środa, 18 lutego 2015

Zapowiedź Gdynia Basket Cup 2015


Już jutro w Gdynia Arena rusza turniej o Puchar Polski Tauron Basket Ligi, więc warto tuż przed samą rywalizacją zastanowić się, kto ma największe szanse by sięgnąć po to trofeum.

Faworyci

Nie ma wątpliwości, że głównym faworytem tego turnieju z pewnością jest ekipa PGE Turowa Zgorzelec, która przez większość sezonu była zdecydowanie najlepszym zespołem w TBL. Jednak w ostatnich tygodniach na dyspozycji podopiecznych trenera Rajkovića widoczny wpływ mały rozgrywki Euro Cup. Bowiem niespodziewanie przegrali oni dwa ostatnie mecze, tym samym tracąc cenny fotel lidera na rzecz odwiecznego rywala Stelmetu Zielona Góra.

Wicemistrz Polski – Stelmet Zielona Góra również do Gdyni przybywa z nadziejami na końcowe zwycięstwo. Ekipa z Zielonej Góry po słabym początku rozgrywek w końcu odnalazła formę jaką zadziwiała nas w poprzednich latach. W ostatnich 13 meczach drużyna Saso Filipovskiego przegrała ledwie raz i to dość pechowo, bo ledwie jednym punktem 72:71 z AZS'em Koszalin. Natomiast wcześniej pokonując m. in. PGE Turów Zgorzelec, Rose Radom czy WKS Śląsk Wrocław.

W roli faworytów nie może zabraknąć także obrońców tytułu, czyli WKS Śląsk Wrocław. Wrocławianie byli rewelacją pierwszych tygodni nowego sezonu Tauron Basket Ligi, odnotowując dziewięć kolejnych zwycięstw przed własną publicznością. Jednakże kolejne wyjazdowe porażki sprawiły, że magia Śląska z początku sezonu gdzieś się ulotniła, a wraz z nią pozycja w tabeli. Mimo to, warto pamiętać o ich niezwykłym trumfie przed rokiem, kiedy nikt nie brał pod uwagę ich zwycięstwa, a mimo to tego dokonali. Może ostatnio nie są w najwyższej formie, ale z pewnością stać trójkolorowych na obronę tytułu.

Czarny Koń Turnieju

Jeszcze do niedawna AZS Koszalin byłby w gronie ścisłych faworytów do zwycięstwa w turnieju. Jednak ich obecna dyspozycja pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście wciąż na parkiecie wyglądają na bardzo silny zespół, lecz ciągle przytrafiają im się bolesne wpadki. Jak ta sprzed kilku dni w Słupsku, czy wcześniej w Gdyni. Akademicy mogą okazać się rewelacją turnieju – łatwo pokonując wszystkich przeciwników, bądź zupełnie zawieść – przegrywając już w pierwszym meczu z Treflem Sopot. Na ich nie korzyść niewątpliwie będzie działał fakt, że w Gdynia Arena nie najlepiej im idzie. Mimo, że to ukochana hala Qyntela Woodsa.

W kategorii: Czarnego Konia Turnieju, z całą pewnością nie może zabraknąć gospodarzy. Asseco Gdynia w obecnych rozgrywkach dowiodło, że jest zespołem o dwóch twarzach. Na ich szczęście ta lepsza ukazuje się właśnie w Gdynia Arena. Przed własną publicznością mają bilans 9-1, który jest drugim najlepszym wynikiem w Tauron Basket Lidzie. Co więcej, podopieczni Davida Dedka nie przegrali od siedmiu kolejnych spotkań i niewątpliwie będą chcieli utrzymać swoją dobrą passę. Przełomowym meczem wydaje się być ćwierćfinał. Jeśli Asseco pokona - teoretycznie silniejszą - Rosę Radom, to na pewno będzie ich stać na dojście do samego finału.

Mogą, ale nie muszą

Rosa Radom do Trójmiasta przybywa z pewnością w świetnych nastrojach, bowiem w ostatniej kolejce Tauron Basket Ligi rozbili PGE Turów Zgorzelec, co na pewno dodało im sporo pewności siebie. Jednak ekipa z Radomia nie miała szczęścia w losowaniu, ponieważ trafili na najbardziej nieobliczalny zespół w całym zestawieniu, czyli Asseco Gdynia. Z gospodarzami turnieju zawsze trudno się gra, więc rychłe odpadnięcie Rosy z Pucharu Polski nie powinno być wielkim zaskoczeniem.

Energa Czarni Słupsk podobnie jak Rosa Radom przybywa nad morze w bardzo dobrych nastrojach. W 20. kolejce pokonali oni w prestiżowym pojedynku w derbach Pomorza środkowego AZS Koszalin, który wręcz upokorzyli. Jednak turniej rozpoczną od bardzo trudnego meczu z PGE Turowem Zgorzelec, z którym ostatnio mięli okazje mierzyć się 5 października, więc wynik końcowy tego spotkania bardzo trudno przewidzieć.

Sopocianie mają zdecydowanie najbliżej na turniej Pucharu Polski, na który mogliby wybrać się nawet kolejką SKM. Lecz czy to na pewno podziała na ich korzyść? Z pewnością będą mogli liczyć na doping swoich kibiców i momentami będą czuć się jak w swojej Ergo Arenie. Jednak to nie zmienia faktu, że Trefl jest w zupełnej rozsypce. Od pięciu kolejnych meczów nie odnieśli zwycięstwa, za co zresztą posadą zapłacił Darius Maskoliunas. Na domiar złego ich ćwierćfinałowym przeciwnikiem jest AZS Koszalin, który niedawno rozbił ich 61:90. Możliwe, że zadziała efekt „nowej miotły”... ale nie musi.

