetrację pod kosz przeciwnika, a w szczególności Lebrona Jamesa. Natomiast w ataku maksymalnie przyśpieszali swoją grę piłką, która momentami kilkukrotnie krążyła po obwodzie, aż w końcu znalazła odpowiedniego zawodnika.

- Bilans, bilans i jeszcze raz bilans

Tym sukcesem Spurs pokazali na czym powinna opierać się współczesna koszykówka. A mianowicie zachowanie odpowiedniego bilansu, w każdym aspekcie gry. Ekipa z Teksasu dowiodła, że jest w tym prawdziwym mistrzem. Zachowując idealne proporcje praktycznie w każdym wymiarze gry, od odpowiedniej selekcji rzutów, czynniku asyst do strat, po punkty zdobywane przez zawodników pierwszej piątki i rezerwowych. Zachowując przy tym niezwykle wysoką skuteczność rzutów z gry. 
Wykres rzutów San Antonio Spurs 


- Kawhi Leonard

Kawhi Leonard przebył niesamowicie wyboistą i krętą drogę, by być w tym miejscu gdzie jest teraz. Przez ostatni rok przeobraził się z zawodnika od zadań specjalnych w defensywie, w gracza praktycznie kompletnego. Z pełną świadomością trzeba przyznać, że niespełna 23-letni skrzydłowy został zasłużenie uhonorowany nagrodą MVP. Leonard w całej serii finałowej notował średnie na poziomie 17.8 punktu, 6.4 zbiórki oraz rewelacyjną skuteczność (58%) zza łuku, co nigdy nie było jego mocną stroną. Kawhi tymi finałami potwierdził również, że w niedalekiej przyszłości będzie gotowy przejąć pałeczkę lidera Spurs od Tima Duncana, którego wcześniej namaścił sam David Robinson. Pod względem charakteru idealnie pasuje do roli przywódcy Ostróg, bowiem nie jest wielką gwiazdą, a raczej zawodnikiem, który skupia się na codziennej, mozolnej, ciężkiej pracy na parkiecie.

Statystyki rzutowe Leonarda w trzech ostatnich meczach

- Niezawodni Tim Duncan oraz Tony Parker

Przed tegorocznymi finałami kibice Spurs mocno zamartwiali się o dyspozycję ich największych gwiazd, czyli Tima Duncana oraz Tony Parkera. TD pomimo swoich 38 lat zaprezentował się wręcz fenomenalnie, notując średnie na poziomie 15.4 punktu oraz 10.0 zbiórki. Zważywszy na jego podeszły wiek (jak na sportowca), to te osiągnięcia zasługują na wyróżnienie. Tymczasem zmagający się z urazami i różnego rodzaju problemami fizycznymi Parker udowodnił, że posiada niezwykłą wolę walki. Mimo słabszych występów całe finały zakończył jako najlepszy strzelec swojego zespołu (18.0 punktu).

- Zawodnicy drugiego planu

Od wielu lat ogromną siłą z ławki Spurs jest Manu Ginobili, który w tych finałach również nie zwiódł notując średnie na poziomie 14.4 punktu, 4.4 asysty i 3.0 zbiórki. Jednak tym razem do rewelacyjnego Argentyńczyka dołączyli także pozostali „ławkowicze”. Prawdziwym objawienie serii był Australijczyk Patty Mills, którzy zdobywał średnio 10.2 punktu, przy 57% zza łuku. Natomiast niesamowitą wszechstronnością popisał się niepozorny – Boris Diaw, który notował średnio 6.2 punktu, 8.6 zbiórki i 5.8 asyst. Wielokrotnie popisując się niecodziennym przeglądem pola jak na wysokiego zawodnika. Świetnie ze swoich ról wywiązali się również: Tiago Splitter, Danny Green, czy Marco Belinelli. 


P.S. Już jutro pięć przyczyn klęski Miami Heat. 

środa, 11 czerwca 2014

Mozolne odradzanie się potęgi


Sezon Asseco Gdynia skończył się już jakiś czas temu. Zawodnicy rozjechali się po domach, a ja postanowiłem napisać swego rodzaju podsumowanie sezonu ekipa z Gdyni. Dlaczego tak późno? Ponieważ z racji tego, że jestem kibicem Asseco postanowiłem z czasem nabrać odpowiedniego dystansu do obecnej sytuacji mojej ulubionej drużyna na parkietach TBL.

Ciężkie początki, ale dobry koniec

Działacze z Gdyni przed sezonem stali przed nie lada wyzwaniem, bowiem musieli rozpocząć budowę składu całkiem inaczej niż miało to miejsce w ostatnich latach. Ponieważ Asseco dysponowało dość ograniczonym budżetem, jak na dziewięciokrotnych mistrzów Polski. Jak ciężkie to było wyzwanie, najlepiej świadczy cicha współpraca z Tomasem Pacesasem, który miał spory wpływ na nowe transfery. Pomimo, to pierwsze wzmocnienia w postaci: Maksima Kovacevića, Filipa Zekavicica, czy Christophera Gatsona nie okazały się zbytnio wartościowe. Jedynym udanym transferem zagranicznym Asseco z początku sezonu był Amerykanin -  A.J. Walton, który okazał się objawieniem całej Tauron Basket Ligi. Lecz włodarze zespołu po kilku meczach naprawili swoje błędy ściągając do Trójmiasta starego znajomego – Fiodra Dmitrewa oraz Litewskiego giganta – Ovijdjusa Galdijkas.

