Według
badania „Sponsoring Monitoring” realizowanego przez ARC Rynek i
Opinia, co czwarty Polak przyznaje, że fakt, iż dana firma jest
aktywna na rynku sportowym, może skłonić go do zakupu produktu czy
usługi tej firmy.
Z
badania wynika, że sponsoring sportowy najlepiej działa na grupę
wiekową pomiędzy 25 a 34 rokiem życia. Aczkolwiek nie małym
zaskoczeniem jest wysoki, bo aż 31% wynik grupy wiekowej pomiędzy
60 a 64 rokiem życia.
Oczywiście
jak można było się spodziewać firmy inwestujące w sponsoring
sportowy dużo bardziej przyciągają do siebie mężczyzn (34%).
Chociaż kobiety równie chętnie sięgają po marki związane ze
sportem.
Natomiast
jeśli chodzi o dyscypliny sportowe, to ponownie najbardziej
rozpoznawali są sponsorzy związani z piłką nożną. Niemal połowa
respondentów twierdzi, że wie, jakie firmy sponsorują imprezy i
wydarzenia sportowe związane z piłką nożną (49%). Czołową
firmą w tej kategorii od lat jest T-Mobile. Bardzo wysoki wynik
zanotowały także firmy angażujące swoje środki finansowe w
siatkówkę. Kolejny raz prym w tej kategorii wiedzie Plus, który od
kilku lat jest oficjalnym sponsorem Polskiej Reprezentacji oraz
ekstraklasy siatkarzy (Plusliga).
Niestety
koszykówka wiąż mocno odstaje na tle innych dyscyplin. W 2015 roku
dużo większą popularnością cieszyły się takie dyscypliny
sportowe jak: skoki narciarskie, siatkówka, piłka nożna, piłka
ręczna, lekkoatletyka czy narciarstwo biegowe. Z drugiej strony
jednak wyniki tego badania pokazują, że potencjał tego sportu w
Polsce nadal nie jest wykorzystany w 100% i nie jest jeszcze za
późno, by to zmienić na korzyść koszykówki.
Najaktywniejsi
sponsorzy w poszczególnych branżach:
Banki:
PKO Bank Polski (33%), ING Bank Śląski (26%), Pekao SA (a20%)
Ubezpieczenia:
PZU (57%), ING (30%), Allianz (23%)
Branża
motoryzacyjna: Orlen (63%), Grupa Lotos (44%), Shell (29%)
Branża
telekomunikacyjna: Orange (58%), T-Mobile (54%), Plus (47%)
Branża
napojów bezalkoholowych: Coca Cola (63%), Red Bull (58%), Pepsi
(45%)
„Sponsoring
monitor” to badanie na temat sponsoringu w sporcie i kulturze.
Realizowane jest przez ARC Rynek i Opinia od kilkunastu lat i pozwala
na obserwowanie trendów w powyższych obszarach.
W
2015 r. zastosowano miks metod ilościowych: wywiadów telefonicznych
(CATI) oraz internetowych (CAWI) z wykorzystaniem ogólnopolskiego
panelu ARC Rynek i Opinia – ePanel.pl.
Zrealizowanych
zostało 1520 wywiadów CATI oraz 3756 wywiadów CAWI.
Struktura
próby w obu badaniach odzwierciedla strukturę populacji Polski
według płci, wieku, województwa, wykształcenia oraz wielkości
miejscowości zamieszkania.
88. ceremonia
wręczenia nagród przez Amerykańską Akademie Sztuki i Kultury Filmowej w końcu
okazała się szczęśliwa dla Leonardo
DiCaprio, który sięgnął po Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową za film
pt. „Zjawa”.
Na tą
najcenniejszą nagrodę w środowisku filmowym DiCaprio musiał czekać 22 lata! Pierwszą
nominację urodzony w Los Angeles aktor dostał w 1993 roku za rolę drugoplanową
w filmie pt. „Co gryzie Gilberta Grape’a”. Wtedy sama nominacja dla tego
młodzieniaszka była ogromną niespodzianką w środowisku filmowy. Ale późniejsze wyróżnienia
za rolę już pierwszoplanowe w: „Aviator”, „Krwawy Diament” i „Wilk z Wall
Street” nikogo nie dziwiły. Większym zaskoczeniem były jego przegrane.
DiCaprio w
swojej ponad 30-letniej karierze filmowej ma na swoim koncie wiele wybitnych
kreacji. Po za wcześniej wspomnianymi arcydziełami widzowie mogą go pamiętać
m.in. z takich znakomitych filmów jak: „Romeo i Julia”, „Titanic”, „Człowiek w
żelaznej masce”, „Niebiańska plaża”, „Gangi Nowego Jorku”, „Złap mnie, jeśli potrafisz”, „Infiltracja”, „Incepcja”,
„Wyspa Tajemnic”, „Django”. Ale przy jego bogatej filmografii rzadko się
wspomina film, który miał kluczowy wpływ na rozwój i sukces 41-letniego aktora.