Moje Typy:

PGE Turów Zgorzelec – Energa Czarni Słupsk 1

Asseco Gdynia – Rosa Radom 1

Stelmet Zielona Góra – Śląsk Wrocław 2

AZS Koszalin – Trefl Sopot 1

wtorek, 17 lutego 2015

Nie będę tęsknił Moska!


Z dniem wczorajszym rolę pierwszego trenera Trefla Sopot przestał pełnić Darius Maskoliunas, który prowadził zespół od sezonu 2013/14. W przeszłości wielokrotnie krytykowałem byłego już szkoleniowca Trefla, więc postanowiłem odpowiednio się do tego ustosunkować.

Nie ulega wątpliwości, że Litwin w przeszłości był znakomitym zawodnikiem i jego przyjście do Tauron Basket Ligi było prawdziwym hitem. Jednak z czasem jego urok zaczął gdzieś się ulatniać. Mi od samego początku niezbyt to pasowało, ale gdzieś głęboko miałem nadzieję, że się mylę. Od tak utytułowanego człowieka szczególnie oczekiwałem, że w końcu ktoś w Sopocie zacznie grać młodzieżą. Liczyłem, że już w poprzednich rozgrywkach podstawowymi zawodnikami Trefla będą Michał Michalak oraz David Brembly. Natomiast pierwsze szlify na parkietach TBL będą zbierać Grzegorz Kulka i Paweł Dzierżak. Tym bardziej, że jego asystentem był Mariusz Niedbalski, który był i wciąż jest pierwszym szkoleniowcem kadry do lat 20. Niestety, ale dość szybko okazało się, że Moska na ławce trenerskiej jest dyktatorem.

Najdobitniej o jego trudnym charakterze przekonali się młodzi zawodnicy. David Brembly tak zniechęcił się do Sopotu, że po jednym sezonie uciekł do swojej pierwszej/drugiej ojczyzny. Wielu powie, że był po prostu za słaby! Tak? To dlaczego teraz jest czołowym graczem jednego z zespołów Bundesligi? Cały poprzedni sezon obserwowałem jaki opieprz otrzymuje od Mosky za każdy najmniejszy błąd na parkiecie. Podobne męki przechodził Michał Michalak, który grał tylko dlatego, że nie było miejsca w składzie oraz budżecie na zawodnika z jego pozycji.

Trener na każdym kroku obwiniał także władze klubu. Głównym jego zarzutem były ruchy transferowe. A to że Yemi Gadri-Nicholson oraz Lance Jeter przyjechali bez formy. Yemi nie odnalazł się do końca sezonu, zaś Jeter zrzucił kilka kilogramów i coś tam pograł. Milan Majstorović też mu nie pasował - a to że za wolny, a że w obronie nie pomaga itp. Oczywiście lekiem na całe zło mięli być Litwini, czyli scenariusz doskonale znany z obecnych rozgrywek. Jednak tak naprawdę poprzedni sezon uratowali mu Adam Waczyński oraz Paweł Leończyk. A w piątym, decydującym meczu ćwierćfinału z Czarnymi Słupsk miał po prostu ogromne szczęście. Ponieważ przed czwartą kwartą Trefl przegrywał 48:61, by wygrać 75:74. Gdyby Trefl przegrał to spotkanie, to z pewnością Maskoliunas pożegnałby się z pracą.

Niestety, ale nie wyciągnął on żadnych wniosków i w tym sezonie oglądaliśmy jeszcze gorszą wersję Maskoliunasa. Lecz tym razem nie sprzyjało mu szczęście. Pewny siebie dołączył do drużyny bardzo późno – bo w sumie jeśli, by mu zależało to zrezygnowałby z kadry i udziału w Mistrzostwach Świata. Tym bardziej, że powinien być nauczony poprzednimi wydarzeniami, że zawodnicy nie zawsze przybywają po przerwie w najwyższej formie. Transfery chyba też go zbytnio nie obchodziły, bo kto zdrowo myślący zgodziłby się na takich zawodników jak: Kemp czy Painter. Problemem była także kontuzja Marcina Dutkiewicza i jego długa absencja. W dużo słabszej dyspozycji był również Paweł Leończyk, a odejście Adama Waczyńskiego mocno zaburzyło rotację. Ponieważ chcąc, czy nie chcąc musiał grać Michalakiem. Oczywiście ponownie lekiem na całe zło mięli być jego rodacy. Vasiliauskas, Bendzius czy później pozyskany Lydeka. Ale całej roboty nie wykonali za niego jego ulubieńcy.

Efekt?

Trefl rozpoczął sezon o bilansu 1-4, przed własną publicznością notuje 4-6, a od ostatnich pięciu spotkań nie schodził z parkietu zwycięski. Obecny bilans 9-11 i 8. miejsce w tabeli.

Darius Maskoliunas w Treflu Sopot miał być trenerem, który przy nie najwyższym budżecie stworzy zespół, który będzie mógł bić się z najlepszymi. Zadanie trudne, ale do wykonania. Tylko trzeba odpowiednio się do tego zabrać. Pozyskać odpowiednich zawodników oraz znaleźć wspólny język z młodzieżą. Nie tylko ich strofować, ale i tłumaczyć błędny – nawet jak miałoby to trwać godziny. Tymczasem nie mogę pozbyć się wrażenia, że Moska w Treflu nie dawał z siebie wszystkiego. Zamiast skoncentrować się na jednym zadaniu, próbował zrobić wszystko w bardzo krótkim czasie. Wakacje mógł poświęcić na pracę z zawodnikami, a nie wyjazdy z kadrą. Przygotować młodzież do sezonu, skoro wiedział, że ma nimi grać. Tak jak zrobiono to chociażby w Asseco Gdynia. Może teraz na ustach wszystkich po derbach Trójmiasta byłby Grzegorz Kulka albo Paweł Dzierżak, a nie Filip Matczak.