Po Waltonie największym sukcesem kadrowym klubu było zatrudnienie Davida Dedka. Słoweniec, po rocznej przygodzie w Starcie Gdynia dostał szanse, na jaką czekał przez całą dotychczasową karierę. I z pełną świadomością trzeba przyznać, że Dedek ową szansę znakomicie wykorzystał. Nowy trener od razu ostro zabrał się do pracy, tworząc z Gdyńskiej Areny prawdziwą twierdzę. Na przestrzeni całego sezonu Asseco zanotowało bilans 13-5 we własnej hali. A w Gdyni poległy m. in. takie zespołu jak: PGE Turów Zgorzelec, czy Stelmet Zielona Góra. Jednakże największą zaletą Dedka wydaje się być rzetelna, często mozolna praca, która powodowała, że Asseco było perfekcyjnie przygotowanie do każdego pojedynku. Druga niezwykle ważną cechą jest jego skromność oraz świetny kontakt ze swoimi zawodnikami, zwłaszcza z graczami młodego pokolenia. Moim zdaniem, po Wojciechu Kamińskim z Rosy Radom, David Dedek jest najlepszym trenerem obecnego sezonu Tauron Basket Ligi. Pomimo, iż klub z Gdyni zakończył rozgrywki na fazie ćwierćfinału.

Dedek pokazał również, że w polskich warunkach można stworzyć całkiem niezłe połącznie doświadczenia z młodzieżą. Kluczowych zawodników jak: Walton, Szczotka, Dmitrew, czy Frasunkiewicz świetnie z ławki wspierali młodzi i utalentowani: Kowalczyk, Matczak i Żołnierewicz.

Bez wątpienia w Gdyni udało się stworzyć coś, co jest najważniejsze w każdym zespołowym sporcie -  czyli prawdziwą drużynę, która potrafiła się wspólnie cieszyć ze zwycięstw oraz wspierać po bolesnych porażkach. A co równie istotne udało się również odbudować wieź na linii klub – kibice, co nie było takie proste.

Jaka przyszłość?

Budżet drużyny z Gdyni będzie opiewał na podobnym poziomie, co w poprzednich rozgrywkach, czyli na około dwóch milionów złotych. Więc nie ma co się spodziewać wielkich nazwisk w składzie Asseco, a kolejne rozgrywki mają być kontynuacja drogi obranej przed rokiem.

Kontrakty na nowy sezon z Asseco Gdynia mają obecne: Piotr Szczotka, Sebastian Kowalczyk, Filip Matczak, Przemysław Żołnierewicz, Roman Szymański oraz Litwin – Ovidijus Galdikas. Natomiast kontrakt (1+1) nadal posiada A.J. Walton. Oczywiście władze klubu wyraziły już chęci jego przedłużenia, jednak Amerykanin podejmie ostateczną decyzję po Lidze Letniej NBA, w której będzie walczył o angaż w najlepszej lidze na świecie.

Priorytetem dla działaczy Asseco wydają się dwie osoby, a są nimi trener David Dedek oraz Fiodor Dmitrew. Obaj bardzo dobrze czują się w Trójmieście i prawdopodobnie przedłużą kontrakty z klubem. Jednakże po zwiększeniu liczy drużyn w Tauron Basket Lidze mogą okazać się łakomym kąskiem dla wielu klubów. W szczególności Słoweniec, który od kilku lat ma uznaną markę na naszym rynku, a poprzednim sezonem udowodnił, to że posiada bardzo bogaty warsztat trenerski.

Całkiem możliwe, że w koszulce Asseco w przyszłym sezonie ujrzymy weterana - Przemysława Frasunkiewicza, którego ofertą pozycji trenera starała się skusić Energa Czarni Słupsk. Lecz wychodzi na to, że popularny Franz nie jest jeszcze gotowy, by zakończyć swoją koszykarską karierę. Za to w Gdyni czuje się świetnie i na pewno nadal będzie chciał występować w Asseco. W zupełniej innej sytuacji jest Łukasz Seweryn, który ma za sobą całkiem niezły sezon, jednak w najważniejszych momentach trochę zawodził. Dość nieoczekiwanie o przyszłości Seweryna w Gdyni może zadecydować inny zawodnik, a mianowicie Jarosław Zyskowski. Były gracz Kotwicy Kołobrzeg oraz syn wielokrotnego Reprezentanta Polski w koszykówce, przed poprzednim sezonem był bardzo bliski gry w Asseco. Jednakże z gry wyeliminowała go kontuzja. Ale teraz jest w pełni sił, więc jego temat występów zespołu z Trójmiasta powraca. Klub na pewno nie zdecyduje się na oby tych koszykarzy, ponieważ nadal na najwyższym poziomie ma być ogrywany – Przemysław Żołnierewicz i wypożyczony ze Stelmetu Zielona Góra – Filip Matczak.

Kogo ostatecznie zobaczymy w składzie Asseco Gdynia w sezonie 2014/15 - czas pokaże, jednak ja niezależnie od tego mam nadzieję, że na ławce trenerskiej nadal będę mógł podziwiać Davida Dedka.



wtorek, 10 czerwca 2014

Sosnowiecki błąd PLK

Władze Tauron Basket Ligi przed nadchodzącym sezonem 2014/15 przystąpiły do niesamowitej ofensywy transferowej, chcąc zwiększyć liczbę uczestników TBL do aż 16 drużyn. Pewne udziału w najwyższej klasie rozgrywkowej są m. in. Wilki Morskie Szczecin, Wikana Start Lublin, czy SIDEn Polski Cukier Toruń. O ile zaproszenia do udziału w rozgrywkach Tauron Basket Ligi dla tych klubów nie jest wielkim zaskoczeniem, to list intencyjny od władz PLK dla Basketu Zagłębie Sosnowiec jest nie małą niespodzianką.

Polski Związek Koszykówki od kilku lat usilnie stara się wskrzesić wielki basket na Śląsku. Jednak do niedawna głównym faworytem do udziału w rozgrywkach TBL była MKS Dąbrowa Górnicza, która od ładnych kilku lat występuje na zapleczu ekstraklasy, a co najważniejsze posiada odpowiedni obiekt (niecałe 3 tyś miejsc) i wydawałoby się odpowiedni budżet, by rywalizować na parkietach Tauron Basket Ligi. Jednakże dość nieoczekiwanym w wyścigu do powrotu śląskiej koszykówki na koszykarskie salony prowadzi twór o nazwie Basket Zagłębie Sosnowiec, który oficjalnie został zarejestrowany jako spółka akcyjna (uwaga!) 25 kwietnia. Więc wszystko na to wskazuje, że sytuacja w Sosnowcu jest niezwykle dynamiczna.