„Przetrwać w Nowym Jorku” – to film inspirowany
prawdziwą historią wybitnego pisarza, Jima Carrolla. W rolę młodego i
zagubionego chłopaka wciela się nie kto inny, jak Leonardo DiCaprio. Wówczas 20-letni DiCaprio stanął przed arcytrudnym wyzwaniem aktorskim, z którym poradził sobie perfekcyjnie. Nieznany
szerszej publiczności aktor (chociaż już po nominacji za „Co gryzie Gilberta
Grape’a”) idealnie odnalazł się w roli młodego Carrolla.
Film ukazuje
ciemną stronę nowojorskich ulic lat 60. ubiegłego stulecia oczami 17-letniego
Jim Carroll (Leonardo DiCaprio). Główny bohater dorasta w biedzie, a jedyną
jego odskocznią od rzeczywistości okazuje się koszykówka. U boku swoich
wiernych przyjaciół Jimmy spędza godziny na lokalnych boiskach oraz szkolnej
sali gimnastycznej. Niestety, ale z biegiem lat młodym chłopakom coraz trudniej
jest się oprzeć od pokus ciemnej części Nowego Jorku. Główny bohater popada w
pierwsze problemy z prawem. Zaczyna regularnie zażywać narkotyki oraz spożywać
alkohol. Taki styl życia sprawia, że koszykówka i szkoła zaczyna schodzić na
dalszy plan. Natomiast młody Carroll wspólnie ze swoimi przyjaciółmi zaczyna się staczać
na samo dno nowojorskich slumsów.
Z kłopotów i
nałogów młodego chłopaka stara się wyciągnąć czarnoskóry mężczyzna, który pewnego dnia za
narkotyzowanego Carrolla przygarnia do swojego domu. Reggie’ago (Ernie Hudson)
i młodego bohatera filmu łączą dwa kluczowe aspekty – koszykówka oraz
uzależnienie od narkotyków.
Jednak czy Jim Carroll skorzysta z pomocy? I
uratuje swoje życie? Sami zobaczcie,
bo naprawdę warto!
U boku - znakomitego
w tej roli - Leonarda DiCaprio występują również inne wschodzące gwiazdy kina
jak: Mark Wahlberg, Juliette Lewis, Michael Rapaport, James Modio. Ale tak
naprawdę wszystkich ich swoim ogromnym talentem aktorskim przyćmiewa DiCaprio,
co jest chyba idealnym dowodem na to, że pierwszy Oscar w wieku 41 lat to
zdecydowanie za późno jak na tak wielką postać światowego kina.
Koszykarze Asseco Gdynia ze złotym medalem mistrzostw Polski do lat 20 mężczyzn. W finale podopieczni Sebastjana Krašoveca i Arkadiusza Korka pokonali gospodarza turnieju finałowego Exact Systems Śląsk Wrocław. Trzecie miejsce wywalczyło WKK Wrocław.
Obaj finaliści wygrali swoje strefy, zdominowali też zmagania w turniejach ćwierćfinałowych. Pierwszy raz w tym sezonie w oficjalnym meczu spotkały się w piątek na zakończenie zmagań grupowych. Wówczas wrocławianie zanotowali pewne zwycięstwo, ogrywając trójmiejską ekipę aż 83:49. Z tamtej porażki Asseco wyciągnęło jednak wnioski.
W pierwszym starciu gdynianie trafili tylko co czwarty rzut z gry, a w ich grze dużo było zagrań indywidualnych. W finale to Exact Systems Śląsk zagrał na podobnej skuteczności.
Podobnie jak w pierwszym meczu w ataku gospodarzy nieźle radził sobie Mateusz Stawiak (17 pkt, 3 bloki i 3 zbiórki), ale tym razem zabrakło wsparcia ze strony kolegów.
MVP turnieju: Marcin Wieluński (Asseco Gdynia)
Pierwsza piątka: Marcel Ponitka (SKM Zastal Zielona Góra) Michał Kołodziej (Asseco Gdynia) Maciej Krakowczyk (Exact Systems Śląsk Wrocław) Jakub Musiał (Exact Systems Śląsk Wrocław) Szymon Kiwilsza (WKK Wrocław)
W
przeciwieństwie do grupy A w grupie B po dwóch dniach rywalizacji
walka o awans wciąż trwa. Największe szanse na awans do fazy
medalowej ma ekipa WKK Wrocław, która jeszcze nie przegrała na tym
turnieju. Jednak w ostatnim meczu fazy grupowej musi uważać na
zespół Biofarmu Basket Poznań, który będzie starał się wyrwać
im awans. W korzystnej sytuacji jest również SKM Zastal Zielona
Góra. Podopiecznym Arkadiusza Miłoszewskiego do awansu wystarczy
zwycięstwo nad drużyną Novum/Astoria Bydgoszcz.
Grupa
B
WKK
Wrocław
Drużyna
WKK nie miała większych problemów z pokonaniem swoich dwóch
pierwszych przeciwników. Chociaż w dniu wczorajszym w pierwszej
połowie sporo krwi napsuł im zespół z Bydgoszczy, który
zanotował świetną pierwszą kwartę. Mimo to podopieczni duetu
trenerskiego: Sebastian Potoczny – Tomasz Niedbalski z obu spotkań
wyszli zwycięsko. A to głównie za sprawą rewelacyjnej defensywy.
