wtorek, 16 czerwca 2015

Rynek Transferowy TBL - notowanie pierwsze

Anwil Włocławek

Zostają: Warszawski, Jankowski
Odchodzą: Kovacević, Krajniewski, Witliński, Vaughn, Simon (?)
Mogą zostać: Wysocki, Surmacz
Przychodzą: Milicić (trener)
Zainteresowanie:

Asseco Gdynia

Zostają: Kowalczyk, Matczak, Szczotka, Parzeński, Czerlonko, Żołnierewicz
Odchodzą: Walton, Galdikas (?), Dedek, Paredes, Radosavljević, Grujić
Mogą zostać: Frasunkiewicz, Szymański
Przychodzą: Spasev (trener)
Zainteresowanie:

AZS Koszalin

Zostają: Mielczarek, Szubarga, Dąbrowski, Austin
Odchodzą: Woods, Swanson, Stelmach, Vrbanc
Mogą zostać: Szewczyk, Radenović,
Przychodzą: Dedek (trener)
Zainteresowanie: Żołnierewicz

Energa Czarni Słupsk

Zostają: Borowski, Mokros, Nowakowski, Śnieg, Kayris (trener)
Odchodzą: Gruszecki (?)
Mogą zostać: Blassingame, Cesnauskis, Eziukwu, Pasalić, Shiloh, Seweryn
Przychodzą:
Zainteresowanie:

Jezioro Tarnobrzeg

Zostają: Młynarski, Patoka, Wojdyr, Wall, Rycerz, Pandura
Odchodzą: Wysocki, Miller
Mogą zostać: Williams
Przychodzą: Zalewski
Zainteresowanie:

King Wilki Morskie Szczecin

Zostają: Kikowski, Nikolić
Odchodzą: Białek, Flieger (?), Kowalenko (?), Pytyś, Green, Harris, Wright, Marinković
Mogą zostać: Bojko, Nowacki, Majcherek
Przychodzą: Łukomski (trener), Leończyk, Nowakowski, Garbacz
Zainteresowanie: Surmacz, Szewczyk, Mitchell, Majewski

MKS Dąbrowa Górnicza

Zostają: Dziemba, Piechowicz, Szymański, Zmarlak, Wieczorek, Wróbel, Wieczorek (trener)
Odchodzą: Brown, Matelski (?), Weaver
Mogą zostać: McKay, Pepper, Małecki, Zieliński
Przychodzą:
Zainteresowanie: Chanas, Dłoniak, Mitchell, Surmacz

PGE Turów Zgorzelec

Zostają: Dylewicz, Kostrzewski,
Odchodzą: Kulig, Karolak (?)
Mogą zostać: Czyż, Chyliński, Jaramaz, Taylor,
Przychodzą:
Zainteresowanie:

Polfarmex Kutno

Zostają: Wołoszyn, Krysiewicz (trener), Grochowski, Bartosz, Jarecki, Malczyk,
Odchodzą: Łączyński, Jakóbczyk (?)
Mogą zostać: Mitchell, Auda,
Przychodzą:
Zainteresowanie: Szymczak (?)

Polpharma Starogard Gdański

Zostają: Kukiełka
Odchodzą: Bochno (?)
Mogą zostać: Jarmakowicz, Strzelecki,
Przychodzą:
Zainteresowanie:

Polski Cukier Toruń

Zostają: Sulima, Radwański, Perka
Odchodzą: Nowakowski, Comagić, Franklin (?), Jankowski (?) Lisewski (?)
Mogą zostać: Zyskowski, Corbett, Denison,
Przychodzą: Winnicki (trener)
Zainteresowanie: Wiśniewski, Leończyk, Surmacz, Mitchell

Rosa Radom

Zostają: Jeszke, Szymkiewicz, Sokołowski, Kamiński (trener), Adams
Odchodzą: Zalewski, Mirković, Turek
Mogą zostać: Majewski, Gibson (?), Witka, Taylor (?)
Przychodzą: Majstorović
Zainteresowanie: Mitchell, Hajrić,

Stelmet Zielona Góra

Zostają: Koszarek, Zamojski, Hrycaniuk, Kucharek, Zywert
Odchodzą: Chanas, Lalić, Pełka (?), Troutman (?)
Mogą zostać: Filipovski, Hosley, Cel, Robinson (?)
Przychodzą:
Zainteresowanie: Żołnierewicz, Gruszecki,

Trefl Sopot

Zostają: Dzierżak, Dutkiewicz, Kulka, Stefański, Włodarczyk
Odchodzą: Michalak, Leończyk, Kemp, Popović, Bendzius
Mogą zostać: Sikora, Lydeka, Vasiliauskas
Przychodzą:
Zainteresowanie: Śmigielski, Jovanović (trener)

Wikana Start Lublin

Zostają: Ciechociński, Hałas, Turkiewicz (trener)
Odchodzą: Śmigielski (?),
Mogą zostać: B. Diduszko, Ł. Diduszko, Czujkowski, Trojan, Wojdyła
Przychodzą: Myśliwiec
Zainteresowanie: Karolak, Gospodarek,

WKS Śląsk Wrocław

Zostają: Kulon
Odchodzą: Trice, Dłoniak (?), Wiśniewski (?), Kinnard, Radivojević
Mogą zostać: Mladenović (?), Ikovlev, Gabiński (?)
Przychodzą: Chanas
Zainteresowanie: Zyskowski, Łączyński, Skibniewski,




wtorek, 9 czerwca 2015

Kogo do Francji powinien zabrać Taylor?