Jak blisko TBL jest Basket Zagłębie Sosnowiec najlepiej świadczą te słowa – Wszystko jest na dobrej drodze. Nasz start jest pewny w 99 procentach. Bo zawsze może się coś stać. Hala wymaga powiększenia widowni do 1600 miejsc ( aktualnie jest tysiąc). Musimy do 15 lipca mieć zapewniony budżet w wysokości dwóch milionów brutto oraz zapłacić wpisowe. Jego wysokość nie jest jeszcze określona, ale mówi się o kwocie ok. 300 tysięcy złotych. Jesteśmy na to gotowy – przyznaje trener Tomasz Służałek. Z tego co wiadomo są również prowadzone pierwsze rozmowy ze sponsorami oraz zawodnikami. Skład ma opierać się na ośmiu, dziewięciu Polakach oraz trzech obcokrajowcach. Najwidoczniej władze PLK mocno rozpaliły nadzieje sympatyków koszykówki na Śląsku i ich powrót do najwyższej klasy rozgrywek wydaje się być nieuchronny. Ale czy to na pewno dobra decyzja? 

Sosnowiec jako samo  miasto, nie jest zupełnie anonimowym miejscem jeśli chodzi o koszykówkę. A nawet ówczesny klub – Zagłębie Sosnowiec może poszczycić się takim sukcesami, jak dwukrotne mistrzostwo Polski w roku 1985 i 1986 oraz aż 16-stoma sezonami spędzonymi w koszykarskiej ekstraklasie. Lecz wszystko się posypało w roku 1999, kiedy spadli z ligi. Próba reaktywacji klubu po 15-latach jest naprawdę czymś, co warto pochwalić. Jednak czy progi Tauron Basket Ligi nie są za wysokie dla „nowego” Zagłębia? Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby mozolne, ale rozsądne budowanie klubu np. od drugiej, bądź nawet pierwszej ligi. Dla klubu, który nie posiada seniorskiej drużyny na żadnym koszykarskim poziomie w naszym kraju. Jedynie bardzo słaby zespół w kategorii – junior. Tak olbrzymi przeskok może równać się z ogromną katastrofą! I to nie tylko sportową, ale i finansową, a sama liga tym zaproszeniem robi krzywdę śląskiej koszykówce, a nie ją wskrzesza…   

Najlepszym przykładem na to, że władze PLK robią błąd, jest kazus Śląsk Wrocław, który po namowach zdecydował się wykupić dziką kartę w 2011 roku. Wtedy powstał klub, który był blisko połączony z WKK Wrocław i firmą Koelner. Jak to się skończyło? Chyba wszyscy wiemy. Jednak ten sam Śląsk udowodnił, że wykupienie dzikiej karty, to nie rozwiązanie. Sportowo awansując do Tauron Basket Ligi z poziomu drugiej ligi. Duma Dolnego Śląska tym samym dowiodła, że klubu oraz drużyny nie buduje się w kilka tygodni i że do tego potrzeba naprawdę dużo czasu, by nie zakończyło się to katastrofą. Miejmy nadzieje, że przykład Śląska będzie przestrogą dla władz klubu z Lublina, Szczecina, czy Torunia.   


Pomimo zapewnień jednego z działaczy „nowego” Zagłębia Sosnowiec ich udział w nadchodzącym sezonie TBL wydaje się jednak mało prawdopodobny. Ponieważ prezes Tauron Basket Ligi – Jacek Jakubowski w jednym z wywiadów przyznał, że w nowych rozgrywkach do Lublina, Szczecina i Torunia dołączy Dąbrowa Górnicza. Mimo to, wystosowanie takiego listu intencyjnego do praktycznie nie istniejącego koszykarsko klubu, jest wielkim błędem PLK!  

poniedziałek, 26 maja 2014

Kogo może zabraknąć w kadrze Taylora?

Dziś nowy trener reprezentacji Polski – Mike Taylor podał szeroki 25-osobowy skład na zbliżające się eliminacje do EuroBasketu w 2015 roku. Jednak jeszcze przed obozem przygotowawczym szkoleniowiec naszych koszykarzy skreśli siedmiu, a raczej ośmiu (biorą pod uwagę Aarona Cela) zawodników z tej listy. Więc postanowiłem wyręczyć Taylora, a raczej przewidzieć kogo zabraknie w tym gronie.

Z kadry raczej na pewno zrezygnują największe gwiazdy naszej drużyny, czyli Marcin Gortat oraz Maciej Lampe. Gortat w przerwie pomiędzy sezonami będzie chciał się skupić na podpisaniu nowego wielkiego kontraktu, niż na występach w reprezentacji. Tym bardziej, że ma za sobą bardzo ciężki i długi sezon NBA. Natomiast Lampe, po bardzo trudnych rozgrywkach w barwach FC Barcelony prawdopodobnie będzie chciał samotnie odbudować swoją formę. Choć obecność Maćka w kadrze jest dużo bardziej możliwa niż Marcina.


Na pewno w reprezentacji zabraknie jednego z dwójki najbardziej doświadczonych rozgrywających. Łukasz Koszarek dość poważnie zastanawia się nad odpoczynkiem od reprezentacji z kilku poważnych powodów. Tymczasem Krzysztof Szubarga, nie jest zbytnio lubiany i szanowany przez działaczy PZKOSZ, chociaż teoretycznie decyzje podejmie sam Mike Taylor. Ja osobiście stawiam na Szubargę, bowiem w tym roku Koszarka będzie bardzo trudno namówić na występy w kadrze.