W meczu z Asorią/Novum gracze z Wrocławia wymusili aż 22 straty
przeciwnika i zanotowali 16 przechwytów.
Czołowymi
zawodnikami na tym turnieju w ekipie WKK są podkoszowi. Dominik
Rutkowski ze średnią 23,0 jest najlepszym strzelcem. Natomiast
Szymon Kiwilsza ze średnią 12,5 najlepszym zbierającym.
SKM
Zastal Zielona
Po
nie najlepszym starcie i przegranej z WKK Wrocław 67:81 w meczu o
„życie” Zastal pokonał Biofarm Basket Poznań 67:57. Do tego
niezwykle cennego zwycięstwa ekipę z Winnego Grodu poprowadzili:
Kamil Zywert, Marcel Ponitka, Jakub Der i Kacper Tarczyk, którzy
zdobyli łącznie aż 61 punktów. Dzięki znakomitej grze swoich
podstawowych zawodników Zastal zachował szansę na awans do półfinału.
Jednak, czy drużyna Arkadiusza Miłoszewskiego wytrzyma trudy
turnieju grając tak okrojonym składem?
Biofarm
Basket Poznań
Drużyna
Biofarmu Basketu Poznań podbudowana zeszłorocznym sukcesem, przybyła
do Wrocławia ze sporymi nadziejami na ponowny awans do fazy
pucharowej. Tym bardziej, że w swoich szeregach posiadają
zawodników, którzy mają już za sobą debiut na zapleczu
ekstraklasy, czy nawet na parkietach Tauron Basket Ligi. Niestety,
ale sytuację ekipie z Wielkopolski mocno skomplikowało wczorajsze
niepowodzenie w meczu z Zastalem i teraz na awans do półfinału
będzie bardzo ciężko.
Największym
rozczarowaniem w zespole Basketu są zawodnicy, którzy przed rokiem
stanowili o sile zespołu. Występujący na co dzień w PGE Turowie
Zgorzelec, Michał Marek w ofensywie – z niezrozumiałych powodów
– nie potrafi wykorzystać swoich znakomitych warunków fizycznych.
Natomiast rozgrywający – Patryk Stankowski notuje fatalny turniej
(9 strat, 2/17 z gry w dwóch meczach). Bez jego lepszej gry Basket nie ma
żadnych szans na zwycięstwo nad WKK Wrocław.
Novum
/ Astoria Bydgoszcz
Zespoł z Bydgoszczy ma bardzo podobne problemy, co drużyna MKS-u Dąbrowa
Górnicza w grupie A. Głębia składu – to aspekt, który jest
bardzo istotny w tego typu turniejach. Niestety, ale w drużynie
Novum/Astori tego brakuje. Chociaż początkowo wydawało się, że
są bardzo dobrze przygotowani do tego turnieju. Rzeczywistość
jednak okazała się inna. Tak jak można było się spodziewać
wyróżniającymi się zawodnikami w ekipie z Bydgoszczy są Karol
Kutta oraz Mateusz Fatz. I tutaj nie ma żadnego zaskoczenia. Sporą
niespodzianką jest za to słaba forma Mikołaja Ratajczaka, czy
Piotra Łucki. Już nie wspominając o graczach rezerwowych. Taka
sytuacja musiała znaleźć odzwierciedlenie na wynikach
Novum/Astori.
Po
dwóch dniach rywalizacji w legendarnej hali Kosynierka pewne awansu
do półfinału są już zespoły WKS Śląsk Wrocław oraz Asseco
Gdynia, które nie odniosły jeszcze porażki i pewnie pokonały
swoich dotychczasowych przeciwników. Wiadomo już natomiast, że
tytułu wywalczonego przed rokiem w Gdyni nie obroni drużyna Trefla
Sopot, która przegrała swoje dwa pierwsze spotkania.
Grupa
A
Asseco
Gdynia
Wicemistrzowie
sprzed roku nie mieli większych problemów z zapewnieniem sobie
awansu do półfinału. Gdynianie pewnie pokonali odpowiednio MKS
Dąbrowę Górniczą 94:66 oraz Trefl Sopot 76:62. Zespół
praktycznie budowany od podstaw w pierwszych dwóch dniach imponował
głębią składu oraz bardzo dobrą defensywą. Zawodnicy
występujący na co dzień na parkietach drugiej ligi udowodnili, że
przez te kilka miesięcy wspólnie z trenerem, Sebastjanem Krašovecem
stworzyli bardzo silny kolektyw.
Dotychczas
największy wpływ na grę gdynian miał tercet: Marcin Wieluński –
Bartosz Jankowski – Jędrzej Szymański. Jeśli oni grają na swoim
poziomie, to Asseco rzadko przegrywa. Kluczowymi postaciami są także
Karol Majchrzak oraz Michał Kołodziej, czyli nieliczni zawodnicy,
którzy pozostali w kadrze Asseco. Olbrzymim zaskoczeniem natomiast
jest rewelacyjna forma Mateusza Itricha, który – ja na razie –
rozgrywa swój turniej życia.