Sezon większości lig na całym świecie dobiegł końca lub niedługo się kończy. Więc jak co roku po rozgrywkach ligowych przychodzi czas na kadrę. Mike Taylor – trener reprezentacji Polski już od kilku tygodni przebywa w Polsce i przygląda się potencjalnym kandydatom. Wczoraj na stronie Polskiego Związku Koszykówki pojawiła się oficjalna lista 24 zawodników, z których ostateczną kadrę wybierze Amerykanin. Dlatego też postanowiłem zabawić się w szkoleniowca reprezentacji Polski i powołać swoją własną kadrę na zbliżający się EuroBasket we Francji.

Swoje osobiste powołania oparłem na rankingu własnego autorstwa. Podzieliłem zawodników na pięć grup, oczywiście pod względem pozycji. W rankingu nie brałem pod uwagę zawodników, którzy w przeszłości rezygnowali z kadry (Filip Dylewicz), lub unikali tematu jak ognia i nie wykazywali żadnych chęci do udziału w kolejnych imprezach (David Logan) oraz tych, którzy na co dzień nie utożsamiają się z naszym krajem (Dardan Berisha). Złośliwi od razu wytkną mi dlaczego w takim wypadku znajduje się w nim A.J. Slaughter. Z prostego powodu – cały koszykarski świat wykorzystuje przepis o naturalizowaniu jednego zawodnika, więc czemu i my mięlibyśmy go unikać? Tym bardziej, że A.J. mógłby być sporym wzmocnieniem naszej kadry.

Ranking starałem się także tworzyć w oparciu o obecne rozgrywki, dlatego niektórych może zaskoczyć nieobecność takich zawodników jak: Michał Gabiński czy Tomasz Śnieg, którzy po prostu z różnych powodów mieli słabszy sezon. Nie uwzględniałem także weteranów jak np. Piotr Szczotka, Łukasz Majewski, Robert Witka czy Przemysław Frasunkiewicz, którzy są już u schyłku kariery i ich powołanie nie miałoby raczej najmniejszego sensu. Oczywiście z całym szacunkiem dla tych graczy.


ROZGRYWAJĄCY:
  1. A.J. Slaughter (Panathinaikos, 191 cm, 1987)
  2. Łukasz Koszarek (Stelmet, 187 cm, 1984)
  3. Kamil Łączyński (Polfarmex/Rosa, 183 cm, 1989)
  4. Sebastian Kowalczyk (Asseco, 188 cm, 1993)
  5. Krzysztof Szubarga (AZS, 178 cm, 1984)
  6. Robert Skibniewski (Bez klubu/Śląsk, 183 cm, 1983)
  7. Tomasz Ochońko (Ostrów Wlkp. 183 cm, 1986)
  8. Grzegorz Grochowski (Polfarmex, 180 cm, 1993)
  9. Marcin Flieger (Wilki Morskie, 183 cm, 1984)
  10. Marcin Nowakowski (Polski Cukier, 186 cm, 1989)
RZUCAJĄCY OBROŃCY:
  1. Adam Waczyński (Rio Natura, 199 cm, 1989)
  2. Michał Chyliński (Turów, 196 cm, 1986)
  3. Przemysław Zamojski (Stelmet, 193 cm, 1986)
  4. Michał Michalak (Trefl Sopot, 197 cm, 1993)
  5. Łukasz Wiśniewski (Śląsk/Turów, 186 cm, 1984)
  6. Paweł Kikowski (Wilki Morskie, 196 cm, 1986)
  7. Jakub Dłoniak (Śląsk, 194 cm, 1983)
  8. Filip Matczak (Asseco, 187 cm, 1993)
  9. Bartosz Bochno (Polpharma, 193 cm, 1988)
  10. Przemysław Żołnierewicz (Asseco, 196 cm, 1995)
SKRZYDŁOWI:
  1. Mateusz Ponitka (Telenet, 200 cm, 1993)
  2. Karol Gruszecki (Czarni, 193 cm, 1989)
  3. Michał Sokołowski (Rosa, 196 cm, 1992)
  4. Aleksander Czyż (Turów, 201 cm, 1990)
  5. Thomas Kelati (UCAM, 195 cm, 1982)
  6. Jarosław Zyskowski (Polski Cukier, 203 cm, 1992)
  7. Jarosław Mokros (Czarni, 200 cm, 1990)
  8. Bartosz Diduszko (Wikana, 198 cm, 1987)
  9. Bartłomiej Wołoszyn (Polfarmex, 196 cm, 1986)
  10. Szymon Rduch (Sokół, 196 cm, 1989)
SILNI SKRZYDŁOWI:
  1. Aaron Cel (Stelmet, 203 cm, 1987)
  2. Michał Ignerski (LeMans, 207 cm, 1980)
  3. Paweł Leończyk (Trefl, 202 cm, 1986)
  4. Tomasz Gielo (Old Miss, 202 cm, 1993)
  5. Michał Nowakowski (Czarni, 202 cm, 1988)
  6. Mathieu Wojciechowski (Le Portel, 203 cm, 1992)
  7. Damian Jeszke (Rosa, 200 cm, 1995)
  8. Mateusz Jarmakowicz (Polpharma, 208 cm, 1988)
  9. Mikołaj Witliński (Anwil, 205 cm, 1995)
  10. Artur Mielczarek (AZS, 196 cm, 1985)
ŚRODKOWI:
  1. Marcin Gortat (Wizards, 211 cm, 1984)
  2. Maciej Lampe (FC Barcelona, 211 cm, 1985)
  3. Damian Kulig (Turów, 205 cm, 1987)
  4. Przemysław Karnowski (Gonzaga, 216 cm, 1993)
  5. Adam Hrycaniuk (Stelmet, 206 cm, 1984)
  6. Szymon Szewczyk (AZS, 209 cm, 1982)
  7. Krzysztof Sulima (Polski Cukier, 202 cm, 1990)
  8. Jakub Parzeński (Asseco, 211 cm, 1991)
  9. Piotr Niedźwiedzki (Górnik, 210 cm, 1993)
  10. Maciej Bender (WKK/Mountain, 210 cm, 1997)