Thomas Kelati jest niezwykle lubiany oraz szanowny w naszym kraju, więc powołania dla byłego zawodnika PGE Turowa Zgorzelec nie mogło po prostu zabraknąć. Jednakże obiektywnie podsumowując jego obecny sezon w barwach UCAM Murcia, to jego udział w 18-stce byłby niesprawiedliwy w stosunku do innych kadrowiczów. Ponieważ Kelati zaliczył zdecydowanie najgorsze rozgrywki w swojej karierze.

Natomiast samo powołanie jest już i tak wielkim wyróżnieniem dla takich zawodników jak: Tomasz Gielo, Jarosław Mokros i Piotr Pamuła, którzy mają raczej znikome szanse na udział w tegorocznych eliminacjach. Teoretycznie największe szanse ma 21-letni Gielo, lecz na pozycji silnego skrzydłowego ma bardzo dużą konkurencje (Kulig, Leończyk, Cel, Czyż), co powoduję, że może zabraknąć dla niego miejsca. Z całą sympatią z listy muszę skreślić również Piotrka Pamułę, który zbliżającą się przerwę powinien raczej wykorzystać na odbudowaniu swojej formy, po ciężkiej kontuzji. Zaś obecność Mokrosa w szerokiej kadrze jest już i tak nie lada niespodzianką.

1. Michał Chyliński, PGE Turów Zgorzelec, Polska
2. Olek Czyż, Canton Charge, NBDL/USA
3. Jakub Dłoniak, ROSA Radom, Polska
4. Adam Hrycaniuk, Stelmet Zielona Góra, Polska
5. Przemysław Karnowski, Gonzaga Univ., NCAA/USA
6. Damian Kulig, PGE Turów Zgorzelec, Polska
7. Paweł Leończyk, Trefl Sopot, Polska
8. David Logan, Alba Berlin, Niemcy
9. Kamil Łączyński, ROSA Radom, Polska
10. Michał Michalak, Trefl Sopot, Polska
11. Mateusz Ponitka, BC Oostende, Belgia
12. Michał Sokołowski, Anwil Włocławek, Polska
13. Szymon Szewczyk, Virtus Roma, Włochy
14. Krzysztof Szubarga, AZS Koszalin, Polska
15. Tomasz Śnieg, Energa Czarni Słupsk, Polska
16. Adam Waczyński, Trefl Sopot, Polska
17. Łukasz Wiśniewski, PGE Turów Zgorzelec, Polska
18. Przemysław Zamojski, Stelmet Zielona Góra, Polska

+ ewentualne powołanie dla Aarona Cela z PGE Turowa Zgorzelec 

czwartek, 15 maja 2014

Spore zmiany na ławkach trenerskich klubów NBA

Sezon NBA powoli wchodzi w decydującą fazę rozgrywek. Tymczasem w klubach, które mają już za sobą sezon 2013/14 doszło do sporych przetasowań na ławkach trenerskich.

Jednym z pierwszych trenerów, którzy utracili pracę po aktualnym sezonie NBA był Mike Woodson, który miał przyjemność prowadzić New York Knicks. Na stanowisku pierwszego szkoleniowca miał go zastąpić Steve Kerr, którego gorąco namawiał prezydent Knicks - Phil Jackson. Jednak jak się okazało Jackson nie zdołał przekonać swojego byłego podopiecznego, który postanowił wybrać trochę inny kierunek.

Po fatalnych rozgrywkach z posadą musiał się również pożegnać Mike Brown. Jednym z kandydatów do zastąpienia byłego szkoleniowca Cleveland Cavaliers jest aktualny trener drużyny NCAA Kentucky Wildcats – John Calipari. W walce o posadę liczyć się będzie również George Karl, który dość niedawno prowadził Denver Nuggets.

Stanowiska nie utrzymał również Ty Corbin z Utah Jazz. Na jego stanowisku prawdopodobnie zastąpi go Jim Boylen, aktualny asystent Gregga Popovicha w San Antonio Spurs. Działacze Jazz rozważają również zatrudnienie Ettore Messiny z CSKA Moskwa, któremu jednak jest znacznie bliżej do innego klubu.

Natomiast w Minnesocie pracę stracił Rick Adelman, który nie zdołał doprowadzić Wolvers do upragnionej fazy playoffs. Całkiem możliwe, że nowym trenerem Timberwolvers zostanie Bill Donovan, który ostatnio prowadził uczelnię Floryda Gators.

Bardzo interesująca sytuacja wywiązała się również w Oakland, gdzie ze stanowiska pierwszego szkoleniowca zwolniony został Mark Jackson. Głównym kandydatem na jego zastępstwo był Steve Kerr, którego kusili New York Knicks. Innymi kandydatami byli szkoleniowcy m. in. Orlando Magic oraz Memphis Grizzlies: Stan Van Gundy i Lionel Hollins. Jednak działaczom Golden State Warriors ostatecznie udało się przekonać byłego ich zawodnika Steve’a Kerra, który w nadchodzącym sezonie będzie ich szkoleniowcem.

Po fiasku rozmów z Warriors, Stan Van Gundy nie musiał długo czekać na kolejną ofertę, bowiem dość szybko propozycję pracy złożyli mu Detroit Pistons. Z klubem z Detroit były trener m. in. Orlando Magic oraz Miami Heat podpisał pięcioletni kontrakt opiewający na 35 milionów dolarów, a w swoim nowym klubie będzie pełnił funkcje zarówno trenera jak i prezydenta. W tej ostatniej roli zastąpi mocno krytykowanego Joe Dumarsa.

Nieoczekiwanie pozycję pierwszego szkoleniowca Houston Rockets zachował Kevin McHale. Jednakże z pracą pożegnać musiał się jego asystent i specjalista od defensywy – Dean Cooper.