Zawsze największym moim zarzutem w stosunku do pracy Maskoliunasa w Treflu było to, że w ogóle nie wykorzystał potencjału młodych zawodników. Wolał iść na skróty i promować swoich rodaków. Zamiast rzetelnie przepracować lato z graczami, których miał na miejscu w Sopocie i dobrać do nich odpowiednich obcokrajowców. Na szczęście w końcu się to na nim zemściło. Jednak mimo to, wciąż mam nadzieje, że po tej porażce wyciągnie odpowiednie wnioski i jeszcze kiedyś wróci do Tauron Basket Ligi jako lepszy szkoleniowiec.

piątek, 6 lutego 2015

Zapowiedź 25 Derbów Trójmiasta


To już nie te same derby Trójmiasta, co jeszcze dwa, trzy lata temu, ale wciąż jest to niebywale prestiżowe spotkanie. Oba zespoły zmierzą się już po raz 25, a bilans zdecydowanie przemawia za Asseco (16-8).

W ostatnim tego typu pojedynku w 4. kolejce Tauron Basket Ligi dość nieoczekiwanie lepsza okazał się drużyna Asseco Gdynia, która bez większych problemów rozbiła w Ergo Arenie swoich przeciwników 77:65. A do zwycięstwa gdynian poprowadził duet: A.J. Walton – Filip Matczak. Pierwszy zdobył 23 punkty, zaś drugi zaliczył jeden z najlepszych występów w TBL odnotowując na swoim koncie aż 17 „oczek”.

W minionej kolejce zespołowi Asseco przyszło się mierzyć w Szczecinie z beniaminkiem – King Wilki Morskie. Podopieczni Davida Dedka ponownie w tym sezonie zawiedli na wyjeździe minimalnie przegrywając 69:67. A ekipie z nad morza na nic się zdała świetna dyspozycja A.J. Waltona oraz Ovidijusa Galdikas, którzy zdobyli łącznie 34 punkty i zebrali 20 piłek.

Tymczasem w zeszły weekend Trefl zaliczył zdecydowanie najgorszy mecz w tym sezonie. Sopocianie zostali rozbici przed własną publicznością przez AZS Koszalin 90:61. A jedynym zawodnikiem Trefla, który nie zawalił tego meczu na całej linii był Litwin – Sarunas Vasiliauskas, autor 15 punktów.

Wydaje się, że w sobotni wieczór koszykarzy z Sopotu czeka równie ciężka przeprawa. Ponieważ Asseco w Gdynia Arena jest zupełnie innym zespołem, notując tam imponujący bilans 8-1. Być może nowy nabytek Trefla – Bojan Popović ograniczy poczynania ofensywne A.J. Waltona, ale to tylko „być może”. W innym wypadku siódmą kolejną wygraną we własnej hali odnotują gdynianie. Trefl Sopot ostatnie zwycięstwo w Gdyni odniósł 17 marca 2013 roku, kiedy pokonali Asseco Gdynia 73:72, a wygraną w ostatnich sekundach zapewnił im Lorinza Harrington.

ASSECO GDYNIA

Pierwsza Piątka:

PG - A.J. Walton
SG - Filip Matczak
SF - Przemysław Frasunkiewicz
PF - Piotr Szczotka
C - Ovidijus Galdikas

Lider: A.J. Walton (17.4 punktu, 4.4 asysty, 2.4 przechwytu)

Cichy bohater: Ovidijus Galdikas (12.3 punktu, 11.2 zbiórki, 3.1 bloku)

Kluczowy rezerwowy: Sebastian Kowalczyk (7.8 punktu)

Młodzieżowiec: Przemysław Żołnierewicz (3.8 punktu)

42% za dwa  31% za trzy  69% za jeden


Mocne strony:

·  Trener – David Dedek, który do każdego meczu jest perfekcyjnie przygotowany, ale w trudnych momentach meczu często wygląda na bezradnego. Mimo wszystko jest bardzo silnym punktem Asseco.
·    Prawdziwy lider drużyny – A.J. Walton. Wciąż ma problemy z odpowiednią selekcją rzutów (37% z gry). Jednak z nim w na parkiecie Asseco momentami wygląda wręcz rewelacyjnie.
·   Najlepiej zbierający i blokujący center w lidze – Ovidijus Galdikas (11.2 zbiórki i 3.1 bloku)
·    Defensywa, średnio tracą 74.6 punktu – 1343
·    Przewaga parkietu, bilans 8-1 oraz średnio zdobywają we własnej hali 79.4 punktu, a tracą ledwie 70.3 punktu. Jedyna porażka z Jeziorem Tarnobrzeg (81-93), później sześć kolejnych zwycięstw.  
·    Nieobliczalna młodzież, która w każdym momencie może zaskoczyć rywala.
·    Często stosowane pułapki obronne – krycie na całym boisku, zona press.
·   Potężnie podkoszowi: Galdikas (217 cm), Parzeński (212), Szymański (211).
·   Niezbędne doświadczenie Przemysława Frasunkiewicza (36l.) i Piotra Szczotki (33l.)
·     Wzorowy scouting, przed każdym meczem.
·     Przygotowanie motoryczne.
·     Zgranie – skład praktycznie nie zmieniony w porównaniu z poprzednim sezonem.

Słabe strony:

·      Problemy z utrzymaniem odpowiedniej koncentracji na przestrzeni całego meczu.
·       Brak trzeciej strzelby – zawodnika, który w każdym spotkaniu zdobywałby dwucyfrową liczbę punktów.
·        Ledwie 12 ofensywa w lidze, średnio zdobywają 77.1 punktu.
·       Lazar Radosavljević, który od początku sezonu zawodzi na całej linii (6.9 punktu, 36% z gry).
·         Bardzo wąska ławka rezerwowych

TREFL SOPOT

Pierwsza Piątka:

PG - Sarunas Vasiliauskas
SG - Michał Michalak
SF - Eimantas Bendzius
PF - Paweł Leończyk
C - Tautvydas Lydeka

Lider: ?