WKS
Śląsk Wrocław
Gospodarze
nie zwiedli swoich kibiców i błyskawicznie zameldowali się
półfinale. Kluczowym pojedynkiem dla Trójkolorowych był pierwszy
mecz turnieju, kiedy to pokonali obrońców tytułu – Trefl Sopot
70:60. Świetnie w tamtym pojedynku zaprezentował się Mateusz
Stawiak, który zanotował 22 punkty. Jednak tak naprawdę na
największe słowa uznania - po dwóch dniach rywalizacji - zasłużył
Jakub Musiał. 17-letni obwodowy zdobył w tym turnieju łącznie już
40 punktów i wyrasta na prawdziwego lidera Śląska. Przyzwoity
turniej notuje również Wojciech Jakubiak, chociaż po nim można
było się spodziewać trochę więcej.
Trefl
Sopot
Obrońcy
tytułu to zdecydowanie największe rozczarowanie pierwszych dwóch
dni rywalizacji. Zeszłoroczni mistrzowie przybyli do Wrocławia bez
swoich największych gwiazd. MVP poprzednich mistrzostw – Grzegorz
Kulka nie dostał zgody od klubu na udział w imprezie. Natomiast
Artur Włodarczyk w połowie sezonu został wypożyczony do
pierwszoligowego GTK Gliwice. Pod ich nieobecność liderami zespołu
mieli zostać Paweł Krefft oraz Michał Kolenda. Ale obaj średnio
wywiązali się zdania im powierzonego. Krefft zawiódł w meczu ze
Śląskiem (7 punktów), zaś Kolenda z Asseco (4 punkty). Za to
swoją szansę w rotacji trenera Janusza Kociołka wykorzystał
16-letni Łukasz Kolenda, który z dorobkiem 26 punktów jest
najlepszym strzelcem ekipy z Trójmiasta.
MKS
Dąbrowa Górnicza
Dwa pierwsze spotkania brutalnie
zweryfikowały szanse MKS-u na tych mistrzostwach. Zespół trenera
Rafała Knapa wydaje się być najsłabszym ogniwem całego turnieju,
a ich dwie wysokie porażki nie były wcale przypadkowe. Głównym
powodem niepowodzenia drużyny z Dąbrowy Górniczej jest głębia
składu, a raczej jej brak. Podstawowi zawodnicy jak: Mateusz Szczepiński, Jakub
Wantuch czy Aleksander Załucki nie mają odpowiedniego wsparcia ze
strony swoich kolegów z drużyny i to jest głównym powodem słabych
wyników MKS-u na tym turnieju.
Miały
być wielkie transfery i wielkie nazwiska, a skończyło się na
transferach, które i tak musiały dojść do skutku. Czyli niczym
wielkim tegoroczny NBA Trade Deadline nie zaskoczył sympatyków
koszykówki. A o to małe podsumowanie ostatnich dni.
16
luty
ORLANDO
MAGIC – DETROIT PISTONS
Tobias
Harris – Brandon Jennings, Ersan Ilyasova
Jedno
z nielicznych zaskoczeń ostatnich dni rynku transferowego. Detroit
Pistons zamiast Markeffa Morrisa z Phoenix Suns pozyskują Tobias
Harris z Orlando Magic. Stan Van Gundy tym samym pozbywa się
niechcianego Brandonna Jenningsa i Turka, Ersana Ilyasove. Magic
zyskują kolejnego rozgrywającego oraz bardzo solidnego silnego
skrzydłowego.
17
luty
CHARLOTTE HORNETS – MEMPHIS
GRIZZLIES – MIAMI HEAT
P.J. Hairston, Brian Roberts –
Courtney Lee – Chris Andersen
Charlotte Hornets pozyskują bardzo
solidnego rzucającego obrońcę – Courtney'a Lee. Memphis
Grizzlies – jak można było się spodziewać – transferują Lee
i w zamian za niego zyskują wybory w drafcie, P.J. Hairstona oraz
Chrisa Andersena. Natomiast Miami Heat robią miejsce w budżecie na
nowy, większy kontrakt Hassana Whiteside'a i pozyskują Briana
Robertsa, którego kilka godzin później zwalniają.
18
luty
HOUSTON ROCKETS – DETROIT
PISTONS
Donatas Motiejunas, Marcus Thornton
– Joel Anthony
Houston Rockets robią czystki i
pozbywają się zbędnych kontraktów Motiejunasa oraz Thorntona i
pozyskują – tak naprawdę tylko – pierwszą rundę tegorocznego
draftu od Pistons, bo Anthony kilka godzin później ląduje w
Sixers.
WASHINGTON WIZARDS – PHOENIX
SUNS
Markieff Morris – DeJuan Blair,
Kirk Humphries
Wizards korzystają z wyprzedaży i
promocji w Suns i pozyskują bardzo dobrego skrzydłowego, jakim bez
wątpienia jest Markieff Morris. W zamian oddają DeJuana Blaira,
Kirka Humphiresa oraz pierwszą rundę draftu 2016. Niewiele, jak za
gracza, który może pomóc im się dostać do fazy Playoffs.