Zdecydowanie najciekawsza sytuacja jest w Los Angeles, gdzie ze stanowiska pierwszego trenera Lakers został zwolniony Mike D’Antoni. Jednymi z głównych kandydatów na nowego szkoleniowca Jeziorowców są Tom Thibodeau z Chicago Bulls oraz Ettore Messina z CSKA Moskwa. Jednak Thibodeau nadal ma aktualny kontrakt z Bulls i bardzo mało prawdopodobne, że władze klubu z Wietrznego Miasta go puszczą. Natomiast Messina jeszcze do niedawna był asystentem w sztabie Lakers, ale w jednym z wywiadów dość pewnie zaprzeczył plotką, by miał objąć zespół z Los Angeles. Innymi kandydatami na to stanowisko są trenerzy dotychczas pracujący w NCAA: Kevin Ollie (UConn), Ray Williams (North Carolina) oraz John Calipari (Kentucky). 

środa, 7 maja 2014

Mistrz NBA za niecałe 10 milionów?

926,500 dolarów – tyle za sezon Houston Rockets płacą jednemu ze swoich zawodników pierwszej piątki. W porównaniu Dwight Howard oraz James Harden otrzymują odpowiednio 20,513,137 i 13,701,250. Jednak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że koszykarz ten notuje średnie na poziomie: 16.6 punktu, 5.5 zbiórki oraz 4.0 asysty i jest jedną z głównych sił ofensywnych Rakiet. A kim jest ów „szczęśliwiec”? To oczywiście Chandler Parsons – podstawowy niski skrzydłowy ekipy z Teksasu. Ale co ciekawe, takich perełek, które nie dobiły nawet do miliona dolarów jest znacznie więcej w tegorocznym playoffs NBA, a co więcej, można z nich nawet sklecić bardzo przyzwoity zespół.

W zestawieniu występują wyłącznie zawodnicy, którzy w swoich aktualnych klubach zarabiają poniżej 1 miliona dolarów za sezon oraz grają, bądź grali w tegorocznym NBA Playoffs.

PG – Shaun Livingston (Brooklyn Nets)

Wielu fanów NBA ma dość mylną opinię o zespole Nets. Tak, rzeczywiście są oni aktualnie najdroższa drużyną w całym NBA, ale głównie za sprawą „ciężkich” kontraktów swoich największych gwiazd. Np. ich podstawowy rozgrywający zarabia minimalną pensję, jak na warunki NBA. Oczywiście Livingston przed sezonem był kontraktowany w całkiem innym celu, jednak kontuzja Derona Williamsa sprawiła, że został podstawowym zawodnikiem Nets. I z pełną świadomością trzeba przyznać, że ze swojej roli znakomicie się wywiązuje, nawet po powrocie D-Willa. Mnie osobiście bardzo cieszy doskonała forma Shauna, bowiem dobrze pamiętam jego fatalną kontuzję kilka lat temu.  Uważam również, że wydanie niecałych 900 tyś dolarów na Livingstona, to jedna z lepszych inwestycji Michaiła Prochorowa.

A skoro jesteśmy już przy ekipie Brooklyn Nets, to warto zauważyć jedną ciekawą rzecz. Najlepiej zarabiających zawodnikiem jest Joe Johnson, który w tym roku zgranie 21,433,718 dolarów. Tymczasem najgorzej opłacanym jest zatrudniony w trakcie sezonu Meksykanin – Jorge Gutierrez, który zarobi ledwie 54,785 tyś. Natomiast smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że pochodzi on z Meksyku. Jak dla mnie te rozbieżności finansowe są zbyt duże  

Brutto: 884,293$ Netto: 778,117$ około 2 334,533 zł

PG/SG – D.J. Augustin (Chicago Bulls)

Zawodnika z aktualnymi statystykami na poziomie: 13.1 punktu, 4.4 asysty oraz 1.8 zbiórki za ledwie 650 tyś dolarów po prostu nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu. D.J. przez cztery sezonu był podstawowym rozgrywającym Charlotte Bobcats, kiedy nagle Michael Jordan postanowił przestać inwestować w jego talent. I właśnie wtedy zaczęła się tułaczka Augustina po klubach NBA. Na szczęście dla niego, jak i dla Bulls bezpieczną przystań znalazł w Chicago. W wietrznym mieście odbudował swoją formę, a z meczu na mecz spłacał swój dług zaufania u działaczy Byków. Co więcej, jego doskonała dyspozycja spowodowała, że fani Bulls nie rozpaczali już tak bardzo po utracie Derricka Rose’a, ponieważ pod jego wodzą ekipa z Chicago pięła się w górę ligowej tabeli.

Brutto: 650,215$ Netto: 572,189$ około 1 716,567 zł

SF – Chandler Parsons (Houston Rockets)  


Parsons w 2011 roku z numerem 38 został wybrany, przez Houston Rockets, i chyba nikt się nie spodziewał, że przez trzy kolejne lata jego talent tak eksploduje, a wcześniej wspomniane statystyki są doskonałym tego odzwierciedleniem. Skrzydłowy Rakiet mozolnie pracował na nowy potężny kontrakt i wszystko wskazuje na to, że się doczeka. Jeśli nie w Houston, to na pewno stanie się bardzo łakomym kąskiem dla innych klubów NBA.

Brutto: 926,500$ Netto: 815,32$ około 2 445,930 zł

SF/PF – Draymond Green (Golden State Warriors)

Z pozycjami podkoszowymi jest już dużo trudniej, ponieważ wysocy zawodnicy zarabiają dużo lepiej, a czasem nawet są widocznie przepłacani. W mojej pierwszej piątce postawiłem więc na Draymonda Greena, który ma za sobą przełomowy sezon. Po trudnych początkach na parkietach NBA, w końcu zyskał zaufanie w oczach Marka Jacksona, który cenni go za jego wszechstronność. Green jest wręcz idealnym uzupełnieniem dla takich zawodników jak: David Lee, Stephen Curry, czy Klay Thompson, którzy są widocznie lepsi w ofensywie niż w defensywie. Natomiast Green to typowy „role player”, który potrafi poświęcić się dla zespołu, przy tym nie obciążając budżetu klubu (875,500 tyś).