Cichy bohater: Eimantas Bendzius (13.6 punktu, 40% za trzy, 5.1 zbiórki)

Kluczowy rezerwowy: Marcin Dutkiewicz (4.8 punktu, 47% za trzy)

Młodzieżowiec: Grzegorz Kulka (2.4 punktu)

49% za dwa  42% za trzy  75% za jeden

Mocne strony:

·      Wyrównany i silnie obsadzony obwód.
·  Klasyczny rozgrywający potrafiący zdobywać punkty – Sarunas Vasiliauskas.
·     Nieobliczalny strzelec – Michał Michalak. 31 punktów ze Stelmetem Zielona Góra i ledwie 4 „oczka” z Polfarmexem Kutno.
·      Lepszy procent rzutów z gry.
·      Dobra gra na wyjazdach, bilans 5-4 oraz średnio zdobywają 78.7 punktu a tracą ledwie 68.2 punktu.
·       Trzecia ofensywa Tauron Basket Ligi – 83.3 punktu.
·        Groźni w rzutach dynasowych – 168 celnych „trójek”.

Słabe strony:

·      Bardzo słaba defensywa.
·      Drugi najczęściej faulujący zespół Tauron Basket Ligi – 411 fauli
·      Brak prawdziwego lidera. Wcześniej był nim Adam Waczyński, a przed laty Filip Dylewicz. W obecnym sezonie w tej roli próbował odnaleźć się Marcin Stefański, ale ma on za mało atutów koszykarskich. Paweł Leończyk zbytnio się w tym nie odnajduje, a Michał Michalak jest – chyba – jeszcze na to za młody.     
·       Nie najlepsza komunikacja na linii trener – zawodnicy
·    Darius Maskoliunas, który zamiast zająć się pracą wszczyna utarczki słowne z zarządem oraz zawodnikami. Chcąc w ten sposób uzasadnić kolejne niepowodzenia.
·        Team Spirit
·        Podkoszowi – przeciętny Leończyk, tylko jeden klasyczny center.
·        Problemy z utrzymaniem odpowiedniej formy.
·        Zbyt zachowawcza gra młodymi zawodnikami. 

Początek tego niezwykłego widowiska o godzinie 18.00 w Gdynia Arena.  

środa, 4 lutego 2015

Ranking Debiutantów NBA - Styczeń






1. Andrew Wiggins (Minnesota Timberwolvers)

Całkowity pan i władca tego rankingu, którego tylko kontuzja – czego mu nie życzę – mogłaby pozbawić fotela lidera w tej klasyfikacji do końca sezonu. Kanadyjczyk zaliczył zdecydowanie najlepszy miesiąc w swoim pierwszym sezonie na parkietach NBA, notując średnio prawie 20 punktów na mecz. Natomiast spotkaniem przeciwko Cleveland Cavaliers oraz Lebronowi Jamesowi podkreślił swój olbrzymi talent. W tamtym pojedynku Wiggins uzbierał na swoim koncie aż 33 punkty, nieznacznie ustępując gwieździe Cavs.



Statystyki: 19.8 punktu, 4.6 zbiórki, 3.5 asysty

2. Elfird Payton (Orlando Magic)

Wszechstronny rozgrywający Magic coraz lepiej czuje się na słonecznej Florydzie. Payton wraz z Victorem Oladipo stworzył iście zabójczy obwodowy duet. Nowa nadzieja ekipy z Orlando świetnie spłaca kredyt zaufania u włodarzy i trenerów klubu, notorycznie odnotowując podwójne zdobycze. W spotkaniu z Memphis Grizzlies popisał się on nawet bardzo efektownym double-double w postaci 22 punktów oraz 12 asyst. Payton, to z pewnością przyszłość Magic i warto obserwować jak ten zawodnik się rozwija.



Statystyki: 10.7 punktu, 6.9 asysty, 4.3 zbiórki

3. Langston Galloway (New York Knicks)

Jeszcze dwa miesiące temu sama obecność Galloway’a w tym rankingu byłaby ogromnym zaskoczeniem. Zawodnik nie wybrany w drafice, na parkiety NBA dostał się kuchennymi drzwiami poprzez D-League. I już od pierwszego meczu swoją grą udowadniał, że w legendarnych Knicks nie ma zamiaru „grzać ławy”. Filigranowy rozgrywający nowojorczyków zaliczył jeden z najlepszych debiutów w historii klubu w Madison Square Garden zdobywając aż 18 punktów. Ale to wcale nie był koniec jego strzeleckich popisów.



Statystyki: 11.9 punktu, 3.9 zbiórki, 3.0 asysty

4. Nerlens Noel (Philadelphia 76ers)

W ostatnim notowaniu Noel zajmował 6. miejsce, ale jego wzrost o dwie lokaty wcale nie znaczy, że podkoszowy Sixers był w styczniu prawdziwą gwiazdą całej ligi. Na tle swoich kolegów z zespołu wciąż się wyróżnia. Jednak w jego grze nadal czegoś brakuje. W obronie w dalszym ciągu jest jednym z najlepszych defensorów ligi, ale jego ofensywne starania momentami wyglądają na dość anemiczne.

Statystyki: 8.7 punktu, 7.5 zbiórki, 2.2 bloku

5. Jordan Clarkson (Los Angeles Lakers)

Trzeba przyznać, że Clarkson wykazał się ogromną cierpliwością. 46. numer tegorocznego draftu bardzo długo czekał na swoją szansę w zespole Lakers, aż w końcu się doczekał. Znacznie przyczyniła się do tego kontuzja Kobe Bryanta, ale trzeba przyznać że Clarskson świetnie ją wykorzystał i w końcu zameldował się pierwszej piątce Jeziorowców. Pierwszoroczniak ekipy ze słonecznego Los Angeles z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej, ostatnio nawet zdobywając w dwóch kolejnych meczach łącznie aż 36 punktów.