Podsumowując. Do mojej wymarzonej kadry wybrałbym następujących zawodników:

PG: A.J. Slaughter, Łukasz Koszarek /Kamil Łączyński
SG: Adam Waczyński, Michał Chyliński /Przemysław Zamojski
SF: Mateusz Ponitka, Karol Gruszecki, Aleksander Czyż /Michał Sokołowski
PF: Aaron Cel /Michał Ignerski, Tomasz Gielo
C: Marcin Gortat, Maciej Lampe, Damian Kulig, Przemysław Karnowski/ Adam Hrycaniuk

Dlaczego właśnie ich? Na pozycji rozgrywającego potrzebujemy zawodnika, który potrafi zdobywać punkty. A A.J. wydaje się idealnym kandydatem do tego zadania. Do tego Łukasz Koszarek, który dostarczyłby niezbędnego doświadczenia. Jeśli oczywiście wykaże on chęci do gry. W innym wypadku naturalnym kandydatem jest Kamil Łączyński.

Na pozycji rzucającego obrońcy wybór jest oczywisty. Adam Waczyński jest po świetnym sezonie na parkietach ACB i po prostu musi się w niej znaleźć. A na jego zmiennika typowałbym Michała Chylińskiego, który po roku przerwy wrócił do bardzo dobrej dyspozycji i w moim odczuciu ma lepszy sezon niż Przemysław Zamojski, czy Michał Michalak.

Na pozycji skrzydłowego innym pewniakiem jest Mateusz Ponitka. Świeżo upieczony mistrz Belgi ma za sobą bardzo dobre rozgrywki i nie wyobrażam sobie kadry bez jego osoby. Na powołanie z pewnością zasłużył także Karol Gruszecki, który okazał się największym zaskoczeniem minionego sezonu TBL. Miejsce powinno się znaleźć także dla Olka Czyża, którego bardzo sobie ceni Mike Taylor. Natomiast jego wszechstronność i możliwość gry na obu pozycjach skrzydłowego może okazać się kluczowa w wielu meczach.

Pod koszem zdecydowałbym się na jednego klasycznego silnego skrzydłowego. I racji świetnej gry w zeszłorocznych eliminacjach, to postawiłbym na Aarona Cela, którego w mniejszym lub większym stopniu wspierać miałby Olek Czyż oraz Maciej Lampe, którzy również dobrze czują się na tej pozycji.

Bardzo wątpliwe, że z orzełkiem na piersi w tym roku ujrzymy Macieja Lampe. Ponieważ jak jedna z plotek mówi – przed rokiem Mike Taylor i Maciej Lampe nie za bardzo przypadli sobie do gustu. I prawdopodobnie dlatego Łodzianina zabraknie w kadrze. Ja mimo to chciałbym zobaczyć go na Eurobaskiecie we Francji. Tym bardziej, że w mojej opinii jest to najbardziej utalentowany ofensywnie zawodnik podkoszowy jakiego mamy.


Jeśli słowa dotrzyma, to oczywiście miejsce zarezerwowane w kadrze ma Marcin Gortat i tu chyba nie ma co argumentować wyboru. Reprezentację Polski trudno wyobrazić sobie również bez Damiana Kuliga, który odnotował sezon życia i na pewno przysłuży się drużynie. Natomiast ostatnie miejsce w zespole powinno należeć do Przemysława Karnowskiego. Młody gigant już przed rokiem bardzo dobrze wyglądał na tle naszych eliminacyjnych rywali i w pełni zasłużył na wyjazd do Francji. 


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Mały człowiek w świecie Wielkich ludzi: Spud Webb

Posiadać niecałe 170 cm wzrostu i wygrać konkurs wsadów NBA? Wydaje się niemożliwe? Ale właśnie tego blisko 30 lat temu dokonał Spud Webb – kolejny bohater cyklu „Mały człowiek w świecie Wielkich ludzi”.