Brutto: 875,500$ Netto: 770,440$ około 2 311,320 zł

PF/C – Glen Davis (Los Angeles Clippers)


Glen Davis jest już na takim etapie swojej kariery, że z pewnością na jego koncie osobisty widnieje dużo większa suma niż 338,594 tyś dolarów, którą otrzyma za obecny sezon od Clippers, a dokładniej za te kilka miesięcy. Jednak trzeba przyznać, że władze klubu z Los Angeles zrobiły całkiem niezły interes. Ponieważ za „grosze” zakontraktowali zawodnika, który przychodził do nich ze średnimi na poziomie: 12.1 punktu, 6.3 zbiórki oraz 1.6 asysty. Big Baby Davis jest idealnym przykładem zawodnika z „promocji”, którego do klubu przyciągnęły możliwe sukcesy sportowe, a nie wielkie pieniądze. Spory wpływ na jego decyzję miała również postać Doc’a Riversa, który wprowadzał go na zawodowe parkiety w barwach Boston Celtics.

Brutto: 338,594$ Netto: 297,962 około 893,888 zł

Rezerwowi: Patrick Beverley (Houston Rockets – 788,872$), Devin Harris (Dallas Mavericks – 884,293$), Chris Douglas-Roberts (Charlotte Bobcats – 660,619$), Mike Scott (Atlanta Hawks – 788,872$), DeJuan Blair (Dallas Mavericks – 884,293$), Shelvin Mack (Atlanta Hawks – 884,293$), Greg Oden (Miami Heat – 884,293$)

Oczywiście taki skład jest czyście iluzoryczny, ponieważ jak w każdej profesjonalnej drużynie sportowej, w składzie znajdują się: gwiazdy, podstawowi zawodnicy, rezerwowi, czy tzn. zadaniowcy, co sprawia, że rozbieżności finansowe są dość duże. Jednak tworzenie owego zestawiania miało tylko i wyłącznie na celu pokazanie, że czasem warto trochę szerzej przeszukać rynek zawodników i wcale nie trzeba łasić się na największe gwiazdy NBA. Zespoły takie jak: Atlanta Hawks, Charlotte Bobcats, czy chociażby Golden State Warriors udowodniają, że pomimo gorszych warunków finansowych z powodzeniem mogą walczyć o fazę play-off, czy już w samych playoffs.
  



sobota, 26 kwietnia 2014

Oddajmy hołd weteranom!

Chyba każdy, chciałby oglądać w Tauron Basket Lidze zespół skomponowany z samych młodych utalentowanych koszykarzy. Jednak, czy taki projekt miałby jakieś szanse na powodzenie? Raczej nie, bowiem od kogo na codziennych treningach ta młodzież miałby się uczyć? Nawet w bardzo podobnym projekcie – Polonia 2011 Warszawa, gdzie potencjał talentu był spory, to pewnego rodzaju rolę przewodnika i nauczyciela pełnił Leszek Karwowski. A jak wygląda obecnie sytuacja na parkietach TBL? Czy młodzi zawodnicy mają się od kogo uczyć?

Oczywiście młodzież to nasza przyszłość, a co za tym idzie przyszłość koszykówki w naszym kraju. Jednak ostatnio odnoszę nieoparte wrażenie, że zbytnio przeceniamy naszych młodych koszykarzy zapominając przy tym o innych znakomitych zawodnikach. A głównie mam tu namyśli tzn. weteranów, którzy w Polsce są raczej szeroko pomijani. W naszym kraju na graczy młodego pokolenia się „chucha i dumach”, natomiast zawodnicy po trzydziestce są zupełnie niedoceniani. Dlatego ja osobiście dużo bardziej przychylam się do systemu z USA, gdzie weteran jest szeroko szanowany. Tymczasem młody musi przez wiele lat zasłużyć sobie na ów szacunek.

Bardzo dobrym wzorem klubu, gdzie stworzono ciekawe połączenie doświadczenia z młodzieżą jest Asseco Gdynia. W Gdyni niezbędne doświadczenie od swoich kolegów mogą zbierać takie talenty jak: Filip Matczak, Sebastian Kowalczyk, czy Przemysław Żołnierewicz. W Asseco znakomicie ze swojej roli wywiązują się Piotr Szczotka (32 l.) oraz Przemysław Frasunkiewicz (35 l.). Na szczególne pochwały zasługuje kapitan zespoły z nad morza, który jest prawdziwym liderem drużyny. Już na pierwszy rzut oka widać, że młodzi koszykarze Asseco mają ogromny szacunek do niego i w pewnym sensie się na nim wzorują. Wzorem prawdziwego sportowca jest również Przemek Frasunkiewicz, który wrócił do gry po ciężkiej kontuzji, pokazując tym samym to, że nigdy nie należy się poddawać. Skrzydłowy Asseco notuje również najlepszy sezon od kiedy bronił barwy Polonii Warszawa w latach 2008/09, notując średnie na poziomie 7.6 punkty oraz 3.0 zbiórki na mecz. Tymczasem jego klubowy kolega Piotr Szczotka ze statystykami na poziomie 10.7 punktu i 6.9 zbiórki zalicza najlepszy sezon od roku 2005/06, kiedy wstępował w Stali Ostrów Wielkopolski.