Statystyki: 9.8 punktu, 2.3 zbiórki, 2.0 asysty

6. K.J. McDaniels (Philadelphia 76ers)

K.J. wypadł z pierwszej piątki Sixers, to i automatycznie wydał z Top 5 tego rankingu. Ale tak na poważnie. Rzucający obrońca ekipy z Filadelfii w ostatnich tygodniach znacznie spuścił z tonu, lecz wiąż utrzymuje się w czołówce najlepszych debiutantów. Mimo, że – chyba nie słusznie – nie znalazł się w gronie nominowanych do udziału w meczu USA – Reszta Świata podczas Weekendu Gwiazd.

Statystyki: 9.1 punktu, 3.9 zbiórki, 1.8 asysty

7. Jusuf Nurkic (Denver Nuggets)

Nurkić miał znacznie zyskać po odejściu Mozgova i stać się pierwszą siłą podkoszową Nuggets. Tymczasem Bośniak notuje kolejne przeciętne mecze. Oczywiście wciąż jest znaczącą siłą swojego zespołu na tablicach. Ale w ataku nie zrobił praktycznie żadnego postępu. Jeszcze kilka tygodni temu byłby jednym z murowanych kandydatów do udziału w meczu młodych talentów NBA. Jednak teraz dużo bardziej na tą nominacje zasługuje Rudy Gobert, który również nie jest specjalistą od zdobywania punktów.

Statystyki: 7.7 punktu, 8.0 zbiórki, 1.8 bloku

8. Nikola Mirotić (Chicago Bulls)

Takiego spadku chyba nikt się nie spodziewał. Z pozycji wicelidera na odległe 8. miejsce. Jednak trzeba obiektywnie przyznać, że Hiszpan w minionym miesiącu nie zadziwiał. Jego najlepszy występ z początku stycznia, to 17 punktów i osiem zbiórek w zwycięskim meczu przeciwko Houston Rockets. Później było już tylko gorzej. Mimo, że wiąż jest podstawowym zawodnikiem Byków, spędzając średnio na parkiecie 17 minut, to jego skuteczność woła o „pomstę do nieba” – ledwie 33% z gry oraz tragiczna praca na tablicach – 2.9 zbiórki na mecz. Miejmy nadzieje, że Mirotić szybko się otrząśnie i wróci na szczyty tego rankingi, bo to naprawdę świetny gracz.

Statystyki: 6.4 punktu, 2.9 zbiórki, 0.9 asysty

9. Marcus Smart (Boston Celtics)

Marcus Smart nawet po odejściu Rajona Rondo ma ogromne problemy z ustabilizowaniem swojej formy. Jednego dnia potrafi zdobyć dwucyfrową liczbę punktów i dołożyć do tego kilka asyst, by kilka dni później zupełnie przejść koło meczu nie zdobywając nawet punktu. Brak odpowiedniej stabilizacji wpływa również na jego pozycję w drużynie. Jeśli nadal będzie się tak prezentował, to wyleci nie tylko z tego rankingu, ale i również z rotacji Celtów.

Statystyki: 7.5 punktu, 4.3 asysty, 2.4 zbiórki

10. Bojan Bogdanovic (Brooklyn Nets) 

No nie ma co, Chorwacki obwodowy znowu mi zaimponował. Gdy wydawało się, że na dobre wyleciał z rotacji Nets, ten odrodził się niczym jak „feniks z popiołu”. Bogdanovic, to znowu ten sam zawodnik jakiego pamiętam z europejskich parkietów. Styczeń zaczął dość niemrawo, ale później było już tylko lepiej – notując aż sześć spotkań z dwucyfrową zdobyczą punktową.

Statystyki: 7.1 punktu, 3.0 zbiórki, 1.0 asysty 


Zobacz także pozostałe rankingi: 

Grudzień

Listopad  

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Legendarne hale NBA

W starożytności – rzymskie Koloseum, w piłkarskim świecie – Maracana oraz Wembley, w tenisie - piękny Wimbledon, w baseballu – historyczne Yankee Stadium. Natomiast w koszykówce? Jakie miejsce na koszykarskiej mapie zasłużyło na miano mekki koszykówki?

Magiczny ogród Celtów

W 1928 roku w Bostonie powstał nowy futurystyczny i niezwykle nowoczesny obiekt nazwany Boston Garden, a głównym twórcom tego super budynku był architekt – Tex Rickard. Hala początkowo mogła pomieścić 14 tysięcy ludzi, co – nawet na współczesne czasy – jest okazałym wynikiem. Wraz z powstaniem Boston Celtics w 1946 roku hala stała się ich nowym domem, w którym występowali nieprzerwanie do 1995 roku. Ponieważ od 1995 roku starą, ale nadzwyczaj zasłużoną Boston Garden zastąpił jego młodszy brat - TD Garden.  


Dla Celtics, Boston Garden było niezwykle szczęśliwym miejscem, bowiem to właśnie tam święcili swoje największe sukcesy. W owej hali Celtowie zdobyli aż 16 tytułów mistrzów NBA. Tym samym stając się najbardziej utytułowanym klubem ligi. To właśnie tam największe sukcesy święcił legendarny trener – Red Auerbach, który osobiście dobierał szatnie swoim rywalom, w zależności jak silny przeciwnik czekał na Celtics. Do historii przeszło wiele anegdot na temat szatni gości w hali Boston Garden. Auerbach bardzo często umieszczał swoich największych wrogów w małych, ciasnych szatniach. Dodatkowo podkręcając im ogrzewanie do maksimum. Jednak cały obiekt zyskał swoją niezwykłą popularność dzięki niesamowitym spektaklom koszykarskim. Kibice w Boston Garden mogli obserwować w akcji m.in. takich zawodników jak: Bill Russell, Bob Cousy, John Havlicek, Bob McAdoo czy Larry Bird. Jednakże wielkie mecze rozgrywali tam nie tylko gracze Celtics. Bowiem,to właśnie w Boston Garden 20 kwietnia 1986 roku Michael Jordan pobił swój rekord zdobywając 63 punkty. Zaś tuż po spotkaniu sam Bird na konferencji prasowej przyznał, że dziś na parkiecie w Boston Garden widział Boga w ciele Michaela Jordana.