Anthony Jerome „Spud” Webb urodził się 13 lipca 1963 roku w Dallas. Wychowywał się w małym dwupokojowym domku na przedmieściach Dallas. I od najmłodszych lat nie grzeszył wzrostem. Jednak od zawsze jego największą pasją była koszykówka. Na boisku swoich rówieśników przewyższał pod względem szybkościowym oraz – co chyba najważniejsze – pod względem wyskoku wertykalnego. I to właśnie swojej niesamowitej skoczności zawdzięcza on karierę na parkietach NBA.

Swój niecodzienny przydomek Spud Webb zawdzięcza bardzo ciekawej historii, która po latach nabrała jeszcze większego znaczenia. „ Ludzie nazywali go Sputnik-head, czyli głowa Sputnika, tuż po tym kiedy Rosjanie wystrzelili swoją pierwszą satelitę na orbitę ziemską. Stąd pochodzi pseudonim Spud. Ale obecnie nabiera ono nowego znaczenia, ponieważ teraz dzięki swojemu niesamowitemu wyskokowi naprawdę wybiera się na orbitę” - tak kilkanaście lat temu pseudonim tłumaczył starszy brat Webba, David.

Pierwsze poważne koszykarskie kroki popularny Spud stawiał na Junior College'u (NJCAA) - Midland College, gdzie od samego początku był gwiazdą pierwszego formatu. Jednak mimo świetnej motoryki oraz statystyk na poziomie: 21.0 punktów i 7.1 asysty, to większość ekspertów oraz scoutów przekreślała jego szansę na dostanie się do NBA, a nawet na parkiety NCAA. Prognozowano mu karierę w Europie, lub w Harlem Globtrotters, którzy już wtedy byli mocno zaciekawieni jego osobą. Przełomowym momentem okazał się rok 1982, kiedy to jego zespół mierzył się w finale krajowym NJCAA. Ich przeciwnikiem był zespół Miami-Dade North of Florida, który ostatecznie pokonali 93:88. A bohaterem wygranej był Webb, który zapisał na swoim koncie 36 punktów (10/15 z gry, 16/18 za jeden). Po tym sukcesie jego osobą zainteresowały się nie tylko media w całych Stanach Zjednoczonych, ale i uczelnie na terenie całego kraju. Najbardziej konkretną propozycję przedstawił Jim Valvano z uczelni North Carolina State University i od przyszłego sezonu Webb reprezentował już barwy NC.

Spud Webb z numerem 10 
Na parkietach NCAA spędził dwa lata. W ostatnim sezonie 1984-85 notując statystyki na poziomie 11.1 punktu oraz 5.3 asysty. Niezbyt imponujące statystyki nie przyciągnęły szerszej rzeszy działaczy NBA, a mimo to został on wybrany w drafcie NBA w 1985 roku. W czwartej rundzie z 17. numerem wybrali go władze Detroit Pistons. Jednak Tłoki nie były wcale zainteresowane dalszą współpracą z Webbem, zwalniając go 24 września. Ale zaledwie dwa dni później kontrakt opiewający na ledwie 70 tysięcy dolarów zaoferowali mu Atlanta Hawks.


Większość kibiców NBA Spud Webba pamiętają właśnie z gry w szeregach Jastrzębi i tego historycznego konkursu wsadów. Kiedy to w 1989 roku jako zupełny „żółtodziób” na parkietach najlepszej ligi na świecie w pokonanym boju pozostawił m.in. Michaela Jordana oraz Dominique'a Wilkinsa.

Jednak pod względem indywidualnym najlepiej mu się wiodło w słonecznej Kalifornii. W sezonie 1991-92 reprezentując Sacramento Kings notował średnie na poziomie 16.0 punktu, 7.1 asysty, 2.9 zbiórki oraz 1.6 przechwytu. Łącznie przez 13 lat na parkietach NBA Webb zdobył 8,072 punkty, 4,342 asysty oraz 1,742 zbiórki, co daję średnie statystyki: 9.9 punktu, 5.3 asysty i 2.1 zbiórki na mecz.


Kilkanaście lat temu, jeszcze przed karierą w NBA tak scharakteryzował Webba jeden z trenerów: „On jest spokojnym, niezależnym, dumnym małym człowiekiem. (…) W środku tego małego ciała pali się wielki ogień”. I trudno się z tymi słowami nie zgodzić.

Natomiast sam Spud Webb przez większość swojej kariery chciał udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych. Nawet gdy ludzie próbują Ci wmówić, że jest inaczej - „W pewnym sensie myślę, że to dobrze. Bo gdy ludzie mówią, że nie możesz czegoś zrobić, ty to robisz, a oni nie mogą już nic powiedzieć”.
Spud Webb i Manute Bol (231 cm)

Spud Webb na parkietach NBA był osobą absolutnie wyjątkową. Będąc trzecim najniższym zawodnikiem (168 cm) w historii NBA, tuż za Magssy Boguesem i Earlem Boykinsem. Dzięki swojemu niesamowitemu wyskokowi (90-95 cm) dowiódł, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych i że zawsze trzeba walczyć o swoje marzenia.