Najlepszym przykładem na to jak ważnymi postaciami Tauron Basket Ligi są weterani, jest postać Filipa Dylewicza (34 l.), o którego przed sezonem walczyły wszystkie czołowe kluby TBL. Ostatecznie walkę o silnego skrzydłowego wygrał PGE Turów Zgorzelec, a sam Filip już o pierwszego meczu stał się podstawowym zawodnikiem w rotacji trenera Rajković’a. Dylewicz systematycznie również spłaca swój dług zaufania u szkoleniowca. Były gracz Trefla Sopot notuje aktualnie średnie na poziomie 10.7 punktu, 6.2 zbiórki oraz 2.4 asysty wychodząc we wszystkich spotkaniach w pierwszej piątce. Osiągnięcia te może na pierwszy rzut oka nie robią jakiegoś kolosalnego wrażenia, ale warto zauważyć, że reprezentuje on barwy klubu, który występuje w europejskich pucharach (VTB) oraz jest głównym faworytem do mistrzostwa Polski.

Natomiast celująco do budowy składu przed obecnym sezonem zabrali się działacze Rosy Radom – co podkreślę jeszcze raz! Od kilku lat w Radomiu buduje się silny ośrodek koszykówki, a co najważniejsze inwestuje się również w młodzież (mistrzostwo Polski do lat 20). Więc postanowiono również ściągnąć weteranów, którzy będą przykładem dla młodszych kolegów. Mocno w budowę klubu zaangażował się Hubert Radke (32 l.), który nawet awansował z tym Rosą do Tauron Basket Ligi. Hubert posiada olbrzymie doświadczenie i równie sporą wiedzę dotyczącą koszykówki. A poza boiskiem jest świetnym przykładem sportowca, który może osiągać również inne sukcesy zawodowe. Do Radomia po latach powrócił Łukasz Majewski (31 l.), który jest podstawowym zawodnikiem Rosy ze średnią 9.7 punkty oraz 3.6 zbiórki, a co najważniejsze pochodzi z Radomia i młodzież z tego regiony ma się z kim identyfikować. W Rosie prawdziwy renesans swojej kariery przechodzi również Robert Witka (32 l.). Jednak tak naprawdę budujące jest to, ze w Radomiu niezbędnego doświadczenia od swoich starszych kolegów mogą się uczyć tacy utalentowani zawodnicy jak: Damian Jeszke, czy Daniel Szymkiewicz.

Przez lata wrocławską publiczność cieszyli swoją grą tacy doskonali zawodnicy jak: Maciej Zieliński, Dominik Tomczyk, czy Adam Wójcik. Wszyscy oni stali się żyjącymi legendami Śląska Wrocław, jednak chyba nikt się nie spodziewał, że do tego grona dołączy Radosław Hyży (37 l.). Hyży kosztem swojej kariery zdecydował się na grę nawet w 2 lidze, by wyprowadzić dumę dolnego śląska z koszykarskich peryferii na koszykarskie salony. Na szczęście, ta sztuka mu się udała i ponownie możemy oglądać tego charakterystycznego zawodnika oraz Śląsk na parkietach Tauron Basket Ligi. Jednak szczerze muszę przyznać, że nigdy nie byłem zwolennikiem Radka w akcji, ponieważ jest to typ zawodnika, którego albo się kocha, albo nienawidzi. Jednakże ostatnie jego osiągnięcia sprawiają, że coraz bardziej szanuję go jako sportowca. A ostatni wyczyn przeciwko Kotwicy Kołobrzeg, w którym zdobył aż 22 punkty (10/10 z gry) oraz miał 5 zbiórek w ledwie 24 minuty był jednym z czynników do napisania  tego tekstu. Cieszy mnie również, że takiej charakterystycznej postaci mogą się przyglądać młodzi adepci koszykówki we Wrocławiu, bo to właśnie w ich szeregach rośnie nowy Zieliński, Tomczyk, Wójcik, czy Hyży.

Znakomicie weterani radzą sobie również w Kołobrzegu, jednak tam nie ma już tak zdolnej młodzieży, co trochę martwi. Ponieważ Rafał Bigus (37 l.) oraz Grzegorz Arabas (35 l.) mogliby być świetnymi nauczycielami koszykarskiego fachu. Bigus praktycznie od zawsze jest w lidze i pomimo upływu lat nadal prezentuje bardzo przyzwoity poziom. W wieku 37-lat notuje średnio 9.2 punktu i 8.2 zbiórki oraz eval na poziomie 13.9, to nawet w barwach Kotwicy musi robić wrażenie! Wyznacznikiem świetnego sportowca jest Grzegorz Arabas, który staje się prawdziwą legendą klubu i być może w przyszłości zostanie równie dobry szkoleniowcem.

W Starogardzie Gdańskim iście spektakularny powrót do Tauron Basket Ligi zaliczył Cezary Trybański (34 l.), który był rewelacją pierwszych tygodni nowego sezonu TBL. Pierwszy Polak na parkietach NBA nie wiadomo czemu, ale przez ostatnie lata musiał tułać się po niższych ligach na całym świecie. Gdy w końcu szansę na powrót do ojczyzny postanowił mu dać prezes – Roman Olszewski. Trybański nagle stał się wielką gwiazdą ligi, co zaowocowało m. in. transferem do AZS-u Koszalin oraz nominacją do pierwszej piątki Meczu Gwiazd. Były zawodnik Memphis Grizzlies, Phoenix Suns oraz New York Knicks jest idealnym przykładem na to, że czasem warto zaryzykować i zatrudnić zawodnika z teoretycznie większym „przebiegiem”. Czarek jak na 34-letniego centra, którego wszyscy już przekreślili notuje wręcz fenomenalne osiągnięcia statystyczne: 12.0 punktu, 9.6 zbiórki, 2.5 bloku oraz 20.0 punktów eval.

Od kilku dobrych lat obserwuję zmagania w naszej koszykarskiej ekstraklasie i bardzo często odnoszę  wrażenie, że my - dziennikarze, gdzieś w swoich relacjach zapominamy o tych doświadczonych, często mniej widocznych zawodnikach. Na każdym kroku podkreśla się osiągnięcia zagranicznych zawodników, czy naszej młodzieży. A koszykarze, którzy bardzo często poświęcają się dla dobra zespołu lądują na szarym końcu, bądź w ogóle są pomijani. Doceniajmy weteranów, ponieważ to oni są „solą” naszej ligi. Zagraniczni zawodnicy przychodzą i odchodzą, a ligę tworzą właśnie oni! Zadbajmy, o to by młodzi adepci koszykówki mięli od kogo się uczyć i na kim się wzorować.