OKLAHOMA CITY THUNDER – DETROIT
PISTONS
D.J. Augustin, Steve Novak – Randy
Foye
Thunder w końcu pozyskują
solidnego strzelca na pozycję rzucającego obrońcy – Randy
Foye'a. Natomiast Pistons wypełniają lukę po Janningsie bardzo
solidnym zmiennikiem na pozycji rozgrywającego.
MIAMI HEAT – PORTLAND TRAIL
BLAZERS
Brian Roberts – wybór w drafcie
Heat robią miejsce w budżecie i z
drugą rundę w tegorocznym drafcie wysyłają do Blazers Briana
Robertsa. Bardzo dobry ruch obu stron.
ATLANTA HAWKS – UTAH JAZZ
Shelvin Mack – wybór w drafcie
Jazz w końcu pozyskują
rozgrywającego, ale chyba nie takiego jakiego chcieli. Shelvin Mack
na pewno nie jest zawodnikiem jakiego szukali Jazz na tegorocznym
rynku transferowym. Jest to raczej opcja mocno rezerwowa. Hawks za to
za wybór w drugiej rundzie draftu pozbywają się gracza, który był
dalekim rezerwowym.
Anderson Varejao, Jared Cunningham,
– Channing Frye – wybór w drafcie
Cavaliers od kilku tygodni szukali
silnego skrzydłowego bardzo dobrze rzucającego z dystansu. Celem
był Jared Dudley z Wizards lub Ryan Anderson z Pelicans. Ostatecznie
przyszedł Channing Frye. Gracz o podobnej charakterystyce, ale
notujący znacznie gorszy sezon niż pozostała dwójka. Magic
otrzymują w zamian Jareda Cunninghama oraz wybór w drugiej rundzie
draftu, Natomiast Blazers korzystają z kolejnej okazji i pozyskują
bardzo solidnego centra, Andersona Varejao.
LOS ANGELES CLIPPERS – MEMPHIS
GRIZZLIES
Lance Stephenson – Jeff Green
Clippers pozbywają się
chimerycznego i tragicznie broniącego Lance'a Stephensona pozyskując
w zamian dużo lepszą opcję obwodową, czyli Jeffa Greena. Zaś
Grizzlies wykonują swój plan minimum na ostatnie dni rynku
transferowego i poza Lee transferują również Greena.
CHICAGO BULLS – ATLANTA HAWKS
Kirk Hinrich – wybór w drafcie
Hawks uzupełniają swoja lukę na
pozycji rozgrywającego bardzo doświadczonym Hinrichem. Natomiast
Bulls tylko za wybór w drugiej rundzie draftu tracą bardzo
solidnego zmiennika.
65.
NBA All-Star Weekend już za nami. Trzy dni fantastycznej koszykówki
tradycyjnie zwieńczone Meczem Gwiazd, który w mojej opinii jednak
trochę rozczarował. Może po prostu jak wielu sympatyków
koszykówki byłem jeszcze w eforii po sobotnich konkursach i
najzwyczajniej w świecie miałem za duże wymagania? Nie wiem.
Jednakże
jak się dłużej nad tym zastanawiam, to nabiera to coraz większego
sensu. Ponieważ sięgając pamięcią wstecz, trudno mi sobie
przypomnieć All-Star Game, w którym naprawdę była zacięta
rywalizacji i twarda obrona przez całe 48 minut gry. Ale to wcale
nie znaczy, że w tym roku, w Toronto musiało być podobnie jak w
poprzednich latach.
Niestety,
ale było jak zawsze. W moim odczuciu nawet gorzej niż w ostatnich
trzech/czterech latach. Oczywiście samo NBA, jako organizacja nie
zawiodła. Tradycyjnie przygotowanie całej imprezy było perfekcyjne
– oprawa muzyczna, oprawa graficzna, atrakcje w przerwach meczów,
czy chociażby samo pożegnanie Kobe Bryanta. Wszystkie te aspekty i
wiele innych były na najwyższym światowym poziomie. Lecz sam mecz
wypadł dość słabo. Pokusiłbym się nawet o opinię, że tych
najbardziej wymagających kibiców mógł rozczarować.
Mnie
osobiście nie do końca rozczarował, ale trochę się zawiodłem,
bo po dwóch fantastycznych dniach liczyłem na coś wielkiego, coś
co będzie idealnym zwieńczeniem, a zarazem podsumowaniem tego
wyjątkowego weekendu. Nie miałem wielkich oczekiwań typu – Kobe
Bryant rzucający 50 punktów, Lebron James z imponującym
triple-double, czy Stephen Curry trafiający 20 „trójek”. Nie!
Chciałem po prostu widzieć nie tylko zabawę i efektowne akcje, ale
również zaangażowanie. I tego chyba mi najbardziej zabrakło.