Zobacz także innych bohaterów cyklu:




czwartek, 21 maja 2015

Film: "Kobe Bryant's Muse"

Bardzo długo nic ciekawego nie proponowałem. Za co oczywiście serdecznie przepraszam. Ale ostatnio – dość niespodziewanie – natrafiłem na bardzo dobry film dokumentalny, który z pewnością jest obowiązkową pozycją dla wszystkich fanów koszykówki i nie tylko.


„Kobe Bryant's Muse” - to szerokie spojrzenie na życie oraz karierę Kobe Bryanta. Autorzy filmu przez pryzmat jego kontuzji Achillesa opowiadają o jego bogatym życiu oraz karierze. Początkowo wydaje nam się, że film opowiada tylko i wyłącznie o jego kontuzji oraz powrocie do zdrowia. Ale po kilku minutach okazuje się, że autorzy skupiają się także na całym życiu Bryanta. O pierwszych poważnych krokach we Włoszech, początkach na parkietach NBA, pierwszym mistrzostwie oraz o życiu rodzinnym. Film przyjął formę ogromnego wywiadu, do którego wkomponowane są urywki z życia Bryanta.

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Kobe Bryanta. Pomimo jego olbrzymich sukcesów. Ale z czasem coraz bardziej zacząłem doceniać jak wiele osiągnął on na parkietach NBA. Natomiast ten film tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że sam talent w żadnym sporcie nie jest gwarancją sukcesu. Ogrom pracy jaki on włożył i jak podchodził do koszykówki przez lata jest niewyobrażalny. I z całą pewnością polecam ten film każdemu sympatykowi sportu. Zaś dla fanów Kobego oraz NBA to pozycja obowiązkowa. Miłego oglądania.

Film można obejrzeć zupełnie za darmo na portalu seansik.tv – KLIK


Zobacz także: 


wtorek, 12 maja 2015

Trefl Sopot na rozdrożu


Szczęśliwy awans do fazy play-off oraz odpadnięcie w trzech meczach ćwierćfinałowych z PGE Turowem Zgorzelec średnią różnicą 23 punktów – tak skończył się zdecydowanie najgorszy sezon za kadencji „nowego” Trefla Sopot. Jakie były tego przyczyny i czy istnieje jeszcze jakaś przyszłość przed ekipą znad morza?

Król Darius już nie taki królewski

Jeszcze do niedawna Darius Maskoliunas bardzo dobrze kojarzył się większości sympatykom koszykówki w Trójmieście. Ponieważ to on był jednym z tych zawodników, którzy budowali potęgę wtedy Prokomu Trefla Sopot. I to on jako ulubieniec trybun miał wprowadzić Trefl Sopot ponownie na sam szczyt. Jednak jako trener nie radził już sobie tak dobrze, jak z rywalami na parkiecie jeszcze kilka lat temu. Co więcej już w swoim pierwszym sezonie był bardzo bliski zwolnienia. Ostatecznie uratował go Adam Waczyński i spółka, którzy w niesamowity sposób wyrwali zwycięstwo Enerdze Czarnym Słupsk w piątym meczu zeszłorocznych ćwierćfinałów play-off. Podbudowany tamtym sukcesem Trefl w kolejnej rundzie napsuł krwi Stelmetowi Zielona Góra, a w serii o brąz zneutralizował Rosę Radom. Oczywiście wywalczenie brązowych krążków spowodowało, że kontrakt z Maskoliunasem automatycznie został przedłużony o kolejny sezon.

Ale po wakacjach do Sopotu powróciła mocno spóźniona i jeszcze bardziej zuchwała wersja Dariusa Maskoliunasa. Ego trenera sopocian po sukcesie klubowym oraz reprezentacyjnym wystrzeliło wręcz w kosmos. A do tego przyczyniała się również spora podwyżka. Wszechwiedzący Maskoliunas zamiast od razu zabrać się do ciężkiej pracy, bardziej skupiał się na podważaniu kolejnych decyzji podwładnych i przełożonych. Narastający konflikt spowodował, że władze Trefla już tylko czekały na chwile, kiedy będzie zasadność zwolnić swojego szkoleniowca. Naturalnie wszyscy wytrwale, by znosili jego trudny charakter, gdyby Trefl wygrywał. Ale bez odpowiedniego przygotowania i nadzoru po prostu nie było to możliwe. Kulminacyjnym momentem był przełom stycznia i lutego, kiedy pięć kolejnych porażek odnieśli podopieczni wtedy jeszcze Dariusa Maskoliunasa. W rezultacie obrażony Litwin pożegnał się z posadą, a jego stanowisko zajął inny dobry znajomy… Mariusz Niedbalski.

Życie po Waczyńskim

Brak lidera - to był największy problem Trefla Sopot w tym sezonie. Wcześniej przez lata z miastem oraz klubem utożsamiał się Filip Dylewicz, który był prawdziwym kapitanem zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Schedę po doświadczonym podkoszowym przejął wtedy ledwie 25-letni Adam Waczyński. I trzeba obiektywnie przyznać, że świetnie wywiązał się ze swojej roli. Ale z czasem również dla niego sukcesy Trefla były zbyt małe. A kuszące propozycje zza granicy tylko pobudzały jego sportowe ambicje. I nie ma co mu się dziwić. Lecz jego rychłe odejście spowodowało, że nie miał kto przejąć rządów w Sopocie.