    

czwartek, 17 kwietnia 2014

Nagrody za sezon zasadniczy 2013/14 NBA

MOST VOLUABLE PLAYER

1. Kevin Durant (Oklahoma City Thunder)
2. Lebron James (Miami Heat)
3. Kevin Love (Minnesota Timberwolvers)

Zdobywca tytułu MVP sezonu zasadniczego mógł być tylko jeden. Kevin Durant przez cały sezon prezentował się wręcz fenomenalnie. Zostając najlepszym strzelcem całej ligi (31.9 pkt.) oraz bijąc rekord samego Micheal Jordana. W jednym z wywiadów nawet największy jego rywal w tej kategorii – Lebron James przyznał, że statuetka MVP powinna właśnie trafić do lidera Thunder, co doskonale obrazuje jak udany sezon zasadniczy KD ma za sobą. Myślę, że na wyróżnienie zasłużył również Kevin Love, który przez większość rozgrywek dwoił się i troił w barwach Timberwolvers, notując średnie na poziomie 26.2 punktu i 12.5 zbiórek.

MOST IMPORVED PLAYER

1. Goran Dragić (Phoenix Suns)
2. Andre Drummond (Detrot Pistons)
3. Lance Stephenson (Indiana Pacers)

Faworytem do nagrody MIP jest Lance Stephenson, jednak w moim odczuciu statuetka powinna trafić do Gorana Dragić'a. Słoweniec z podstawowego zawodnika Suns, w trakcie sezonu wyrósł na prawdziwą gwiazdę i gracza formatu All-Stars, prowadząc swój zespół do kolejnych zwycięstw. Spory progres zanotował również Andre Drummond z Detroit Pistons, który z statystyk na poziomie 7 punktów i 7 zbiórek wskoczył na 13.4 punktu oraz 13.2 zbiórek, a w całym sezonie notował aż 56 spotkań z double-double przegrywając tą rywalizacje tylko z Kevinem Love.

DEFENSIVE PLAYER of the YEAR

1. DeAndre Jordan (Los Angeles Clippers)
2. Joakim Noah (Chicago Bulls)
3. P.J. Tucker (Phoenix Suns)

Co roku mam ogromne problemy z wytypowaniem najlepszego defensora ligi, ale w tym razem było inaczej. Moim zdaniem na tą nagrodę zasługuje DeAndere Jordan, który pod wodzą Doc’a Rversa stał się prawdziwą „Bestią” pod broniącym koszem (13.6 zbiórek i 2.5 bloku). Nie zdziwi mnie również, jak statuetka trafi do centra Bulls, ponieważ znakomita defensywa Chicago Bulls – to właśnie Joakim Noah.

SIXTH MAN of the YEAR

1. Jamal Crawford (Los Angeles Clippers)
2. Markieff Morris (Phoenix Suns)
3. Marco Belinelli (San Antonio Spurs)

W zeszłym roku rywalizację Jamal przegrał z znakomitym J.R. Smith’em. Jednak już w tym sezonie nie powinno być niespodzianek i nagroda powinna wpaść w ręce Crawforda. Etatowy rezerwowy ekipy z Los Angeles powinien dostać ją nie tylko za obecny sezon, ale chociażby za całokształt swojej kariery. Mimo to, sporą i dość niespodziewaną konkurencją dla rzucającego obrońcy Clippers jest Markieff Morris. Podkoszowy Suns ze statystykami na poziomie 13.8 punktu oraz 6.0 zbiórki jest jednym z największych zaskoczeń aktualnych rozgrywek.

ROOKIE of the YEAR

1. Victor Oladipo (Orlando Magic)
2. Michael Carter-Williams (Philadelphia 76ers)
3. Trey Burke (Utah Jazz)

Zdecydowanym faworytem jest Micheal Carter-Williams i to do niego prawdopodobnie powędruje statuetka. Jednak mi osobiście dużo bardziej przypadł do gustu Victor Oladipo i to z jednego prostego powodu, bowiem w moim odczuciu nowa gwiazda Magic ma dużo większy wpływ na końcowy wynik swojego zespołu. Jestem również przekonany, że w przyszłości Oladipo będzie znacznie lepszym zawodnikiem niż MCW.

COACH of the YEAR

1. Terry Stotts (Portland Trail Blazers)
2. Dwane Casey (Toronto Raptors)
3. Steve Clifford (Charlotte Bobcats)

Chyba nikt się nie spodziewał, że Blazers tak fenomenalnie rozpoczną nowy sezon NBA. Oczywiście jeśli spojrzeć na całe rozgrywki, uplasowali się ledwie na piątej pozycji, a może na aż piątej pozycji. Mimo to uważam, że zespół ze stanu Oregon ma za sobą bardzo udany sezon zasadniczy, a główna w tym zasługa Terry Stotts, który zrobił z nich prawdziwą drużynę. Natomiast z hali Moda Center prawdziwą twierdzę (31-10). Ogromną niespodzianką była również postawa Toronto Raptors, których świetnie z wysokości ławki prowadził Dwane Casey. Jednakże wyczyn szkoleniowca Blazers trochę bardziej mi imponuje, bowiem ścisk na zachodzie był znacznie większy na przestrzeni całych rozgrywek.  

Pierwsza Piątka: Kevin Durant (Thunder), Lebron James (Heat), Chris Paul (Clippers), Kevin Love (Wolvers), Joakim Noah (Bulls)


Druga Piątka: James Harden (Rockets), Damian Lillard (Blazers), Paul George (Pacers), Anthony Davis (Pelicans), DeMarcus DeRozan (Raptors)