Bez wątpienia Boston Garden było miejscem legendarnym. Bowiem to właśnie tam przez blisko 50 lat odbywało się całe mnóstwo wręcz historycznych pojedynków, nie tylko z udziałem Celtics. Zaś niesamowita rywalizacja pomiędzy Boston Celtics, a Los Angeles Lakers z pewnością nie byłaby tym samym gdyby nie Boston Garden.


Ukochany dom Jordana

Przez wiele lat Chicago Stadium było zwykłą halą jakich wiele w Stanach Zjednoczonych. Wzniesiona w 1929 roku przez miasto, dla którego projekt wykonało biuro architektoniczne – Hall, Lawrance & Ratcliffe. Momentami w obiekcie mogło zasiąść nawet 18 tysięcy ludzi, co powodowało, że był to najnowocześniejszy kompleks sportowy w USA. Początkowo występowali w nim tylko i wyłącznie hokeiści Chicago Blackhawks, a Wietrzne Miasto dość długo musiało czekać na swój klub w NBA.


W 1967 roku w Chicago Stadium zamieszkał długo wyczekiwany twór pod nazwą Chicago Bulls, który przez ładnych kilka lat rozgrywał swoje mecze absolutnie w cieniu Blackhawks. Dopóki klub nie wybrał w drafcie pewnego młodzieńca. To właśnie Michael Jordan sprawił, że koszykarscy kibice coraz częściej zaczynali zaglądać do Chicago Stadium. W latach 1990-1993 hala był tak oblegana, że zdobycie biletu na pojedynczy mecz było równie prawdopodobne co trafienie szóstki w totka. Natomiast sam MJ tak dobrze zadomowił się w tym obiekcie, że po trzech kolejnych tytułach mistrzowskich z żalem przenosił się do nowiutkiej United Center.

O ogromnej popularności Chicago Stadium świadczą nie tylko sukcesy Bulls, czy Blackhawks, ale również to, że przez lata był to jeden z ulubionych domów najpopularniejszych artystów muzycznych. W 1976 roku gościł w niej Elvis Presley, który później wydał nawet album koncertowy pt. „Chicago Stadium”. Po latach kibice sportu wciąż z sentymentem wspominają ten legendarny obiekt, w którym narodził się Bóg koszykówki – Michael Jordan.

Forum wielkich sukcesów Jeziorowców

Jeśli kiedyś będziecie mieli okazje być w słonecznym Los Angeles, to waszym pierwszym przystankiem wcale nie powinien być napis Hollywood, a właśnie wciąż istniejąca hala The Forum. The Forum, to zdecydowanie najbardziej niedoceniany obiekt w całym L.A. Jednak dla każdego fana koszykówki powinien być mekką wielkich sukcesów legendarnych Lakers. Bowiem to właśnie tam swego czasu występował jeden z najwybitniejszych duetów w historii NBA: Kareem Abdul Jabbar – Magic Johnson.


The Forum powstało w 1967 roku, a głównym wykonawcom tego projektu była firma Charles Luckman Associetes. Sama hala swoim wyglądem miała przypominać legendarne greckie oraz rzymskie budowle epoki starożytności. Cała elewacja wykonana jest z szeregu kolumn, które oddzielają szyby, co nawet teraz wygląda bardzo oryginalnie. Na meczach koszykówki mogło zasiąść tu nawet 17 tysięcy widzów. The Forum było domem Lakers od 1967 do 1999 roku, kiedy to ekscentryczny miliarder, magnat nieruchomości oraz właściciel Jeziorowców – Jerry Buss postanowił przenieść ich do nowo wybudowanej przez jego firmę Staples Center. 


Pierwszym zawodnikiem, któremu przyszło rywalizować w tej hali był słynny Walt Chamberlain. Popularny „Szczudło” zakończył sportową karierę właśnie w The Forum w 1973 roku. Godnymi następcami legendarnego podkoszowego okazali się później wcześniej wspomniani Kareem Abdul-Jabbar oraz Magic Johnson. To właśnie pod ich wodzami Lakers wrócili na sam szczyt ligi, zaś ich duet do dziś uznawany jest za jeden z najlepszych – jak nie najlepszy – w historii NBA. Do 1999 roku występowali tam tacy zawodnicy jak: James Worthy, Jerry West, Shaquillie O’Neal, czy Kobe Bryant. Natomiast pod dowództwem Magica oraz trenera Pata Riley’a narodziły się tam czasy „Show Time”. Jeziorowscy ze swoich 16 tytułów mistrzów NBA aż sześć zdobyli w The Forum.

W latach 2012-13 hala przeszła głęboka modernizację i nadal cieszy oczy setki kibiców sportowych.



Koszykarskie Koloseum

Jeśli mowa o legendarnych i zasłużonych halach NBA, to z pewnością w tym zestawieniu nie może zabraknąć nowojorskiej Madison Square Garden. MSG znajduje się w samym sercu Nowego Jorku, czyli na Manhattanie między siódmą a ósmą aleją. Twórcom projektu tego obiektu – podobnie jak wcześniejsze The Forum – była firma Charles Luckman Associates. Budowa zakończyła się w 1968 roku i pochłonęła 123 miliony dolarów, co jak na tamte czasy było iście kosmiczną sumą. Natomiast na trybunach podczas meczów koszykówki mogło zasiąść łącznie aż 19 tysięcy kibiców.