Oczywiście była to noc rekordów, takich jak:
ilość punktów w
spotkaniu – 369
ilość punktów
jednej drużyny – 196 drużyna Zachódu
celne rzuty
trzypunktowe – 31 drużyna
Zachód
ilość punktów w
jednej połowie – 187
ilość punktów
jednej drużyny w jednej połowie – 104 drużyna Zachód,
druga połowa
ilość punktów w
jednej kwarcie – 53 drużyna Zachód, trzecia kwarta
Jednak
z czego te rekordy tak naprawdę wynikają? Z zupełnego braku
defensywy i bieganiny od kosza do kosza, która nawet dla
największego fanatyka tego sportu w pewnym momencie staje się
nużąca. Sam kilka razy łapałem się na tym, że zwiewam, co chyba
nie powinno się zdarzać osobie, która notorycznie spędza nocki z
NBA i jest wręcz uzależniona od tej dyscypliny.
Możliwe,
że się zwyczajnie po ludzku czepiam i zbyt wiele wymagam od tych
zawodników. Ale w mojej opinii był to kolejny zwykły All-Star
Game. Może z małym wyjątkiem, bo ostatni Kobe Bryanta. Jednakże
poza tym faktem nie zapadnie mi on jakoś szczególnie w pamięci,
tak jak chociażby sobotni konkurs Wsadów.
Tegoroczne konkursy to absolutne
szaleństwo, co naprawdę trudno opisać. To po prostu trzeba zobaczyć, więc dziś
wyjątkowo nie będę was zanudzał długimi i żmudnymi opisami. Wszystko
znajdziecie w dalszej części wpisu.
Z dziennikarskiego obowiązku tylko dodam,
że w Skill Challange niespodziewanie triumfował podkoszowy Karl-Anthony Towns,
który w finale pokonał Isaiah Thomas. W konkursie Three-Point Contests po
niesamowitej walce w Klay Thompson pokonał Stephena Curry oraz młodzieńca,
Devina Bookera. Natomiast konkurs Slam Dunk to już absolutne szaleństwo. Seria
50-ątek, dwie dogrywki i kosmiczny pojedynek Zacha LaVine’a z Aaronem Gordonem.
Jak dla mnie obaj są zwycięzcami, bo ja osobiście takiego konkursu wsadów nie
widziałem odkąd piszę o koszykówce.
Drużyna Stanów Zjednoczonych udanie
zrewanżowała się ekipie Reszty Świata za zeszłoroczną porażkę i pokonała swoich
rywali w pierwszym dniu NBA All-Star Weekend 157:154.
Jak co roku Weekend Gwiazd NBA
otworzył pojedynek młodych talentów. Naprzeciw siebie stanęły zespoły Stanów Zjednoczonych
oraz Reszty Świata, w których występowali najlepsi debiutanci oraz
drugoroczniacy obecnego sezonu. Spotkanie było prowadzone w niezwykle szybki
oraz efektowny sposób i na pewno nie rozczarowało żadnego koszykarskiego fana.
Podrażnieni zeszłorocznym
niepowodzeniem reprezentanci USA od samego początku chcieli zaznaczyć swoją
przewagę nad rywalem. Jednak nie mniej utalentowani obcokrajowcy dobrze im się
sprzeciwiali, wychodząc nawet na ośmiopunktowe prowadzenie. Lecz z czasem coraz
większą przewagę zaczęli uzyskiwać Amerykanie, którzy po 20 minutach
rywalizacji prowadzili 88:79.
Po przerwie ponownie uaktywnili się podopieczni
Ettore Messiny niwelując stratę do
ledwie jednego punktu (90:89). Jednakże wtedy sprawy w swoje ręce postanowił
wziąć Zach LaVine, którego bardzo dobrze wspierali strzelcy: Jordan Clarkson
oraz Devin Booker. Zawodnik Minnesoty Timberwolvers w drugiej połowie był wręcz
nie do zatrzymania. Rządny rewanżu na swoim koledze z zespołu – Andrew Wigginsie
ostatecznie poprowadził USA do triumfu. W samej końcówce losy pojedynku starali
się jeszcze zmienić gracze spoza USA, ale przewaga ich rywali była zbyt wysoka
i w rezultacie musieli przełknąć gorycz porażki.
Nagroda MVP spotkania – podobnie jak
przed rokiem – powędrowała do zawodnika na co dzień występującego w drużynie
Minnesoty Timberwolvers. Zach LaVine, bo o nim oczywiście mowa zapisał na swoim
koncie 30 punktów, siedem zbiórek, cztery asysty i przechwyt.
W zwycięskim zespole świetnie
zaprezentował się także Jordan Clarkson, który miał 25 punktów, pięć zbiórek,
pięć asyst i cztery przechwyty. Natomiast w szeregach debiutantów najwięcej
punktów zdobyli: Devin Booker oraz D’Angelo Russell, którzy zdobyli odpowiednio
23 i 22 punkty.