W roli następców stawiani byli: Paweł Leończyk oraz Michał Michalak. Leończyk na parkiecie robił swoje, ale coś w jego postawie brakowało. Szczególnie poza parkietem. Nie był aż tak lubiany jak jego poprzednicy. Nie potrafił poderwać publiczności oraz swoich kolegów z zespołu do walki. Natomiast Michalak nie miał do końca wsparcia w osobie trenera. Potencjał ma ogromny i z pewnością mógłby zastąpić za sezon lub dwa Waczyńskiego. Lecz czy sam będzie chciał? Prawdopodobnie nie, bo jego odejście z klubu wydaje się coraz bardziej możliwe. Tym bardziej, że sam zawodnik jest już zmęczony całą sytuacją w Sopocie i potrzebuje odmiany. Liderem mentalnym niewątpliwie jest Marcin Stefański. Kapitan Trefla jest tym zawodnikiem, z którym utożsamiają się kibice. Ale na parkiecie nie daje już takiej jakości jak jeszcze kilka sezonów temu. I coraz częściej przeszkadza swoim kolegom niż im ułatwia grę.

Coś tam zza granicy…

Jedną z głównych przyczyn słabego sezonu Trefla Sopot były fatalne ruchy kadrowe. Podkoszowy DeShawn Painter miał być tanim i skutecznym rozwiązaniem na problem prawdziwego centra sopocian. O ile w defensywie całkiem przyzwoicie sobie radził, to w ofensywie był zupełnie nieprzydatny. I ostatecznie progi Tauron Basket Ligi okazały się dla niego zbyt wysokie, szybko żegnając się z Trójmiastem. Nad morzem nie poradził sobie również inny Amerykanin. Willie Kemp, to być może jeszcze większe rozczarowanie niż jego rodak. Władze Trefla chciały zaoszczędzić i sprowadzić zawodnika na dwie pozycje. Kempa miał być rozgrywającym i rzucającym obrońcą w jednej osobie. W rezultacie nie okazał się ani jednym, ani drugim i przez większość sezonu był zupełnie bezproduktywny.

Krytyczną sytuację podkoszową miał ratować Litwin – Tautvydas Lydeka. Ale obiektywnie trzeba przyznać, że wszyscy trochę więcej spodziewaliśmy się po zawodniku z tak bogatym CV. 31-letni center miał kilka udanych wstępów, tylko tak naprawdę nigdy nie wybił się ponad pewien poziom. Natomiast nieudany eksperyment z pozyskaniem niemrawego i bezbarwnego Kempa pod koniec sezonu starały się jeszcze naprawić władze Trefla, ściągając doświadczonego Bojana Popovića. Chorwat od samego początku wykazywał się ogromną wiedzą oraz boiskową inteligencją. Momentami na parkiecie pełniąc rolę prawdziwego generała. Jednak w jego grze również czegoś brakowało. Być może odpowiedniego przygotowania motorycznego, bo na pewno nie odpowiednich umiejętności. Ostatecznie jedynym udanym nowym transferem okazał się Eimantas Bendzius. Litwin został najlepszym strzelcem oraz drugim najlepszym zbierającym Trefla. Jednak nie jest to prawdziwy lider zespołu. Świetnie rzuca i jest niesamowitą bronią ofensywną, ale nigdy nie poprowadzi zespołu do znaczących sukcesów. Mimo to ma największe szanse na grę w Treflu Sopot w przyszłym sezonie.


Młodzież! Jaka młodzież?!

Przed, w jego trakcie, a nawet po sezonie władze Trefla podkreślały, że jednym z ich głównych celów klubu jest szkolenie młodzieży oraz systematyczne wprowadzanie jej do pierwszego składu. Jednak z tych obietnic i założeń tak naprawdę nic nie wychodzi. Ten sezon w końcu miał należeć do młodych zawodników Trefl. Przy ograniczonym budżecie, to właśnie oni mieli dostarczać istotne wsparcie z ławki swoim bardziej doświadczonym kolegom. Efekt? Żaden z nich tak naprawdę nie dostał prawdziwej szansy. Na młodzież trzeba stawiać systematycznie. W każdym meczu dawać im minuty, a efekty przyjadą same. Niestety, ale kolejny raz w Treflu zabrakło cierpliwości. Po kilku słabszych występach wychowanków, po prostu z nich zrezygnowano. Najlepszym na to dowodem są statystyki. Grzegorz Kulka spędzał na parkiecie średnio 8:10 minut, Paweł Dzierżak średnio 5:35 minuty, natomiast Artur Włodarczyk średnio 5:20 minuty. Łącznie rozegrali oni 59 spotkań zdobywając 60 punktów. Dla porównania największa nadzieja ich rywali zza miedzy Asseco Gdynia – Przemysław Żołnierewicz rozegrał wszystkie 33 spotkania zdobywając łącznie 144 punkty, spędzając na parkiecie średnio 13:31 minuty.