Madison Square Garden bardzo szybko okazał się szczęśliwa dla New York Knicks, którzy już w 1970 roku zdobyli pierwsze mistrzostwo NBA. A do tego sukcesu, jak i tego późniejszego w 1973 roku Knickerbockers poprowadził legendarny trener – William „Red” Holzman. Po błyszczącym parkiecie MSG w barwach Knicks biegali m.in. tacy zawodnicy jak: Walt Frazier, Phil Jackson, Carmelo Anthony, Patrick Ewing, Stephon Marbury, Edd Curry, Allan Houston. Mimo to, nowojorczycy w swojej bogatej historii tylko dwukrotnie sięgali po mistrzostwo.

Jednak MSG swoją sławę zyskała nie tylko niesamowitymi meczami koszykówki. Wstępują tam również hokeiści New York Rangers oraz New York Islanders. A w przeszłości walczyli tam wszyscy najwybitniejsi pięściarze. Do historii sportu przeszły już takie pojedynki jak: Muhammad Ali – Joe Frazier, Wladimir Klitschko– Calvin Brock, czy Andrzej Gołota – Riddick Bowie. Wielokrotnie odbywały się tam także mitingi lekkoatletyczne oraz niezwykle popularne w Stanach Zjednoczonych gale wrestlingu. Oprócz tego w Madison Square Garden w przeszłości działy się także różnorakie wydarzenia kulturowe. W 1979 roku MSG odwiedził m.in. Jan Paweł II. Zaś koncerty dawali tam wszyscy wielcy muzyki, a lista wykonawców na przestrzeni tych lat nie ma końca.

W latach 2011-13 hala Madison Square Garden przeszła gruntowną renowację, co zaowocowało przyznaniem mu zbliżającego się All-Star Weekend NBA.



Cztery wyżej wymienione hale z pewnością mogą ubiegać się o miano mekki koszykówki. Ale która ostatecznie, by wygrała? To już pozostawiam waszej ocenie. Dla mnie osobiście zawsze to będzie nowojorska Madison Square Garden, do której mam olbrzymi sentyment. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Marcin Gortat #NBABallot




Zostały już tylko godziny, więc nie ma czasu do stracenia. Klikamy, głosujemy, udostępniamy - to jest nasz obywatelski obowiązek! 

KLIK 

czwartek, 15 stycznia 2015

Transferowe szaleństwo w Tauron Basket Lidze




Anwil Włocławek

Do końca roku Andrea Crosariol mógł jeszcze poszukać sobie nowego miejsca, by dograć obecny sezon. Jednak Włoch na to się nie zdecydował i rozgrywki prawdopodobnie dokończy we Włocławku. Tym samym Anwil zakończył budowę swojego składu.

Asseco Gdynia

Jedynym zawodnikiem, który mógł opuścić Trójmiasto był Lazar Radosavljević. Bowiem nie jest wielką tajemnicą, że Serb niezbyt dobrze odnajduje się taktyce Davida Dedka – gdzie nie ma „świętych krów” i każdy musi dawać z siebie 100% zarówno w defensywie jak i ofensywie. Wydaje się jednak, że obwodowemu postanowiono dać kolejną szansę.


AZS Koszalin

Jedna z plotek twierdzi, że Akademicy byli bardzo poważnie zainteresowani Łukaszem Wiśniewskim. Ponoć ekipa z Koszalina zdecydowana była nawet pozbyć się Gorana Vrbanca, by pozyskać popularnego „Wiśnię”. Jednak nikt tych spekulacji nie potwierdził, a ja osobiście wątpię by nowy dyrektor sportowy AZS-u chciał cokolwiek zmienić w tak dobrze funkcjonującym zespole.

Energa Czarni Słupsk

Od dawna spodziewano się zmiany na funkcji pierwszego szkoleniowca Czarnych. Schedę po Mijatoviću przejął duet Mirosław Lisztwan – Rafał Frank, który zanotował pięć kolejnych zwycięstw. Mimo to, władze Czarnych nie pozwoliły dokończyć sezonu Lisztwanowi, który zdążył już nawet uzyskać licencję A. I nowym szkoleniowcem został Donaldas Kairys. 38-letni Litwin w przeszłości m.in. „parzył kawę” w San Antonio Spurs oraz CSKA Moskwa. Ciekawe, czy zanotuje równie udany debiut, co jego aktualni asystenci.

Jezioro Tarnobrzeg

Brak finansów, to brak wzmocnień. Jedynym ruchem kadrowym jaki przeprowadziła drużyna Jeziora w ostatnich tygodniach, to zastąpienie kontuzjowanego Kacpra Młynarskiego dobrze znanym w Tarnobrzegu – Danielem Wallem.

King Wilki Morskie Szczecin 

Oj w Szczecinie sporo się ostatnio działo! Tryout – Killiana Larson, pozyskanie z PGE Turowa Zgorzelec Urosa Nikolića – na nic się zdały. Ponieważ Wilki wciąż przegrywały. Ostatecznie w końcu z posady zrezygnował Krzysztof Koziorowicz, który pozostał w klubie w roli dyrektora sportowego. Natomiast z pracą i klubem pożegnał się jego asystent – Tadeusz Aleksandrowicz. Nowym szkoleniowcem ma zostać obcokrajowiec. Mówi się od trzech nazwiskach, ale wszyscy doskonale wiemy, że nowym trenerem Wilków zostanie Mihailo Uvalin. Tymczasem w cieniu pozyskania nowego szkoleniowca pracę stracił wcześniej wspomniany Larson, który przegrał rywalizację o miejsce w składzie i został odesłany do domu. A tak naprawdę Wilków nie było stać na kolejnego centra, po pozyskaniu Nikolića. Mimo to, nadal poszukują oni wartościowych zawodników obwodowych z polskim paszportem. Szkoda, że ze Szczecinem pożegnał się Marcin Sroka – jeden z ulubieńców Uvalina.