Po stronie przegranej szczególnie
wyróżniali się zawodnicy, którzy dopiero debiutują na parkietach NBA. Emmanuel Mudiay
miał imponujące double-double w postaci 30 punktów i 10 asyst. W niecałe 28
minut spędzonych na parkiecie 30 punktów na swoim koncie zapisał Łotysz,
Kristaps Porzingis. Natomiast Chorwat, Mario Hezonja wchodząc z ławki zanotował
19 punktów, 10 zbiórek i siedem asyst. Zaś zeszłoroczny MVP meczu Rising Stars –
Kanadyjczyk, Andrew Wiggins dołożył 29 „oczek”.
NBA
jak każda wielka organizacja ma swoje święto. W tym wypadku jest
to tzn. NBA All-Star Weekend, który co roku jest rozgrywany w
drugiej połowie lutego. Popularny Weekend Gwiazd to święto
absolutnie wyjątkowe, na które sympatycy koszykówki na całym
świecie czekają cały rok. Weekend niepowtarzalny, wyjątkowy i
jedyny w swoim rodzaju. My – fanatycy basketu – na te trzy dni
wyłączamy telefony, bierzemy wolne z pracy, szkoły czy uczelni i w
środku nocy zasiadamy przed największym jak to tylko możliwe
telewizorem. No i co... oglądamy? Nie, delektujemy się! Każdym
zagraniem, podaniem, rzutem, wsadem, blokiem. Weekend Gwiazd to coś
więcej niż zwykła gra w koszykówkę, to niezwykła atmosfera,
której NBA zazdrości cały sportowy świat!
Tegoroczny
już 65. NBA All Star Weekend – po raz pierwszy – odbędzie się
w Toronto, czyli mieście jedynego przedstawiciela NBA spoza Stanów
Zjednoczonych. W Kanadzie koszykówka wciąż przegrywa z hokejem,
ale w ostatnich kilku latach dzięki NBA zanotowała znaczny wzrost
popularności. O czym najlepiej świadczy prawdziwy wysyp graczy
młodego pokolenia z tego kraju na parkiety najlepszej ligi na
świecie. Kanadyjczycy od dwóch sezonów są drugą nacją w lidzie.
W obecnych rozgrywkach w NBA występuje ich aż 11. Ciekawostką jest
również fakt, że aktualnie najbardziej międzynarodową drużyną
ligi są właśnie Toronto Raptors, którzy w swoim składzie mają
aż siedmiu obcokrajowców. Tylko dwóch Kanadyjczyków (Cory Joseph,
Anthony Bennett), ale to bardziej wynika ze specyfiki ligi, niż
niechęci do rodzimych zawodników.
Oczywiście
NBA przy okazji swojego święta przygotowała – jak co roku –
całą masę niesamowitych atrakcji.
DZIEŃ
PIERWSZY
Pierwszy dzień
standardowo będzie należał do młodych talentów, czyli tzn. mecz
Rising Stars. Formuła nie uległa zmianie i ponownie naprzeciw
siebie staną drużyny Stanów Zjednoczonych oraz Reszty Świata. W
ekipie „gospodarzy” wystąpią: Jordan Clarkson (Los Angeles
Lakers), Rodney Hood (Utah Jazz), Zach LaVine (Minnesota
Timberwolvers), Nerlen Noel (Philadelphia 76ers), Jahlil Okafor
(Philadelphia 76ers), Jabari Parker (Milwaukee Bucks), Elfird Payton
(Orlando Magic), Russell D'Andelo (Los Angeles Lakers), Marcus Smart
(Boston Celtics), Karl-Anthony Towns (Minnesota Timberwolvers).
Natomiast honoru Reszty Świata będą bronić: Bojan Bogdanovic
(Chorwacja, Brooklyn Nets), Clint Capela (Szwajcaria, Houston
Rockets), Mario Hezonja (Chorwacja, Orlando Magic), Trey Lyles
(Kanada, Indiana Pacers), Emmanuel Mudiay (Demokratyczna Republika
Kongo, Denver Nuggets), Raul Neto (Brazylia, Utah Jazz), Kristaps
Porzingis (Łotwa, New York Knicks), Dwight Powell (Kanada, Dallas
Mavericks), Andrew Wiggins (Kanada, Minnesota Timberwolvers).
Dla mnie osobiście
małym zaskoczeniem jest obecność pierwszego numeru zeszłorocznego
draftu – Karl-Anthony Townsa w ekipie USA, skoro ma on już debiut
w dorosłej reprezentacji Dominikany. Ale to tylko taka mała
dygresja. Mimo wszystko zapowiada się niezwykłe widowisko. Start w
nocy z piątku na sobotę o godzinie 3.00 polskiego czasu.
Zeszłoroczne
spotkanie:
Prawdziwym fanatykom
koszykówki proponuję małą rozgrzewkę i spotkanie pomiędzy USA
Celebrity Team, a Canada Celebrity Team. Czyli pojedynek cele-brytów,
który co roku oscyluje w masę przezabawnych sytuacji. Początek o
1.00 polskiego czasu.
Etatowy MVP tych
wydarzeń – filigranowy, komik, aktor, Kevin Hart już się szykuje
na ten pojedynek!
DZIEŃ
DRUGI
Drugi dzień to masa
wyjątkowych konkursów. Czyli coś dla każdego.