Jeśli według władz Trefla to jest wprowadzanie młodzieży do pierwszego składu, to chyba wszystkim nam się mylą pojęcia…

Tym bardziej, że wszyscy trzej Panowie wcale nie odstają talentem od Przemka Żołnierewicza, co udowodniły m.in. ostatnie mistrzostwa Polski do lat 20, w których triumfował właśnie Trefl Sopot. W samym finale pokonali oni właśnie Asseco Gdynia prowadzone przez Żołnierewicza. MVP turnieju został Grzegorz Kulka, a do pierwszej piątki trafił Artur Włodarczyk. Po za tym Trefl Sopot od lat uchodzi za czołówkę w naszym kraju jeśli chodzi o szkolenie młodzieży. A mimo to, tak trudno jest im się przebić do składu pierwszego zespołu. W tym aspekcie zdecydowanie musi nastąpić zmiana, ponieważ klub z Sopotu po prostu nie może sobie pozwolić na takie marnotrawstwo. W innym wypadku Kulka, Dzierżak, Włodarczyk i reszta uciekną z Trójmiasta jak niespełna rok temu David Brembly w poszukiwaniu szansy gry. A Trefl z ich wyszkolenia nie będzie miał nic.

Niepewna i skomplikowana przyszłość

Pomimo awansu do fazy play-off był to bardzo słaby sezon Trefla Sopot. Pod względem sportowym zrealizowali cel minimum, ale nie ma co ukrywać w Sopocie mają znacznie większe ambicje. Jednak wydaje się, że Trefl doszedł do takiego punktu, w który trzeba podjąć ostre, drastyczne, kroki w kierunku odbudowy klubu. Pierwszym bardzo istotnym aspektem są finanse. Nie jest wielką tajemnicą, że w Sopocie wciąż mają spore problemy z płynnością finansową. Zawodnicy dostają wynagrodzenie w transzach, a nie miesięcznie. Taka sytuacja sprawia, że bardzo trudno namówić do gry zawodników z polskim paszportem. Słaba gra zniechęciła także sporą część kibiców. Trefl w tym sezonie bardzo ciężko się oglądało. Ich mecze to była prawdziwa katorga nawet dla najbardziej zagorzałych fanów koszykówki. Natomiast z problemów koszykarzy świetnie skorzystał ich młodszy brat i siostra. Na siatkarskich spotkaniach Lotosu Trefla Gdańsk oraz Atomu Trefla Sopot Ergo Arena pęka w szwach. Tymczasem na Trefl zaczyna przychodzić już tylko garstka kibiców. Władze Trefla muszą się zastanowić w jakim kierunku tak naprawdę chcą podążać. Budować zespół z maksymalnym wykorzystaniem budżetu, czy zrobić krok w tył, ale cenne pieniądze zainwestować w młodzież. Oba rozwiązania są ryzykowne. Ponieważ obecny budżet Trefla i tak już mocno odstaje od czołówki Tauron Basket Ligi i każda nietrafiona decyzja kadrowa może mieć fatalne skutki. Bo w kilka tygodni bardzo trudno zbudować zespół na miarę medalu. Natomiast szersze postawienie na młodzież może wiązać się z opuszczeniem fazy play-off. Ale za to za sezon, dwa może okazać się, że Trefl ma kilku naprawdę niezłych wychowanków i godnych następców Dylewicza czy Waczyńskiego. Wszystkie te decyzje będzie już podejmował nowy prezes, który zastąpi na stanowisku Andrzeja Dolnego. Jaki kierunek obierze? Czas pokaże... 





Zobacz także:

Nie będę tęsknił Moska!


foto: plk.pl, trojmiasto.pl, treflsopot.pl




poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nagrody za sezon zasadniczy TBL 2014/15

MVP

  1. Qyntel Woods (AZS Koszalin)
  2. Damian Kulig (PGE Turów Zgorzelec)
  3. Kwamain Mitchell (Polfarmex Kutno)
W tym roku miałem mały problem ze wskazaniem MVP sezonu zasadniczego. Ale po dłuższym zastanowieniu postanowiłem postawić na Qyntela Woods. Ponieważ moim zdaniem na przestrzeni całego sezonu miał on największy wpływ na grę oraz wyniki swojego zespołu. Dodatkowo jest on drugim najlepszym strzelcem całej ligi (średnio 19.7 punktu) oraz całkiem niezłym zbierającym (średnio 7.0 zbiórki). Natomiast z nim na parkiecie Akademicy momentami byli drużyną nie do zatrzymania. Zaś najlepszy wynik klubu w historii w sezonie zasadniczym jest główną zasługą właśnie Amerykanina. W tej kategorii na wyróżnienie zasłużył również Damian Kulig, który jest podkoszowym liderem pierwszej siły Tauron Basket Ligi – PGE Turowa Zgorzelec oraz objawienie naszej ligi, czyli wszędobylski rozgrywający beniaminka – Kwamain Mitchell.

MIP

  1. Karol Gruszecki (Energa Czarni Słupsk)
  2. Michał Michalak (Trefl Sopot)
  3. Filip Matczak (Asseco Gdynia)
W tej kategorii innego zwycięzcy jak Karol Gruszecki po prostu nie mogło być. Obwodowy Czarnych Słupsk w ostatnim roku poczynił olbrzymi postęp. Z solidnego rezerwowego wyrósł na gwiazdę nie tylko Czarnych, ale i całej ligi. W obecnym sezonie notuje on statystyki na poziomie: 15.3 punktu, 5.3 zbiórki oraz 1.5 asysty. Bardzo cieszy również systematyczny postęp naszych srebrnych medalistów z Hamburga. Michał Michalak w Treflu przejął schedę lidera po Adamie Waczyńskim. Natomiast w Gdyni na dobre zadomowił się Filip Matczak.