MKS Dąbrowa Górnicza

Myles McKay po przyjściu Kena Browna znacznie spuścił z tonu, ale pozyskanie Browna sprawiło, że MKS w końcu zaczął zagrażać wszystkim w naszej lidze. Więc bardzo mało prawdopodobne, że sytuacja kadrowa  w Dąbrowie Górniczej ulegnie zmianie.

PGE Turów Zgorzelec

W Zgorzelcu ponownie coś zazgrzytało. Tym razem wynikła nie mała afera, w której w roli głównej wystąpił Łukasz Wiśniewski. Wiśnia mocno posprzeczał się z trenerem, a władzom klubu zarzucił niewypłacalność. Klub zareagował bardzo szybko – zawieszając samego zainteresowanego oraz szantażując go niewydaniem listu czystości. W przygranicznym mieście pozbyto się również za drogiego – Urosa Nikolića, którego wysłano do Szczecina. Pozyskano natomiast – dość nieoczekiwanie – Olka Czyża, który w pewnym sensie w składzie ma zastąpić oby Panów.

Polfarmex Kutno

W Kutnie mogli w końcu pozbyć się „zbędnego balastu”. Klub opuścił przeciętny Słowak – Michal Batka, którego zastąpił 34-letni Kevin Fletcher, który kilka lat temu reprezentował barwy Astorii Bydgoszcz oraz Śląska Wrocław. Mi osobiści bardzo przypadł do gustu ten transfer, ponieważ pamiętam go jako bardzo pracowitego i przydatnego podkoszowego. A zawodników, którzy w swoim CV mają ligę włoską, rosyjską, turecką, czy grecką życzyłbym sobie więcej w Tauron Basket Lidze. Z Polfarmexem pożegnał się także Jakub Dłuski oraz Hubert Pabian. Dłuski powrócił na zaplecze ekstraklasy do Krosna, zaś Pabian wciąż szuka nowego klubu. Wcześniej mówiło się również o odejściu Krzysztofa Jakóbczyka, ale w obecnej sytuacji kadrowej raczej mało jest to prawdopodobne.

Polpharma Starogard Gdański

Farmaceuci raczej już zakończyli budowanie składu na obecny sezon. Tym bardziej, że bardzo udanie w nowy zespół wkomponowali się Anthony Miles oraz Mateusz Jarmakowicz. A jedyna zmiana kadrowa, która może nastąpić w nadchodzących dniach to na stanowisku trenera.

Polski Cukier Toruń

William Franklin miał sprawić, że Twarde Pierniki w końcu będą zespołem, ale coś średnio mu to wychodzi. W Toruniu nie szukają już na siłę kolejnych wzmocnień, ale wciąż nie wykluczone, że ktoś w najbliższym czasie nie wzmocni Twardych Pierników.

Rosa Radom

W Radomiu cisza. Władze Rosy dobrze odrobiły swoje lekcje latem, więc teraz spokojnie mogą patrzeć na zmieniającą się sytuację kadrową ich rywali.

Stelmet Zielona Góra

Stelmet w końcu gra jak Stelmet. Saso Filipovski obnażył wszystkie błędy – szczególnie w defensywie – swojego poprzednika Andrzeja Adamka. W kilka tygodni odbudowując formę ekipy z Zielonej Góry. Natomiast swój 10-dniowy tryout niesamowitym meczem z Turowem przypieczętował Russell Robinson, który  następnego dnia podpisał już normalny długoterminowy kontrakt. W Zielonej Górze wciąż starają się pozbyć Daniela Johnsona. Jednak sytuację Australijczyka mocno komplikuje jego dwuletni kontrakt i prawdopodobnie dokończy sezon w Stelmecie.

Trefl Sopot

Trefl Sopot był mocno zainteresowany pozyskaniem Łukasza Wiśniewskiego, który miał w składzie zastąpić Willie Kempa. Ale nieoczekiwanie Amerykanin ostatnio „zaskoczył” i chyba pozostanie do końca sezonu w Trójmieście.

Wikana Start Lublin

W Lublinie władze Startu wciąż nieudolnie starają się wzmocnić swój zespół. Z drużyną zdążyli się już pożegnać Amerykanie: Derek Billing i Vance Cooksey oraz Marcel Wilczek. Tymczasem klub wzmocnił wychowanek miejscowego Novum Lublin – Bartosz Ciechociński. Zaś na testy zaproszony został anonimowy – Isaac Wells, który ostatnio występował w Algierii oraz na Cyprze. Czy włodarze oraz sztab szkoleniowy Startu naprawdę wierzą, że to oni odmienią grę ich drużyny?!

WKS Śląsk Wrocław

Łukasz Wiśniewski ponoć jest już dogadany ze Śląskiem Wrocław, a jedyne co go jeszcze trzyma w Zgorzelcu to list czystości, który w tym wypadku okazuje się na wagę złota. Tymczasem bardzo ciekawie w zespół wkomponował się Vuk Radivojević, który już niedługo może stać się pierwszym rozgrywającym trójkolorowych. Ponieważ niezbyt zadowolony z dyspozycji Roberta Skibniewskiego jest Emil Rajković. Jednak wydaje się, że popularny Skiba we Wrocławiu jest nie do ruszenia. Za to na wypożyczenie do ligi czeskiej powędrował Murphy Burnatowski. Klub niezwłocznie poszukuje także klubu dla Mantasa Cesnauskisa, którego odejście zrobiłoby miejsce w składzie dla jeszcze jednego centra.