Na początek konkurs
umiejętności, czyli tzn. Skills Competition, w którym wystąpią:
Patrick Beverley (Houston Rockets), Jordan Clarkson (Los Angeles
Lakers), DeMarcus Cousins (Sacramento Kings), Anthony Davis (New
Orleans Pelicans), Draymond Green (Golden State Warriors), C.J.
McCollum (Portland Trail Blazers), Isaiah Thomas (Boston Celtics),
Karl-Anthony Towns (Minnesota Timberwolvers).
Sporym zaskoczeniem
jest obecność graczy podkoszowych (Cousins, Davis, Towns), którzy
dotychczas unikali tego tupu konkursów. Tytuły będzie bronił
natomiast Patrick Beverley.
Zeszłoroczny konkurs:
Następnie konkurs,
który będzie miał za zadanie wyłonienie najlepszego strzelca,
czyli tzn. Three-Point Contest. Obiektywnie trzeba przyznać, że w
tym roku NBA się postarała i do udziału namówiła całą
„śmietankę” strzelców dystansowych. Bowiem o tytuł powalczą
m.in.: Devin Booker (Phoenix Suns), Chris Bosh (Miami Heat), James
Harden (Houston Rockets), Kyle Lowry (Toronto Raptors), Khris
Middleton (Milwaukee Bucks), J.J. Redick (Los Angeles Clippers) oraz
Klay Thompson (Golden State Warrors). A tytułu wywalczonego przed
rokiem będzie bronił nie kto inny jak sam Stephen Curry (Golden
State Warriors). Zapowiada się naprawdę bardzo zacięta
rywalizacja.
Zeszłoroczny konkurs:
Zwieńczeniem drugiego
dnia będzie najstarszy i najbardziej prestiżowy konkurs, czy tzn.
Slam Dunk Contest. Z obrońcą tytułu – Zachem LaVinem (Minnesota
Timberwolves) o miano najlepszego „Lotnika” w NBA powalczą: Will
Barton (Denver Nuggets), Aaron Gordon (Orlando Magic) oraz Andre
Drummond (Detroit Pistons). Kibiców zaskoczyła zawłaszcza
nominacja dla tego ostatniego, który raczej nie jest znany z
efektownych wsadów. Cieszy natomiast obecność Bartona i Gordona,
którzy mogą być sporym zagrożeniem dla LaVina.
Zeszłoroczny konkurs:
Początek nocy
konkursowej w z soboty na niedzielę o godzinie 1.45 polskiego czasu.
DZIEŃ
TRZECI
Dzień trzeci to
prawdziwa wizytówka NBA, czyli pojedynek najlepszych tzn. NBA
All-Star Game. Prawdziwy mecz gwiazd, który jest rozgrywany
nieprzerwanie od 65 lat! W tego typu występowali najwięksi w
bogatej historii NBA. W przeszłości byli to m.in.: Magic Johnson,
Michael Jordan, Kareem Abdul-Jabbar, Larry Bird, Allen Iverson,
Shaquille O'Neal i wielu, wielu innych wybitnych graczy.
Tegoroczny NBA All-Star
Game jest wyjątkowy, bo ostatnim dla Kobe Bryanta. Czterokrotny
laureat nagrody MVP All-Star Game (2002, 2007, 2009, 2011) wystąpi w
tego typu spotkaniu po raz 18, co jest wynikiem absolutnie
fenomenalnym.
Po za nim w zespole
Zachodu wystąpią: Kevin Durant (Oklahoma City Thunder), Kawhi
Leonard (San Antonio Spurs), Stephen Curry (Golden State Warriors),
Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder), Draymond Green (Golden
State Warriors), James Harden (Houston Rockets), Chris Paul (Los
Angeles Clippers), Klay Thompson (Golden State Warriors), Anthony
Davis (New Orleans Pelicans), DeMarcus Cousins (Sacramento Kings),
LaMarcus Aldridge (San Antonio Spurs). Natomiast zespół poprowadzi
Greg Poppovich (San Antonio Spurs)
Zespół Wschodu
natomiast będzie się składał z następujących zawodników:
Lebron James (Cleveland Cavaliers), Paul George (Indiana Pacers),
Carmelo Anthony (New York Knicks), Dwyane Wade (Miami Heat), Kyle
Lowry (Toronto Raptors), DeMare DeRozan (Toronto Raptors), Paul
Millsap (Atlanta Hawks), Andre Drummond (Detroit Pistons), Chris Bosh
(Miami Heat), John Wall (Washington Wizards), Isaiah Thomas (Boston
Celtics) i Pau Gasol (Chicago Bulls). Zaś szkoleniowcem Wschodu
będzie Tyronn Lue (Cleveland Cavaliers).
Początek tego
niezwykłego meczu w nocy z niedzieli na poniedziałek o 1.45
polskiego czasu.
A tak to w skrócie
wyglądało przed rokiem:
Zapraszam na bloga w
następnych godzinach / dniach. Postaram się opisywać na bieżąco
wszystko, co związane z Weekendem Gwiazd NBA 2016. A także do
komentowania i dzielenia się swoimi opiniami odnośnie
najważniejszego święta NBA.