Najlepszy Obrońca

  1. Ovidijus Galdikas (Asseco Gdynia)
  2. Quinton Hosley (Stelmet Zielona Góra)
  3. Kevin Johnson (Polfarmex Kutno)
W moim prywatnym rankingu Litewski Gigant jest zdecydowanie najlepszym obrońcą naszej ligi i dlatego ta nagroda właśnie wędruje do niego. Galdikas to najlepszy obrońca strefy podkoszowej, który notuje średnio blisko 2.8 bloku oraz 10.5 zbiórki. Natomiast w zespołowej grze defensywnej bije na głowę drugiego Quintona Hosley'a. Amerykanin świetnie sprawdza się w roli stopera dla najlepszego zawodnika rywala, ale bardzo często zapomina, że w defensywie również trzeba sobie nawzajem pomagać i nie skupiać się tylko i wyłącznie na swoim zawodniku.

Najlepszy Rezerwowy

  1. Damian Kulig (PGE Turów Zgorzelec)
  2. Roderick Trice (Śląsk Wrocław)
  3. Drago Pasalić (Energa Czarni Słupsk)
Damian Kulig po takim sezonie bez nagrody indywidualnej? Niemożliwe. Nagrodą pocieszenia dla centra PGE Turowa Zgorzelec jest tytuł najlepszego rezerwowego, na który z pewnością zasłużył. Pomimo utraty statusu gracza startowego minimalnie swoje statystyki polepszył również Roderick Trice, który stał się kluczowym zmiennikiem w swoim nowym zespole. Zaś idealnie w roli ważnego rezerwowego Czarnych odnalazł się Drago Pasalić.

Najlepszy Trener

  1. Saso Filipovski (Stelmet Zielona Góra)
  2. Emil Rajković (Śląsk Wrocław)
  3. David Dedek (Asseco Gdynia)
Wielu może krytykować Saso Filipovskiego, że oddał pierwsze miejsce w tabeli Tauron Basket Ligi tuż przed fazą play-off. Ale jedno trzeba oddać Słoweńcowi – to właśnie on sprawił, że Stelmet znowu zaczął grać koszykówkę atrakcyjną dla oka. W ekspresowym czasie spowodował, że ekipa z Zielonej Góry ponownie była groźnym rywalem dla każdego przeciwnika. Natomiast z hali CRS stworzył twierdze nie od zdobycia. Na przestrzeni całego sezonu znakomitą robotę wykonał we Wrocławiu także Emil Rajković, który ze Śląska zrobił jednego z kandydatów do medalu. Rewelacyjnie z zadania mu powierzonego wywiązał się również David Dedek, który gdynianom już na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego zapewnił udział w fazie play-off.

Najlepszy Debiutant

  1. Przemysław Szymański (MKS Dąbrowa Górnicza)
  2. Kevin Wysocki (Jezioro Tarnobrzeg)
  3. Piotr Śmigielski (Wikana Start Lublin)
Tylko w naszej lidze najlepszym debiutantem okrzyknięty może zostać 30-letni zawodnik. Oczywiście złośliwie nie wypominam wieku skrzydłowemu MKS-u. Ale w pewnym sensie jest to dość niepokojący znak. Jednak z drugiej strony trzeba przyznać, że Szymański w pełni zasłużył na to wyróżnienie i pomimo 30 wiosen na jego koncie czekam na więcej w nowym sezonie. Mimo wielu negatywnych opinii całkiem nieźle w swoim debiutanckim sezonie radził sobie również Kevin Wysocki, który do naszej ligi przyszedł z... czwartej ligi niemieckiej. Natomiast w końcu na parkietach TBL zadebiutował Piotr Śmigielski, który udowodnił, że całkiem przyzwoicie radzi sobie na tym poziomie.


Pierwsza Piątka:

PG – Kwamain Mitchell (Polfarmex Kutno)
SG – Karol Gruszecki (Energa Czarni Słupsk)
SF – Qyntel Woods (AZS Koszalin)
PF – Damian Kulig (PGE Turów Zgorzelec)
C – Ovidijus Galdikas (Asseco Gdynia)

Druga Piątka:

PG – Byron Allen (Wikana Start Lublin)
SG – Michał Chyliński (PGE Turów Zgorzelec)
SF – Quinton Hosley (Stelmet Zielona Góra)
PF – Aaron Cel (Stelmet Zielona Góra)
C – Aleksander Mladenović (Śląsk Wrocław)

Największe zaskoczenia sezonu:

PG – Kyle Shiloh (Energa Czarni Słupsk)
SG – Denis Ikovlev (Śląsk Wrocław)
SF – Jarosław Zyskowski (Polski Cukier Toruń)
PF – Patrik Auda (Polfarmex Kutno)
C – Evan Ravenel (Polpharma Starogard Gdański)